Foto: Tour de France

Przez 9 pierwszych dni tegorocznego Tour de France kolorowa karawana tylko raz przekroczyła wysokość 300 metrów nad poziomem morza. Mimo nizinnego charakteru trasy emocji jednak nie brakowało, a w klasyfikacji generalnej powstały pierwsze, nieraz niemałe różnice między faworytami. Podczas dnia przerwy pora zatem podsumować to co za nami, czyli mocno przedłużony pierwszy „tydzień” rywalizacji.

112. edycja Tour de France rozpoczęła się wyjątkowo długim, aż 10-dniowym okresem ścigania bez jakiejkolwiek przerwy. Złożyło się na to zorganizowanie Grand Depart we Francji, a zatem brak konieczności transferu między zagranicznymi etapami a terytorium tego państwa, tak jak to było w wielu z ostatnich edycji, a także fakt, że w tym roku narodowe święto Francji, Dzień Bastylii, przypadło na 14 lipca, czyli poniedziałek po 1. tygodniu – organizatorzy skorzystali z dnia wolnego i w ten sposób przyciągnęli na trasy prawdziwe tłumy fanów.

Cały ten okres nieprzerwanego ścigania już za nami, a do podsumowania jest właściwie nie tydzień, a niemal połowa wyścigu – aż 10 z 21 etapów. Sprawę nieco ułatwia jednak fakt, że aż 9 z nich rozegrano w nizinnym terenie – peleton tylko raz przekroczył barierę 300 metrów nad poziomem morza, w dodatku miało to miejsce na samym początku 6. etapu. Mimo takiego umiejscowienia wyścigu emocji jednak nie brakowało, a organizatorzy udowodnili, że wcale nie potrzeba Alp czy Pirenejów by walka o klasyfikację generalną rozpoczęła się na dobre – wyciągnęli oni bowiem z rękawa swoje asy w postaci wielu krótkich, stromych ścianek, które świetnie spełniły swoje role. Oczywiście wysokie góry jeszcze nadejdą, ale wniosek z początkowych 10 dni jest taki, że wcale nie trzeba w nie jechać by w peletonie zawrzało, a różnice były mierzone nie tylko w pojedynczych sekundach.

Tadej Pogačar w drodze po 4. zwycięstwo

Przed wyścigiem Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG) był murowanym faworytem klasyfikacji generalnej i 10 pierwszych etapów niespecjalnie ten stan zmieniło. Mistrz świata bawił się doskonale, atakował tam, gdzie zaplanował, a rywale niespecjalnie próbowali go podgryzać. W efekcie już dziś ma on minutę przewagi nad Remco Evenepoelem (Soudal Quick-Step) i jeszcze o 17 sekund więcej nad Jonasem Vingegaardem (Team Visma | Lease a Bike), a to całkiem przyjemna zaliczka przed kolejnymi dniami ścigania. Oczywiście wszystko się jeszcze może zmienić – wciąż w pamięci mam 2:51 stracone przez Słoweńca w 2022 roku na Col du Granon czy 5:45 stracone w drodze do Courchevel edycję później, ale póki co nic nie zapowiada takiego kryzysu u Tadeja Pogačara, który podczas tegorocznego Tour de France mógł świętować swoją 100. i 101. zawodowe zwycięstwo.

Alpecin-Deceuninck show

Belgijski World Team przyjechał na start 112. Tour de France… i pozamiatał. Podczas 1. etapu kolarze Alpecin-Deceuninck mocno przyczynili się do tego, że na wiatrach oderwała się niespełna 40-osobowa grupa, a następnie perfekcyjnie rozprowadzili Jaspera Philipsena, który został pierwszym liderem wyścigu. Dzień później przyszły podjazdy, ale i tu Alpecin-Deceuninck królował – tym razem za sprawą atomowego finiszu Mathieu van der Poela, który przejął żółtą koszulkę i dzierżył ją aż do czasówki. Jakby tego było mało 30-letni Holender po długiej i bardzo męczącej ucieczce już następnego dnia odzyskał trykot lidera, który definitywnie stracił dopiero po kolejnym etapie. Czy to oznaczało, że ten zniknął gdzieś na dalszym planie wydarzeń? Zdecydowanie nie, a akcja Mathieu van der Poela i Jonasa Rickaerta z 9. etapu będzie bez wątpienia długo wspominana. Choć nie wszystko ułożyło się dla Alpecin-Deceuninck idealnie to nadal belgijski zespół może mówić o naprawdę udanym 1. tygodniu rywalizacji!

