3. etap Tour of the Alps przyniósł nam dość mieszane emocje. Poważna kraksa z początku etapu wyeliminowała wielu zawodników, a i sama rywalizacja przebiegała dziś dość spokojnie. Długie wyczekiwanie wynagrodziła jednak końcówka – w położonym nad malowniczym Jeziorem Garda mieście Arco zobaczyliśmy świetny finał zakończony zwycięstwem Toma Pidcocka. Brytyjczyk dość żywiołowo skomentował swoją 12. zawodową wygraną w karierze.
Choć trasa 49. edycji Tour of the Alps zawiera naprawdę wiele podjazdów, to póki co aż 2 z 3 etapów zakończyły się sprintem z grupy. W Innsbrucku górą był Tommaso Dati (Team UKYO), który pokonał wówczas Toma Pidcocka (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), dziś role odwróciły się – 23-letni Włoch musiał uznać wyższość Brytyjczyka. Po 1. etapie ten mówił, że jego dyspozycja jest póki co daleka od optymalnej, ale jak widać już 2 dni później 26-latkowi udało się sięgnąć po kolejne cenne zwycięstwo.
Miło jest wygrać, szczególnie, że nieco walczyłem o życie już na pierwszym podjeździe, na chwilę nawet straciłem kontakt z grupą. Mogę być bardzo wdzięczny dla moich kolegów, że dociągnęli mnie do grupy i pozwolili mi walczyć o to etapowe zwycięstwo
— opowiadał Tom Pidcock.
Brytyjczyk popisał się naprawdę imponującym finiszem, który zaczął się stosunkowo wcześnie. Kolarz Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team ruszył do sprintu jeszcze przed ostatnim zakrętem, z którego do mety cały czas pozostawało 200 metrów. Choć mogło się wydawać, że to nieco samobójcza decyzja, to rywale do samego końca oglądali już tylko plecy 26-latka, dla którego to 12. zawodowa wygrana w karierze, a 1. podczas Tour of the Alps.
El plan de Pidcock 💂♂️
El británico se impone con autoridad en la tercera etapa del Tour de los Alpes y gana confianza de cara a la Lieja-Bastoña-Lieja del domingo.
🚴♂️ Lo has visto en @Eurosport_ES y @StreamMaxES. #TotA pic.twitter.com/fL7NBFJjAE
— Eurosport.es (@Eurosport_ES) April 22, 2026
Kiedy zbliżałem się do ostatniego zakrętu na 3. pozycji zdałem sobie sprawę, że prawdopodobnie zacznę finisz nieco za wcześnie. Nie było jednak wyboru – ruszyłem całą mocą, gdzieś około 300 metrów przed metą, przejechałem ten zakręt pierwszy i dałem z siebie wszystko aż do końca. Mogę się teraz cieszyć, że byłem w stanie ruszyć wystarczająco mocno, by wyprzedzić wszystkich rywali i dać z siebie tak wiele, że nikt nie wyszedł mi z koła
— kontynuował triumfator 3. etapu Tour of the Alps.
Tematem, który powraca podczas każdej rozmowy z Tomem Pidcockiem jest jego obecna dyspozycja. Kraksa z Volta a Catalunya bez wątpienia odcisnęła bowiem piętno na zawodniku, który miał być jednym z głównych faworytów ardeńskich klasyków. Start w alpejskiej etapówce jest zatem okazją do tego, by odbudować formę i udowodnić coś samemu sobie.
Kiedy ostatni raz ścigałem się, miałem w sobie ogromną pewność siebie, czułem się świetnie i miałem kontrolę nad wydarzeniami. Będąc faworytem po prostu wiedziałem, że mogę wygrać i faktycznie to robiłem. Teraz, na starcie Tour of the Alps, nie mam tego uczucia, dopiero wracam do pełni dyspozycji, więc ten sukces smakuje dla mnie podwójnie dobrze. To zwycięstwo daje mi pewne uczucie komfortu i dodaje pewności siebie, szczególnie biorąc pod uwagę to, że ostatnie tygodnie nie były dla mnie najłatwiejsze
— kontynuował zawodnik Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team.
Po 1. etapie, który Tom Pidcock zakończył na 2. pozycji przegrywając w sprincie wyłącznie z Tommaso Datim, Brytyjczyk opowiadał, że dawno nie czuł się tak źle na rowerze, a jego dyspozycja jest bardzo daleka od optymalnej. Czy zatem z bagażem kolejnych 2 dni wyścigowych zwycięzca Amstel Gold Race z 2024 roku czuje się już lepiej?
