W Niedzielę Wielkanocną, czyli święto Zmartwychwstania Pańskiego, na kibiców kolarstwa czeka nie lada gratka – przez praktycznie cały dzień będziemy mogli śledzić 110. edycję męskiego oraz odbywające się po raz 23. w przypadku pań Ronde van Vlaanderen. Drugi spośród tegorocznych monumentów przyciągnął na start całą masę gwiazd światowego peletonu, a najbardziej elektryzująco dla widzów zapowiada się kolejny pojedynek Tadeja Pogačara i Mathieu van der Poel.
Oto nadchodzi 5 kwietnia, czyli dla fanów kolarstwa dzień, w którym odbędzie 110. edycja Ronde van Vlaanderen oraz 23. edycja Ronde van Vlaanderen kobiet. W wielu plebiscytach na najciekawszy i najważniejszy kolarski wyścig jednodniowy, Flandryjska Piękność zwykle plasuje się na 2. pozycji, przegrywając jedynie, często bardzo nieznacznie, z legendarnym Paryż-Roubaix. Tego typu przeglądy mają jednak to do siebie, że zwykle zmuszają głosujących do wyboru typu „które dziecko kochasz najbardziej”, a zatem na końcowy wynik zawsze warto spojrzeć z pewnym przymrużeniem oka, albowiem prawdziwa odpowiedź powinna brzmieć „każdy z monumentów kochamy mocno, mimo tego, że ich charakterystyka nie jest tożsama”. Po Mediolan-San Remo, które emocje buduje poprzez bardzo długie wyczekiwanie na stosunkowo krótki moment intensywnej akcji, Ronde van Vlaanderen jest tym wyścigiem, gdzie dziać zaczyna się na długo przed metą, a potem jest już tylko ciekawiej. Pokonywane po kilka razy słynne flamandzkie „bergi” czy sektory bruku gwarantują, że stawka będzie się dzieliła, kolarze zostaną zmuszeni do atakowania bądź odpowiadania na przyspieszenia rywali, a kolejne kilometry przyniosą nam naprzemienne rwanie się stawki i jej łączenie, by finalnie w Oudenaarde ktoś uniósł ręce do góry w geście triumfu. Czy po raz 4. w karierze uczyni to Mathieu van der Poel? Kolejny raz doświadczymy wielkości Tadeja Pogačara? A może ktoś pogodzi dwójkę największych faworytów? Przekonamy się już w niedzielne popołudnie.
Jeśli chodzi o historię męskiego Ronde van Vlaanderen, to Flandryjska Piękność po raz pierwszy odbyła się w 1913 roku. Aż do 1948 roku na podium stanęło zaledwie 5 kolarzy spoza Belgii, ale z czasem impreza ta zyskała bardzo międzynarodowy charakter. Co ciekawe jednak to fakt, że jednocześnie wciąż nie doczekaliśmy się zawodnika, o którym moglibyśmy powiedzieć per „dominator” – rekordziści, których jest aż 7, wygrywali tu „zaledwie” 3-krotnie, a na czele tabeli wszech czasów znajdują się Achiel Buysse (1940-41, 1943), Fiorenzo Magni (1949-51), Eric Leman (1970, 1972-73), Johan Museeuw (1993, 1995, 1998), Tom Boonen (2005-06, 2012), Fabian Cancellara (2010, 2013-14) oraz wygrywający wyłącznie w parzyste lata Mathieu van der Poel (2020, 2022, 2024). Ten ostatni staje zatem przed szansą na przejście do historii, choć pokrzyżować się to postara się mający szansę na dołączenie do tej listy Tadej Pogačar (2023, 2025). Słoweniec należy do grona 12 kolarzy, którzy w Ronde van Vlaanderen triumfowali 2-krotnie – w tej kwestii mistrz świata póki co remisuje z legendarnym Eddym Merckxem. Holendersko-słoweński pojedynek ma zatem wymiar nie tylko związany z tym, kto wygra w tym roku, ale i może namieszać w historycznych tabelach.