fot. Le Tour de France / A.S.O. / Charly Lopez
Team Visma | Lease a Bike pogodzona?

Jestem naprawdę ciekaw tego jak wyglądają narady w holenderskim zespole, które z pewnością odbywają się po pierwszych etapach 112. edycji Tour de France. Z jednej strony zarówno Jonas Vingegaard, jak i Matteo Jorgenson pokazali, że są w naprawdę świetnej formie, z drugiej jednak na Tadeja Pogačara zdaje się to nie wystarczać. W obliczu tego aż 2-krotnie wolną rękę dostawał Simon Yates, który po drugiej z ucieczek sięgnął po wygraną etapową. To z pewnością cenny skalp, ale jednocześnie oznaka tego, że nie wszystkie siły w 100% są skupione wokół liderów na klasyfikację generalną. Czyżby w Team Visma | Lease a Bike istniało pogodzenie z tym, że walka toczy się o 2. lokatę i warto przy okazji zgarnąć też jakieś etapy, które pomogą rozliczyć udział w wyścigu? Czas pokaże.

Kraksy nieliczne, ale bolesne

Tegoroczny początek Tour de France, patrząc na porównanie z poprzednimi edycjami, był stosunkowo spokojny. Kraks nie było wiele, a nawet jeśli do nich dochodziło to wycofywało się naprawdę niewielu zawodników. Zwykle jednak istnieje pewne „ale” i tym razem nie jest inaczej – gdy już dochodziło do jakiś zdarzeń to te niestety wyglądały zwykle naprawdę źle, a kolarze w nich uczestniczący kończyli w najlepszym wypadku z licznymi szlifami.

Finalnie przez 10 dni ścigania wycofało się „tylko” 11 kolarzy, ale niestety w wielu wypadkach były to największe gwiazdy wyścigu. Już 1. etapu nie ukończyli dwaj świetni czasowcy – Filippo Ganna (INEOS Grenadiers) i Stefan Bissegger (Decathlon AG2R La Mondiale Team), 2 dni później kraksa na lotnej premii wyeliminowała pierwszego lidera wyścigu i faworyta klasyfikacji punktowej, czyli Jaspera Philipsena (Alpecin-Deceuninck). Poza wyścigiem jest już też kluczowy pomocnik Tadeja Pogačara, a przy okazji kolarz zdolny do zajęcia osobiście miejsca na podium, czyli João Almeida (UAE Team Emirates – XRG), a zatem widać, że niestety kraksy przerzedziły nam wyścig i wyeliminowały kilku ważnych kolarzy.

Jonathan Milan wciąż niepokonany?

Jonathan Milan wygrał klasyfikację punktową w każdym wielkim tourze, w którym wziął udział. Okej, troszkę wydźwięk tego zdania zmienia się gdy uświadomimy sobie, że 24-letni Włoch brał udział dotychczas w tylko dwóch takich wyścigach, a konkretnie w Giro d’Italia w 2023 i 2024 roku, ale to nadal naprawdę wspaniały rezultat. Mierzący 196 centymetrów sprinter nie potrzebował wdrażać się, poznawać swoich limitów itd. – on po prostu gdzie się nie pojawia to od początku walczy o pełną pulę. Teraz, podczas debiutu w Tour de France, wydaje się, że czeka go kolejny sukces, albowiem Jonathan Milan po 10 z 21 etapów jest liderem klasyfikacji punktowej z dość pokaźną przewagą nad kolejnymi rywalami. Włoch nie daje szans nikomu na lotnych premiach, jest też niezwykle groźny na finiszach – jeden z nich w końcu wygrał, a na dwóch innych był 2. Czy zatem kolarz Lidl-Trek dojedzie na zielono aż do Paryża? Czas pokaże, ale na ten moment na to się zanosi.

fot. Le Tour de France / A.S.O / Billy Ceusters
Ben Healy i Kévin Vauquelin – niespodziewani bohaterowie 1. tygodnia

Przed startem 112. edycji Tour de France zamiast atmosfery święta kolarstwa miejscami dało się wyczuć raczej aurę obojętności czy wręcz zawodu – czym tu się w końcu emocjonować gdy Tadej Pogačar wydaje się być poza zasięgiem kogokolwiek? Czas pokazał jednak, że choć faktycznie Słoweniec jeździ w swojej lidze to niemal każdy kolejny etap pisał jakąś ciekawą historię, a teoretycznie drugoplanowi bohaterowie potrafili wyjść na krótszą bądź dłuższą chwilę na pierwszy plan i zgarnąć należną sobie glorię i chwałę.

Bez wątpienia największym zwycięzcą 1. tygodnia jest Ben Healy – znany ze skoków Irlandczyk tym razem nie tylko spróbował, ale i dopiął swego. Kolarz EF Education – EasyPost najpierw wygrał czwartkowy etap do Vire Normandie, a następnie w poniedziałek przejął prowadzenie w klasyfikacji generalnej i jutro zobaczymy go na starcie w żółtej koszulce. Piękny sen 24-latka trwa, a jego jazda bez wątpienia cieszyła kibiców z całego świata.

Swoje piękne chwile miał też Kévin Vauquelin (Arkéa – B&B Hotels), który przez pierwsze dni podążał jak cień za najlepszymi i mógł 3-krotnie wyjść na podium jako posiadacz białej koszulki. Ba, do wczoraj 24-latek plasował się nawet na podium klasyfikacji generalnej wyprzedzając m.in. Jonasa Vingegaarda, co z pewnością przed własną publicznością było dla Francuza wielkim przeżyciem.

Fot.: Arkéa – B&B Hotels / Getty
W cieniu rywali

Naturalnym w sporcie jest, że gdy jedni błyszczą to inni pozostają w cieniu. Do tego drugiego grona bez wątpienia można zaliczyć kolarzy Red Bull – BORA – hansgrohe, którzy przyjechali na Tour de France z odgrażającym się od lat zwycięzcą zeszłorocznej La Vuelty, czyli Primožem Rogličem, a także genialnie dysponowanym w tym roku Florianem Lipowitzem… i póki co panowie zajmują 8. i 9. miejsce tracąc do lidera przeszło 3,5 minuty. Jakby tego było mało to uwagi od nich nie zdołali odciągnąć sprinterzy – Jordi Meeus po kraksie długo dochodził do siebie i póki co był „tylko” 8. w Châteauroux, zastępujący go przez pewien czas Danny van Poppel był zaś najwyżej 11. Atmosfera w niemieckiej ekipie zapewne nie należała dziś do najradośniejszych.

O rozczarowaniu można też mówić w obozie INEOS Grenadiers – do wczorajszego 2. miejsca z odjazdu wywalczonego przez Thymena Arensmana najwyższą lokatą na pojedynczym etapie było bowiem 9. miejsce Axela Laurance’a z Mûr-de-Bretagne. Jakby tego było mało to Carlos Rodríguez jest obecnie 12. w klasyfikacji generalnej i traci niemal 6 minut do lidera. Jest źle, oj bardzo źle.

Co przed nami?

