fot. Le Tour de France / A.S.O. / Jered & Ashley Gruber

Nietuzinkowym widokiem zakończył się 15. etap Tour de France. Na mecie świętował bowiem nie tylko zwycięzca, ale i 3. zawodnik, którym był Julian Alaphilippe. Jak się okazało po awarii radia spowodowanej kraksą Francuz nie miał świadomości, że jego grupa nie walczy o zwycięstwo.

15. etap z metą w Carcassonne zakończył się wygraną Tima Wellensa, który uciekł współuciekinierom na 43 kilometry przed końcem i nie dał się dogonić. Niespełna 1,5 minuty po mistrzu Belgii kreskę przeciął jego rodak Victor Campenaerts, a większa grupa kolarzy kręcących przez większość dnia w odjeździe 8 sekund później stoczyła między sobą walkę o 3. lokatę. Pojedynek ten wygrał Julian Alaphilippe, który po przecięciu linii mety zaczął celebrację jakby triumfował. Jak się okazało Francuz nie miał świadomości, że przed nimi jadą jeszcze inni zawodnicy.

Na początku etapu czułem się dobrze, ale we wczesnym jego etapie uderzyłem o ziemię. Od razu wiedziałem, że mam zwichnięte ramię, bo już mi się to zdarzyło. Znałem to uczucie. Nastawiłem je – nastąpiło bardzo głośne „kliknięcie” i wszystko wróciło do normy. Potem zrobiłem sobie jazdę na czas, żeby wrócić do peletonu i po chwili byłem już w grupie ucieczkowej z Michaelem Storerem, co było celem zespołu. Niestety, po wypadku zepsuło mi się radio, więc rozpocząłem finałowy sprint z zamiarem uzyskania jak najlepszego wyniku, myśląc, że stawką zwycięstwo. Świętowałem jak głupi… Pozostaje mi cieszyć się, że nadal jestem w wyścigu, uniknąłem złamań i wciąż mogę się ścigać

— obrócił wszystko w żart Julian Alaphilippe.

Były 2-krotny mistrz świata, który od tego sezonu reprezentuje barwy Tudor Pro Cycling Team, może mówić o sporym szczęściu w nieszczęściu. Poza zwichniętym ramieniem nic mu się nie stało, co potwierdza jego ekipa.

W wypadku na początku etapu Julian zwichnął lewe ramię. Zdjęcie rentgenowskie wykonane w Carcassonne potwierdziło brak złamań. Co do samego etapu zaś to Julian nie zdawał sobie sprawy z sytuacji na trasie. Po kraksie nie miał radia. Prosiliśmy by jury przekazywało mu jakieś komunikaty, ale było ich mało. Problemem było to, że za Timem Wellensem były trzy lub cztery grupy, w tym ta Storera. Nasze auto nie mogło do niego podjechać. To był problem. Nie było też możliwości zmiany radia. To z pewnością denerwujące, ale nie da się tego cofnąć czy uniknąć. Na briefingu mówiliśmy, że cieszymy się z trzeciego miejsca, ale Julian nie będzie miał takiego zdania. On już wiele wygrał…Wierzymy jednak, że zanim dotrzemy do hotelu, Julian ochłonie. To ambitny facet, który z dnia na dzień jest coraz mocniejszy

— powiedział Bart Leysen, dyrektor sportowy Tudor Pro Cycling Team, w rozmowie dla Sporzy.

Po dniu przerwy przed kolarzami pozostanie jeszcze 6 etapów. Wydaje się, że co najmniej 2 z nich mogą być dobrą szansą dla uciekinierów takich jak Julian Alaphilippe – dynamicznych, ale potrafiących przejechać mniejsze podjazdy.


Wszystko o 112. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułTour Bitwa Warszawska 2025: Poznaliśmy miasta etapowe
Następny artykułQuinn Simmons: „Wszyscy wiemy, że drafting za MotoTV odgrywa ważną rolę”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
8 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Leon
Leon

To co, on nie widział Campenartsa który jechał 100 metrów wcześniej?

Alek
Alek

No ok Radio nie działało, ale nie widział przed sobą Campenaertsa?

Kuba
Kuba

Dokładnie – o Wellensie mógł nie wiedzieć, ale jak przegapił Campenartsa?

Jacek
Jacek

@Leon @Alek @Kuba Przejdźcie tyle wyścigów, co Alafpolak, wygrajcie choć 1/100 tego, co on, to będziecie mogli tak się naśmiewać. On przejechał ostatnio kilkanaście niełatwych etapów, wczoraj zaliczył glebę na jakichś kocich łbach, gonił, jak szalony, w końcówce koncentrował się na tym, żeby się ścigać ramię w ramię z paroma konkretnymi gośćmi, pewnie miał czarno przed oczami z wysiłku, i to takie dziwne, że nie popatrzył się jeszcze do przodu, i do tyłu, i w ogóle szkoda, że paru autografów nie rozdał przy okazji. Trochę szacunku dla Mistrza.

MaciekSatan
MaciekSatan

Przeciez tu wszyscy maj a do niego szacunek, tylko sie dziwia jak mozna przeoczyc goscia, ktory najpierw odjezdza a potem finiszuje 100 metrow przed nim… z Tengo tekstu moze wynikac ze zawodowcy przestaja juz sami myslec, bo jest radio…

Alek
Alek

Chłopie wyluzuj, ja mu szczerze wygranej życzę, tylko się po prostu dziwię, gdzie tu brak szacunku

Jacek
Jacek

To raczej nie ja robię aferę z tego, że facetowi trochę się pomyliło, i sam się z tego śmiał potem. Śmieszą mnie tylko kanapowi „specjaliści”, którzy być może czasem jeżdżą na rowerze, ale do takich ludzi, jak Alafpolak (w kwestii kolarstwa, oczywiście), to im lata świetlne.

Pingol
Pingol

Nie pierwszy raz tak zrobił. Pamiętam, że kiedyś się cieszył na mecie Liege-Bastogne-Liege, mimo że na finiszu przegrał z Rogliciem.