Fot.: Uno-X Mobility Cycling / Getty Sport

Søren Wærenskjold (Uno-X Mobility) w znakomitym stylu wygrał 11. etap Tour de France 2026. Norweg całkowicie zaskoczył swoich rywali i na mecie mógł się cieszyć z fantastycznego zwycięstwa, choć nie był głównym faworytem sprinterskiej potyczki. Norweg przyznał potem, że nie spodziewał się takiej końcówki, ale nagle znalazł się na czele i postanowił to wykorzystać. 

Zapewne mało kto spodziewał się, że to właśnie Søren Wærenskjold (Uno-X Mobility) okaże się triumfatorem 11. odcinku tegorocznej edycji Tour de France. Na finiszowych metrach norweski zawodnik pokazał jednak pełnię swoich umiejętności, popisując się spektakularnym finiszem – bardzo długim. Rywale próbowali go gonić do samej kreski, ale to właśnie zawodnik Uno-X Mobility mógł unieść ręce w geście triumfu. 26-latek był dumny ze swojego osiągnięcia, o czym donosi nam WielerFlits.

Myślałem, że byłem za daleko na ostatnim kilometrze, ale nagle znalazło się miejsce po prawej stronie, a to zwykle się nie zdarza. To było dokładnie jak moje pierwsze pierwsze duże zwycięstwo, w Omloop Nieuwsblad [w 2025 roku – przyp. red.]. Byłem daleko i nagle znalazłem się na czele… Niewiarygodne. Widziałem, że Cees Bol zrobił lukę, dlatego ruszyłem w jego stronę i wyszedłem z jego koła. Zobaczyłem, że do mety zostało jeszcze 250 metrów. Spodziewałem się sytuacji podobnej do poprzedniego sprintu, gdy wyprzedził mnie Tim Merlier, ale na szczęście tak się nie stało. To wiele dla mnie znaczy. To moje największe zwycięstwo. Jest tu 2-3 szybszych zawodników ode mnie, ale jeśli będę miał szczęście, wszystko jest możliwe. Czasem mam pewność siebie, ale czasem czuję się zmęczony i myślę, że to niemożliwe […] To dla mnie wielka niespodzianka

– przyznał Norweg.

Drugi na mecie środowego etapu był Olav Kooij (Decathlon CMA CGM Team), który zna już smak zwycięstwa na tegorocznym Tourze, gdyż okazał się najlepszy na 5. odcinku. Holenderski sprinter zbliżał się do Norwega, ale ostatecznie zabrakło mu naprawdę niewiele i musiał się zadowolić 2. pozycją. Kooij podkreślał, że do pewnego momentu był dobrze ustawiony, ale potem się to zmieniło. Informuje nas o tym WielerFlits.

Byliśmy naprawdę dobrze przygotowani. Byłem za Jonasem Rickaertem i Jasperem Stuyvenem, a potem za Ceesem [Cees Bol – przyp. red.]. Wyglądało to idealnie. Cees przejął stery, a ja próbowałem jechać za Stuyvenem, ale on skończył rozprowadzanie. Wtedy nie byłem bezpośrednio na kole Ceesa […] Straciliśmy prędkość, a Wærenskjold zagrał wtedy wszystko albo nic. Zanim się obejrzałem, nasze tempo spadło i nikt nie ruszył za Wærenskjoldem. Zrobiliśmy dobrze wiele rzeczy, ale to po prostu nie wystarczyło

– opowiadał Holender.

W czwartek na kolarzy czeka etap o długości 179 kilometrów i wiele wskazuje na to, że ponownie możemy być świadkami sprinterskiej potyczki, choć najszybsi zawodnicy w stawce muszą zachować czujność na podjeździe 4. kategorii Côte de Montagny-lès-Buxy (2,5 km ; 3,9%).


Wszystko o 113. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułSpinshield Pro – długoterminowy test premium okularów Rudy Project
Następny artykułPowtórka – zapowiedź 12. etapu Tour de France 2026
Mateusz Gruszeczka
Pasjonat biegania i podróżowania. Ulubiony kierunek? Czarnogóra. Miłośnik wszelkich wyścigów - również tych mniejszych i nieco mniej znanych. W wolnej chwili copywriter.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze