Już dziś rusza 79. edycja Tour de Romandie – jednej z najważniejszych kolarskich tygodniówek obecnych w kalendarzu UCI. Gwiazdą wyścigu będzie w tym roku Tadej Pogačar, który wyruszył do Szwajcarii by dołożyć do swojego bardzo bogatego dorobku kolejny unikalny sukces. Czy ktokolwiek zdoła postawić się mistrzowi świata, czy też tego czeka autostrada do zwycięstwa? Przekonamy się już w najbliższych dniach.
Przed nami 79. i zarazem być może ostatnia edycja Tour de Romandie w historii – wyścig, który został zapoczątkowany w 1947 roku przeżywa bowiem gigantyczny kryzys finansowo-organizacyjny, który najlepiej uzmysławia fakt, że w tym roku osobom odpowiedzialnym za tę imprezę nie udało się nawet znaleźć sponsora klasyfikacji generalnej, a na żółtej koszulce lidera nie znajdziemy żadnego logotypu. Problemy szwajcarskiego wyścigu znalazły odzwierciedlenie w liście ekip zainteresowanych udziałem w tych zmaganiach – po raz pierwszy w historii UCI World Touru do imprezy tej rangi przystąpi zaledwie 15 drużyn. Na pocieszenie dla organizatorów wśród tych, którzy postanowili jednak zawitać na starcie, znalazł się Tadej Pogačar, który będzie chciał wygrać 5 z 7 wyścigów zaliczanych do tzw. „wielkiej 7” tygodniówek. W ten sposób mistrz świata może zrównać się w tej statystyce z takimi zawodnikami jak Jonas Vingegaard, Eddy Merckx i Richie Porte oraz mieć już tylko 1 wyścig straty do liderującego w tej kwestii Primoža Rogliča.
Nie ma co jednak przedwcześnie uśmiercać Tour de Romandie, którego organizatorzy cały czas wierzą, że jeszcze uda im się uratować los ich imprezy. Nie wolno też wręczać nikomu zwycięstwa przed tym, jak zawodnicy dotrą do mety ostatniego etapu, ale nim przyjrzymy się temu kto miałby powalczyć z mistrzem świata o końcowy triumf, rzućmy okiem na historię. Tu rekordzistą jest Stephen Roche, który jako jedyny 3-krotnie wygrywał szwajcarską etapówkę, a czynił to w latach 1983-84 i 1987. Po 2 zwycięstwa ma aż 12 kolarzy, w tym w XXI wieku takim osiągnięciem mogli pochwalić się Dario Frigo, Tyler Hamilton, Cadel Evans, Chris Froome i Primož Roglič. Ostatni z wymienionych stanie do walki także i w tym roku, a jeśli chodzi o byłych triumfatorów, to do zmagań przystąpią także Nairo Quinana i Carlos Rodríguez.
Polskim rekordem jest 7. miejsce, które zajmowali Zenon Jaskuła (1991), Sylwester Szmyd (2012) i Rafał Majka (2015). Po etapie w swoim dorobku mają za to Czesław Lang (1987) i Michał Kwiatkowski (2014) – w obu wypadkach łupem biało-czerwonych padał prolog otwierający zmagania.
Trasa 79. edycji Tour de Romandie (28.04-3.05)

Prolog (28.04, wtorek): Villars-sur-Glâne – Villars-sur-Glâne (3200 m)
Wyścig, podobnie jak większość edycji, otworzy krótki prolog. Tym razem na kolarzy czeka 3200 metrów w Villars-sur-Glâne, a trasa będzie dość pofałdowana. W końcówce znalazł się bowiem długi na 800 metrów podjazd o średnim nachyleniu 6,9%. To tu powstaną zatem pierwsze różnice, ale w kontekście całego wyścigu te najprawdopodobniej nie będą kluczowe.

1. etap (29.04, środa): Martigny – Martigny (171,2 km)
Drugiego dnia rywalizacji kolarze wyruszą na rundy wokół Martigny. Pierwsze 3 pętle będą dość proste, a podjazd La Rasse (2,5 km; 8,5%) raczej nie podzieli stawki, ale następnie zawodnicy zmierzą się z arcytrudną wspinaczką na Ovronnaz (8,9 km; 9,8%), z której szczytu do mety pozostanie nieco ponad 30 kilometrów. Kto wie, może to już tutaj zobaczymy bezpośredni pojedynek pomiędzy głównymi faworytami wyścigu.

2. etap (30.04, czwartek): Rue – Vucherens (173,1 km)
Pod znakiem rund stać będzie także i czwartkowy etap, podczas którego zawodnicy 3-krotnie podjadą wspinaczkę Vulliens (3,1 km; 5,4%). Za ostatnim razem z jej szczytu do mety pozostanie zaledwie 2200 metrów, zatem można się spodziewać, że to właśnie tam ktoś zdecyduje się na atak.

3. etap (1.05, piątek): Orbe – Orbe (176,6 km)
Piątkowy etap na papierze nie wygląda na bardzo trudny, ale i tu na nieco ponad 30 kilometrów przed metą w Orbe na zawodników czeka bardzo trudna wspinaczka. Górska premia na Col du Mollendruz (9 km; 6,1%) ma bez wątpienia potencjał na porwanie stawki, a zjazd prowadzący do mety przetestuje technikę kolarzy biorących udział w 79. edycji Tour de Romandie.