Tak, czuję wielki progres w stosunku do 1. etapu. Wtedy byłem drugi, teraz pierwszy, niby nie jest to wielka różnica, ale jeśli chodzi o moje nogi i wszystko z nimi związanego, to te 2 dni przyniosły mi naprawdę sporą zmianę. Z dnia na dzień czuję się lepiej i wiem, że jestem z formą dużo bliżej tego miejsca, w którym chciałbym być
— opowiadał Tom Pidcock, którego dopytano o przebieg rekonwalescencji.
Jeśli mam być szczery, to mój powrót po wypadku był wyjątkowo płynny, ale jednocześnie gdy już wróciłem do treningów zdałem sobie sprawę, że tamta kraksa zostawiła spory ślad na mojej dyspozycji. Nie mogę zatem powiedzieć, że to był dla mnie trudny okres, a bardziej po prostu muszę skupić się na procesie powrotu do ścigania i budowania formy, który wymaga czasu. Wiecie, czasem trzeba po prostu pogodzić się z gównem, które nas spotyka, zrozumieć, że nie na wszystko mamy wpływ i pracować jeszcze ciężej, żeby odzyskać kontrolę nad wydarzeniami. W mojej głowie nie ma obecnie żadnej presji, zdjąłem ją z siebie, nie ma tez miejsca na myślenie o przeszłości, staram się skupiać na tym, co przede mną
— szczerze i z uśmiechem na twarzy mówił lider Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team.
2 dni po Tour of the Alps planowo Tom Pidcock ma wziąć udział w Liège-Bastogne-Liège. Patrząc jednak na to, że obecnie forma Brytyjczyka nie jest optymalna, można sobie zadawać pytania na co będzie stać 26-latka podczas 4. spośród tegorocznych monumentów. W 2023 roku ten w „Staruszce” zajął 2. miejsce, przed rokiem zaś była to 9. lokata. Co tym razem będzie celem na ostatni z klasyków wchodzących w skład tryptyku ardeńskiego?
Cel na Liège? Wydaje mi się, że nie zdążę z przygotowaniami do wyścigu na tyle, aby być konkurencyjnym, ale jednocześnie jeśli już wybieram się na wyścig, to mogę powiedzieć, że zawsze robię to z myślą o tym, by wygrać. Gdybym nie stawiał sobie wyzwań, moja obecność w zawodowym sporcie nie miałaby sensu. Jako sportowcy zawsze musimy mierzyć najwyżej, starać się pokonywać przeciwności i szukać możliwości na to, żeby wyciągnąć z każdego startu jak najwięcej
— jasno zadeklarował Tom Pidcock.
Nim jednak Brytyjczyk uda się na Liège-Bastogne-Liège, przed nim i wszystkimi innymi zawodnikami rywalizującymi w Tour of the Alps jeszcze 2 etapy. Jutrzejszy odcinek zawiera m.in. przejazd przez dwie ciężkie przełęcze, tj. Passo Bodala (14,8 km; 6,9%) i Passo Redebus (13 km; 6,8%), a zatem jakie są oczekiwania 26-latka związane z tym wymagającym etapem?
Co jutro? To będzie ciężki dzień, ale mając zwycięstwo w dorobku możemy tylko patrzeć na to, czy nadarzy się jeszcze jakaś okazja. Za kontrolę wydarzeń będą odpowiedzialne ekipy celujące w klasyfikację generalną, a gdzie w tym wszystkim będę ja? Zobaczymy
— zakończył Tom Pidcock, zwycięzca 3. etapu Tour of the Alps.
Liderem klasyfikacji generalnej alpejskiej etapówki po 3. dni zmagań pozostaje najlepszy na wtorkowym odcinku Giulio Pellizzari (Red Bull – BORA – hansgrohe). 22-letni Włoch ma 4 sekundy przewagi nad Thymenem Arensmanem (INEOS Grenadiers) i po 6 sekund nad Eganem Bernalem (INEOS Grenadiers) oraz Matteo Gaffurim (Team Picnic PostNL). Wyścig jest zatem cały czas bardzo otwarty, a w walce o końcowe zwycięstwo wciąż liczy się wielu zawodników. Choć wśród nich nie ma już Toma Pidcocka, który traci aż 6 minut i 46 sekund, to wciąż nie można ignorować Brytyjczyka w kontekście walki o etapowy triumf, szczególnie, że sama końcówka będzie jutro bardzo podobna do tej dzisiejszej.

Prosto z szalenie malowniczego Arco – Jakub Jarosz.


![Tour de France 2026: Szczęśliwy Schmid, umiarkowanie zadowolony Tejada i mieszane uczucia Pidcocka [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/07/Mauro-Schmid-Tour-de-France-13-218x150.jpg)


![Tour de France 2026: Van der Poel odetchnął z ulgą, Pidcock rozczarowany [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/07/Mathieu-van-der-Poel-Tour-de-France-2026-1-218x150.jpg)