Panie zaś ściganie w Ronde van Vlaanderen rozpoczęły w 2004 roku, a samodzielną rekordzistą z 3 zwycięstwami jest Lotte Kopecky (2022-23, 2025). Obrończyni tytułu staje zatem przed szansą, by śrubować swój wynik, choć i tu istnieje szansa na pewne zmiany – w razie wygranej, Elisa Longo Borghini (2015, 2024) może się zrównać z Belgijką.
Jeśli chodzi o polską historię, to zdecydowanym rekordzistą wśród panów jest Zbigniew Spruch, który zajął 5. miejsce w 1999 roku oraz 9. lokatę edycję później. W drugiej „10” zmagania kończyli Zenon Jaskuła (11. w 1990) i Kamil Małecki – 14. zawodnik wyścigu z 2024 roku. W rywalizacji pań aż 8-krotnie w czołowej „10” oglądać mogliśmy Katarzynę Niewiadomą – Polka najwyżej była 2. w 2024 roku. Warto też wspomnieć, że Małgorzata Jasińska była 6. w 2018 roku.
Ronde van Vlaanderen 2026 w pigułce
- 5 kwietnia (niedziela)
- Mężczyźni: Antwerpia –> Oudenaarde (278,2 km)
- Start mężczyzn: 10:20, meta ~16:30
- Kobiety: Oudenaarde –> Oudenaarde (164,1 km)
- Start kobiet: 13:30, meta ~17:45
Trasa wyścigu mężczyzn
Zawodnicy wyruszą z Antwerpii, a pierwsze niemal 140 spośród 278,2 kilometra jest całkowicie płaskie i niemalże pozbawione jakichkolwiek trudności. Na 139. kilometrze rozpocznie się jednak pierwsza wspinaczka pod Stary Kwaremont, a od tamtej pory aż do ostatniego zjazdu z Paterbergu trasa to niekończący się rollercoaster prowadzący kolarzy w górę i w dół, w dodatku przez bardzo długie fragmenty po nierównych, pokrytych kocimi łbami drogach. Organizatorzy w wyścigu mężczyzn oznakowali w sumie 22 sektory – 16 podjazdów oraz 6 płaskich odcinków bruku. Idę o zakład, że żaden z nich jako osobny byt nie byłby w stanie rozbić stawki w drobny mak, ale jako kombinacja następujących po sobie trudności są jedną z najbardziej selektywnych prób w całym kolarskim kalendarzu. Począwszy od pokonywanego planowo nieco przed 15:00 Berg Ten Houte zawodnicy przez około półtorej godziny praktycznie nie opuszczą kolejnych ścianek i bruków, a przejeżdżana dwukrotnie kombinacja Hotond/Nieuwe Kruisberg, Oude Kwaremont i Paterberg zapewne ponownie będzie kluczowa dla losów całego wyścigu. Z ostatniej ścianki do mety w Oudenaarde pozostanie nieco ponad 13 kilometrów.
Wszystkie kategoryzowane trudności na trasie Ronde van Vlaanderen 2026:
Podjazdy
1. Oude Kwaremont (2200 m; 4%) – około 13:30 (przy 43 km/h)
2. Eikenberg (1200 m; 5,1%) – ok. 13:50.
3. Wolvenberg (645 m; 7,9%) – ok. 13:55
4. Molenberg (463 m; 7%) – ok. 14:15
5. Marlboroughstraat (2040 m; 3%) – ok. 14:20
6. Berendries (940 m; 7%) – ok. 14:25
7. Valkenberg (540 m; 8,1%) – ok. 14:35
8. Berg Ten Houte (1100 m; 6%) – ok. 14:50
9. Hotond/Nieuwe Kruisberg (2500 m; 5%) – ok. 15:05
10. Oude Kwaremont (2200 m; 4%) – ok. 15:15
11. Paterberg (360 m; 12,9%) – ok. 15:20
12. Koppenberg (600 m; 11,6%) – ok. 15:30
13. Taaienberg (530 m; 6,6%) – ok. 15:40
14. Hotond/Nieuwe Kruisberg (2500 m; 5%) – ok. 15:55
15. Oude Kwaremont (2200 m; 4%) – ok. 16:10
16. Paterberg (360 m; 12,9%) – ok. 16:15.
Płaskie odcinki brukowane
1. Lippenhovestraat (1300 m) – ok. 12:45
2. Paddestraat (1500 m) – ok. 12:50
3. Holleweg (700 m) – ok. 13:50
4. Kerkgate (1400 m) – ok. 14:00
5. Jagerij (800 m) – ok. 14:05
6. Mariaborrestraat (2400 m) – ok. 15:35


Pogoda
Choć od wyścigu dzielą nas jedynie godziny, to wciąż ciężko przewidzieć jaką dokładnie aurę zobaczymy podczas Ronde van Vlaanderen. Prognozy w ostatnich dniach zmieniały się naprawdę dynamicznie, a i obecne nie są spójne – jedne przewidują deszcz, inne sugerują jedynie przelotne opady, a jeszcze kolejne dają nadzieję, że cała impreza przebiegnie bez choćby jednej kropli spadającej z zachmurzonego nieba. Pewne jest jednak to, że możemy się spodziewać temperatury w przedziale 8-13 stopni Celsjusza, a także dość silnego wiatru – ten ma stale utrzymywać się na poziomie 20-25 km/h, a w porywach osiągać nawet do 45 km/h. Ostatnie kilometry kolarze i kolarki mają pokonywać z wiatrem, co powinno sprzyjać uciekinierom.
Faworyci wyścigu mężczyzn
Do obrony tytułu przystąpi Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG) i wydaje się, że Słoweniec jest zdecydowanie największym faworytem do triumfu także i w tym roku. Mistrz świata w tym sezonie ścigał się póki co jedynie dwukrotnie, ale zarówno Strade Bianche, jak i Mediolan-San Remo były prawdziwymi popisami mocy 27-latka. 2-krotny zwycięzca Ronde van Vlaanderen wydaje się być obecnie poza zasięgiem któregokolwiek z rywali podczas takiego wyścigu jak Flandryjska Piękność, albowiem jego tempa na podjazdach pokroju Starego Kwaremontu najprawdopodobniej nie będzie w stanie wytrzymać nikt w stawce. Jeśli dodatkowo potwierdzi się, że na ostatnich kilkunastu kilometrach będzie wiało mocno w plecy, to Tadeja Pogačara zatrzymać może chyba tylko poważna kraksa, splot defektów bądź dużo gorsza dyspozycja dnia. Na szczęście sport nie opiera się wyłącznie na chłodnych kalkulacjach i statystykach, zatem mimo takich predykcji warto będzie zobaczyć, czy mistrz świata faktycznie będzie najlepszy.
2020, 2022, 2024… 2026? Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech) dotychczas wygrywał rozgrywane w parzystych latach edycje Ronde van Vlaanderen i z tego ciągu wynikałoby, że i w tym roku Holender powinien być najlepszy. Bez wątpienia 31-latek jest tym zawodnikiem, który w ostatnich latach najczęściej rzucał rękawicę Tadejowi Pogačarowi, w dodatku czynił to wielokrotnie naprawdę skutecznie. Po demonstracji siły w ramach Omloop Nieuwsblad i bardzo mocno przejechanym Tirreno-Adriatico wydawało się, że i w tym roku Mathieu van der Poel może być piekielnie mocny, ale kraksa podczas Mediolan-San Remo zatrzymała Holendra w walce o obronę tytułu w tamtym monumencie, a następnie E3 Saxo Classic, choć zakończone wygraną, pozostawiło pewne znaki zapytania przy osobie zawodnika Alpecin-Premier Tech. Tam bowiem zabrakło wyłącznie współpracy, by rywale dopadli 31-latka, zaś podczas In Flanders Fields – From Middelkerke to Wevelgem peleton był górą nad Holendrem, który niegdyś wydawał się być praktycznie nieuchwytny, gdy już tylko atakował. Mathieu van der Poel pokazał zatem ludzką twarz, a to z pewnością rodzi pewne wątpliwości przed Ronde van Vlaanderen – wydaje się, że by ugryźć Tadeja Pogačara trzeba bowiem ścigać się niczym maszyna. A może to tylko były gorsze chwile przełajowego mistrza świata, który w niedzielę po raz kolejny pokaże, że jest geniuszem na brukach i ściankach?