Skoro 1. „tydzień” był niezwykle długi to znak, że drugi będzie krótszy niż zwykle – do kolejnego dnia przerwy na kolarzy czeka zaledwie 5 etapów. Wszystko otworzy pofałdowany odcinek z metą w Tuluzie, gdzie sporą szansę na sukces mają uciekinierzy, albowiem faworyci bez wątpienia będą czekali na czwartkowe Hautacam (13,5 km; 7,9%). W piątek rozegrana zostanie górska jazda na czas z metą w Peyragudes (8,1 km; 7,6%), następnie w sobotnim programie znajdziemy m.in. Col du Tourmalet (18,9 km; 7,4%) czy metę na Luchon-Superbagnères (12,6 km; 7,5%), a tydzień zamknie mocno pofałdowany etap do Carcassonne – potencjalnie kolejna szansa dla harcowników. Jedno jest jednak pewne już dziś – zapowiada się naprawdę ciekawe ściganie, a emocji nie powinno zabraknąć.


Wszystko o 112. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułIlan Van Wilder przedłuża kontrakt z Soudal Quick-Step
Następny artykułPuck Pieterse pojedzie na Tour de France Femmes kosztem mistrzostw Europy w kolarstwie górskim
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Jay
Jay

Polecam posłuchać wypowiedzi Simona Yates po wczorajszym etapie. Wcale nie dostał wolnej ręki tylko był wysłany do ucieczki, żeby w razie czego pomóc Jonasowi w dalszej części etapu i dopiero gdy okazało się to niemożliwe polecono mu walkę o zwycięstwo etapowe, więc o żadnej rezygnacji nie ma tu mowy…

Alek
Alek

+waleczność Vaqueleina (wiem, źle napisane), imponuje kolarz i fajnie jakby zakręcił się koło podium
+Ben Healy kozak – sam nie patrzył na innych tylko po prostu konkretnie pracował mając szansę., ale można to bardziej rozszerzyć, że walka o żółtko była godna.
+fajny ten wulkaniczny etap, krótkie podjazdy, względnie, a ulepili z tego 4,5k przewyższenia.
+ pierwsze kilka wygranych etapów, jak się spojrzy na nazwiska top of the top, czy to klasykowców (w tym Pogi) czy to sprinterów – liga mistrzów.

No ale wad widzę więcej.

  • absurdalna punktacja: po pierwsze 50 pkt za ten etap na mur de bretagne, no kto to wymyślił?
  • punktacja w klas. górskiej, bywały często tdf, że pierwsze 10 etapów było płaskie, ale jednak znajdowali te premie na początku czy środku etapu, aby ucieczka coś z ucieczki miała, tutaj ich lokalizacja jest absurdalna, że koszulka była przechodnia aż do 3 miejsca w klasyfikacji, no absurd. Sądzę, że był to jeden z kamyczków, który sprawił że ucieczki się nie zawiązywały i ten etap gdzie nie przyznano nikomu miana najaktywniejszego – no absurd 😀
  • to ogółem powoduje, że czasem nie rozumiem w co gra peleton, MvDP zaatakował dla żartów i nagle się zrobiło 5,5 min, aż dziwne że takiego kolarza na tyle wypuścili. Momentami brakowało tylko aby Tadej walczył na lotnych i metach płaskich (ale sądzę, że tu ryzyko upadku jest jednak zbyt duże)
  • za wcześnie na podsumowanie ekip bo jednak w 10 etapów wiele się może zdarzyć, ale o ile taka bliska upadku Arkea walczy, to trochę nie rozumiem co robi Cofidis, znany tylko z dziwnych upadków na początkowych etapach, czy Ineos, czy też trochę marazmu jest w Bahrain Victorius. No ale ci ostatni jednak w ostatnich dniach coś ruszyli.
  • No i taka mała złośliwość, że ciekawe co myślą ci, co krytykowali borę za oddawanie koszulki lidera patrząc na to co robi tutaj UAE 🙂 Samo uae mówi, że żyją z zdobyczy na etapach, a tu kilka razy odpuścili :p (oczywiście wiem, że miało to inne cele, tylko po prostu po co czasem gadać ;p)

A co do walki faworytów? Jonas swój kryzys już miał, Tadej takiego nie miał chyba od 2 lat, także mam nadzieję, że będzie jeszcze ciekawie. Natomiast momentami ciężko oglądać to było z uwagi nie na to, że etapy były płaskie, tylko jakie zaserwowano dodatki do tych płaskich tras. Niedziela się obroniła tylko przez to, że peleton absurdalnie wypuścił Mathieu.

A i do minusa bym dorzucił tutaj komentarze, chociaż na plus ich ilość 😀 trochę więcej szacunku i mniej trollowania by się przydało, bo czasem ciężko czytać te złośliwości czy to wobec redakcji czy wobec Jonasa/Tadeja.

i apel – może jakaś opcja logowania, żeby móc lepiej kontrolować odpowiedzi 🙂 ?

Jay
Jay

Na Giro też już stracili wiarę w zwycięstwo i Wout jechał po etap tylko gumę złapał i przypadkiem Yates siadł mu na koło, tak było ^^. Już nawet pomijając wypowiedzi po etapie to skąd w ogóle pomysł, że posłanie do przodu (na tę chwilę) drugiego/trzeciego najlepszego pomocnika na pagórkowatym etapie to miałaby być oznaka pogodzenia się z porażką, tym bardziej po tygodniu, w którym, poza wpadką na czasówce, Jonas radził sobie w terenie Tadeja lepiej niż można było zakładać, a najlepsze dla niego etapy dopiero przed nim. Zupełnie normalna taktyka na wypadek ataków z peletonu, przez samą Vismę stosowana wiele razy, ale tym razem po inicjowaniu różnych akcji na każdym etapie byleby tylko zmęczyć Pogiego akurat przed dniem przerwy mieliby odpuścić generalkę zanim jakiekolwiek efekty ich planu mogły się urzeczywistnić i szukać ratunku w wygrywaniu etapów. Rzeczywiście komuś gdzieś tego krytycznego podejścia zabrakło 😉

Miszcz
Miszcz

Też nie rozumiem skąd to przekonanie o braku możliwości pokonania Pogacara, który całą przewagę osiągnął bonifikatami i czasówką. Jonas potrafił go już w górach zostawiać na minuty, a takich sprawdzianów będzie jeszcze mnóstwo. Pogacar nie jest asem taktyki, brak Almeidy też nie jest bez znaczenia, czasem wystarczy jedna gleba na zjeździe ze Spandelles (albo Agnello jak Kruijswijk) i wyścig się niespodziewanie otwiera. Ponadto sam Tadej jedzie bardziej zachowawczo i oszczędnie, jakby niepewny swej przewagi – choćby na 10 etapie dał się prawie dogonić grupie Evenepoela, mimo sporej przewagi po ataku.

Out
Out

Jeżeli ktoś twierdzi, że Visma jest pogodzona z losem i się poddała, to znaczy, że po prostu nie rozumie ich taktyki. Tak samo, jak nie rozumie jej Pogacar. I nie musi jej rozumieć.
Nie, nie mam pewności, czy dzięki niej wygrają. Ale co innego mają zrobić? Położyć się i rozłożyć czerwony dywan? Większość dziennikarzy i kibiców chyba właśnie tego oczekuje. Żeby się poddali.

Led_2008
Led_2008

Na poniedziałkowym etapie drużyna Pogacara praktycznie się rozsypała, a Vinegard miał dwóch pomocników plus jeden na przedzie. Zastanawia mnie czy to zwiastun samotnej walki Pogacara z Vinegardem i jego drużyną takiej jak ongiś Contadora z Astaną na Giro.

Goat
Goat

Jak dla mnie Visma nie odpuściła i będą ostro atakować Pogacara bo mają kim a Almeidy juz nie ma. Vini jak zwykle na kole Pogiego i będą go tak męczyć. Ja bym szedł do buka i stawiał na Jonasa, kursy na niego są za niskie moim zdaniem.