4. etap (2.05, sobota): Broc – Charmey (149,6 km)
Przedostatni z etapów będzie liczył niespełna 150 kilometrów, ale za to jakich. Tuż po starcie zawodnicy dwukrotnie przejadą przez Jaunpass (6 km; 7,8% za 1. razem oraz 7,4 km; 8,8% za 2.), by następnie po nieco prostszym fragmencie trasy zmierzyć się z Saanenmöser Pass (5,9 km; 4,2%) i ponownie Jaunpass (8,1 km; 8,3%). Za ostatnim razem do mety z przełęczy pozostanie zaledwie 17 kilometrów.

5. etap (3.05, niedziela): Lucens – Leysin (178,2 km)
Na zakończenie organizatorzy przygotowali najdłuższy i zarazem zasługujący na miano królewskiego etap z metą na szczycie Leysin (14,3 km; 5,9%). Cały dzień kolarze będą musieli to podjeżdżać, do zjeżdżać, finał zaś przetestuje nie tylko ich zdolność do wspinania się, ale i sprawdzi jak zachowają się ich nogi po całym tygodniu trudnej, selektywnej rywalizacji.

Pogoda
Romandia przywita kolarzy dość zmienną aurą – o ile temperatury mają być dość stałe i oscylować w przedziale 13-17 stopni Celsjusza, o tyle już deszcze mają pojawiać się i znikać, podobnie jak i wiatr. Szczególnie weekend zapowiada się dość nieciekawie, co w połączeniu z wjazdem w góry może skutkować dość wyczerpującą dla kolarzy rywalizacją.
Faworyci
Bardzo selektywna trasa sprawiła, że na starcie 79. edycji Tour de Romandie zobaczymy przede wszystkim górali, a jedynie niewielką część stawki będą stanowili kolarze nie kojarzeni z solidnymi umiejętnościami wspinania się. Głównym faworytem do końcowego triumfu będzie rzecz jasna Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG), którego wspierać będą m.in. Pavel Sivakov i Felix Großschartner. Wydaje się, że Słoweniec jest obecnie poza zasięgiem reszty stawki, ale czas pokaże, czy faktycznie tak będzie – dla mistrza świata to 1. wyścig wieloetapowy w tym roku.
Rywale? Przede wszystkim szalenie mocny skład do walki wystawia Red Bull – BORA – hansgrohe, w barwach którego wspólny interes będą próbowali znaleźć m.in. Primož Roglič, Florian Lipowitz i Daniel Felipe Martínez. Ten pierwszy wygrywał już tu 2-krotnie, drugi był niedawno 2. w Itzulia Basque Country, trzeci zaś zajmował 2. lokatę w tegorocznym Paryż-Nicea. Każdy z tego tercetu ma zatem coś, co za nim przemawia, choć jednocześnie trzeba też przyznać, że nie są to kolarze bez wad.
Bardzo mocny skład do boju posyła też Bahrain-Victorious, gdzie liderami powinni być 2. zawodnik tegorocznego UAE Tour, czyli Antonio Tiberi, a także 2. kolarz Volta a Catalunya, czyli Lenny Martinez. U boku tej dwójki formę przed Giro d’Italia szlifować będzie Damiano Caruso, zatem i to jest ekipa, na którą bez wątpienia trzeba będzie zwrócić uwagę.
Do grona faworytów w walce o czołowe lokaty należeć będą także tacy zawodnicy jak Oscar Onley i Carlos Rodríguez (INEOS Grenadiers), Valentin Paret-Peintre (Soudal Quick-Step), Jørgen Nordhagen (Team Visma | Lease a Bike), Mauro Schmid i Luke Plapp (Team Jayco AlUla), Nairo Quintana i Pablo Castrillo (Movistar Team), Clément Champoussin i Lorenzo Fortunato (XDS Astana Team), Georg Steinhauser (EF Education – EasyPost) czy Yannis Voisard (Tudor Pro Cycling Team).
Polacy
W wyścigu udział weźmie dwóch Polaków – Filip Maciejuk (Movistar Team) i Kamil Gradek (Bahrain – Victorious).
Transmisja
Wyścig będzie pokazywany z polskim komentarzem na antenie Eurosportu 2 oraz w sieci – za pośrednictwem platform streamingowych HBO Max / Player. Program transmisji prezentuje się następująco:
- Prolog (28.04, wtorek): 15:30-17:30
- 1. etap (29.04, środa): 15:30-17:45
- 2. etap (30.04, czwartek): 15:30-17:30
- 3. etap (1.05, piątek): 15:45-18:00
- 4. etap (2.05, sobota): 14:00-16:15
- 5. etap (3.05, niedziela): 14:30-16:15
Lista startowa 79. edycji Tour de Romandie:
Dane dostarcza FirstCycling.com










Taki fajny wyścig I Pogacar znowu będzie odbierał radość z oglądania kolarstwa…
Zabawię się w wujka dobrą radę: nie ma przymusu oglądania. Można na wspólnej sobie obejrzeć.
Wyścig pierwsza klasa,bo miszczunio znów zabłyśnie 😎
Jak widać każdy lubi co innego… Ja np. jak zwykle będę liczył na Roglica – i jak zwykle się zawiodę, zwłaszcza jak znów każą mu niańczyć Lipowica :).
Generalnie słaby jak na razie ten sezon jeżeli idzie o etapówki, mam nadzieję, że TdF nam to wynagrodzi (bo na Giro nie liczę).
A mi się podobało właśnie Tour of the Alps. Chciałem cieszyć się widokami na romandie, a tak będzie zabijanie wyścigu przez uae, zabijanie potencjalnych nowych bohaterów. Pójdę na rower może lepiej.
Mnie się tam nie nudzi oglądanie jak Tadek wszystkich odstawia na podjazdach