Sprowadzanie całego wyścigu do pojedynku pomiędzy 2 kolarzami byłoby jednak bardzo krzywdzące dla reszty stawki, a zeszłoroczna edycja pokazała to bardzo dobitnie. O ile bowiem wówczas Tadej Pogačar pomknął samotnie ku mecie po swoim decydującym ataku na Starym Kwaremoncie, o tyle za jego plecami na finisz dotarła 4-osobowa grupka. W jej skład, poza opisanym już Mathieu van der Poelem, wszedł także najlepszy w sprinterskiej potyczce o 2. miejsce Mads Pedersen (Lidl-Trek), 4. Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike) oraz 5. Jasper Stuyven (wówczas Lidl-Trek, obecnie Soudal Quick-Step), który jeszcze rok temu był pomocnikiem Duńczyka, a teraz za sprawą zmiany barw stanie się jednym z jego konkurentów.
Jeśli chodzi o Madsa Pedersena, to ten bez wątpienia dysponuje ogromną szybkością, jest bardzo waleczny, ale kolarz Lidl-Trek nie jest w stanie podążać na najcięższych podjazdach tempem największych gwiazd. 30-latek musi zatem albo przypuszczać akcje wyprzedzające ruchy rywali, albo też jest zmuszony do odrabiania strat – czasem czyni to skutecznie, czasem niekoniecznie. Duńczyk miewa też kłopot z podejmowaniem dobrych decyzji i nieraz zdarzało mu się współpracować w grupkach, z których później odpadał. Być może jednak z wiekiem to się zmieni, a ten pomimo kontuzji, która zabrała mu ponad miesiąc treningów, będzie w stanie powalczyć o najwyższe cele.
Rok temu Wout van Aert zakończył zmagania poza podium, ale warto pamiętać, że Belg ma wciąż trwającą serię 14 kolejnych monumentów, które kończył w najlepszej ósemce. Ba, w ostatnich ośmiu, w których wziął udział, najniżej był 4. i sprawia to, że ciężko sobie wyobrazić, by w niedzielę 31-latek nagle nie znalazł się w czołówce. Największym problemem kolarza Team Visma | Lease a Bike jest jednak to, że ten mimo swojej niekwestionowanej wybitności, stosunkowo rzadko wygrywa – przy jego potencjale można się wręcz nadziwić, że tak często zdarza mu się zajmować miejsca 2-4. Belg cały czas czeka zatem na tegoroczne przełamanie, a jego siłą będzie tu nie tylko niezwykła regularność, ale i bardzo mocna ekipa, w skład której wejdą m.in. bardzo solidni w tym sezonie Christophe Laporte i Per Strand Hagenes.
5. miejsce przed rokiem zajął wspominany już Jasper Stuyven, który jest w dość podobnej sytuacji, co Mads Pedersen – Belg niestety nie jest na tyle mocny na podjazdach, by odpowiadać na przypuszczenia kluczowych rywali, aczkolwiek 33-latek potrafi czytać wyścigi i w odpowiednim momencie wracać do czołówki. Kolarz Soudal Quick-Step jest też naprawdę solidny tej wiosny, co czyni go kandydatem do tego, by ponownie zająć jedną z czołowych lokat.
Przez grzeczność i szacunek do przeszłości dalszą część analizy wypada zacząć od tych, którzy mają już w dorobku triumf w Ronde van Vlaanderen. Takimi kolarzami są bowiem także Kasper Asgreen (EF Education – EasyPost) i Alberto Bettiol (XDS Astana Team). Obaj jednak nie są obecnie w takiej formie, jak gdy sięgali po swoje zwycięstwa, a w ich ekipach można nawet spodziewać się, że do głosu dojdą inni zawodnicy – odpowiednio Michael Valgren oraz Davide Ballerini.
Omówiliśmy byłych triumfatorów, pora na najgłośniejszego z grona debiutantów – po raz pierwszy z Flandryjską Pięknością zmierzy się Remco Evenepoel (Red Bull – BORA – hansgrohe). Teoretycznie Belg, który w swojej karierze wygrywał już m.in. 2-krotnie Liège – Bastogne – Liège, ma wszystko, co niezbędne by powalczyć także i w drugim z domowych dla niego monumentów, ale czy to wystarczy, by faktycznie 26-latek pojawił się w czołówce? Mistrz olimpijski świetnie się czuje w wyścigach jednodniowych, nie boi się bruków, potrafi się wspinać na krótkie ścianki, a i na płaskim generuje moc, o jakiej wielu może tylko pozazdrościć. Jeśli to będzie „ten dzień”, to Remco Evenepoel może namieszać, a jeśli nie, to niemiecki zespół może też liczyć na takich zawodników jak Gianni Vermeersch czy Tim van Dijke.
Bardzo dobrą, solidną i równą formę na przełomie zimy i wiosny prezentowała w tym roku dwójka kolarzy Tudor Pro Cycling Team – Matteo Trentin i Luca Mozzato. Drugi z wymienionych Włochów był nawet 2. w Ronde van Vlaanderen przed dwoma laty i bez wątpienia nie można będzie ich zignorować. Siłą kolarzy z drugiego szeregu może być także to, że ci nie będą pilnowani przez największe gwiazdy – pytanie tylko, czy pojawią się przestoje, które umożliwią „czarnym koniom” zaistnieć, czy też jednak zobaczymy tak wysokie tempo od początku do końca, że tegoroczna Flandryjska Piękność stanie się po prostu wyścigiem na wymęczenie, swoistą walką o przetrwanie dla reszty stawki.
Solidny duet wystawia do walki także Groupama-FDJ United. Z jednej strony barw tej ekipy będzie bronił młody i dobrze dysponowany w tym roku Romain Grégoire, z drugiej zaś mamy nieco słabszego w tym sezonie, ale doświadczonego i mającego niejeden dobry występ w De Ronde w swoim dorobku Valentina Madouasa. Duet młodszy+doświadczony zobaczymy także w przypadku takich kolarzy jak Alec Segaert i Matej Mohorič (Bahrain-Victorious) czy Fred Wright i Aimé De Gendt (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team).
Dzięki odważnej jeździe w czołówce tegoroczne Ronde van Vlaanderen zakończyć mogą także tacy zawodnicy jak Magnus Sheffield (INEOS Grenadiers), Stan Dewulf i Oliver Naesen (Decathlon CMA CGM Team), Jonas Abrahamsen (Uno-X Mobility), Jenno Berckmoes (Lotto Intermarché), Anthony Turgis (TotalEnergies) oraz Dries De Bondt (Team Jayco AlUla).
Polacy
W wyścigu panów wystąpią Filip Maciejuk (Movistar Team), Kamil Małecki (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) oraz Stanisław Aniołkowski (Cofidis). Wśród pań zaprezentują się za to Agnieszka Skalniak-Sójka (CANYON//SRAM zondacrypto), Malwina Mul (Cofidis Women Team), Karolina Kumięga (St Michel – Preference Home – Auber93) oraz Marta Jaskulska (Human Powered Health).
Transmisja
Męskie Ronde van Vlaanderen zostanie pokazane od startu do mety w Eurosporcie 1. Tomasz Jaroński i Dariusz Baranowski zapraszają w godzinach 9:45-17:00, a w HBO Max / Playerze nawet do 17:25. Zmagania pań zaś w telewizji zostaną pokazane po wyścigu panów, tj. od 17:00 do 18:15. W sieci będzie można je jednak śledzić znacząco dłużej – Adam Probosz i Karol Dziambor poprowadzą polski komentarz od 15:15 do 18:40.
Lista startowa 110. edycji Ronde van Vlaanderen:
Dane dostarcza FirstCycling.com
Trasa wyścigu kobiet
Na panie czeka co prawda przeszło 100 kilometrów mniej niż na mężczyzn, bo „zaledwie” 164,1 kilometra, ale zważywszy na start z Oudenaarde te są po prostu pozbawione długiego, potencjalnie nudnego dojazdu. Kluczowe trudności pozostają jednak te same, choć warto podkreślić, że by wyścigi nie „spotkały się”, zawodniczki przejadą przez najsłynniejsze wspinaczki jednokrotnie – już po tym, jak po raz ostatni zameldują się tam panowie.


Faworytki
Do obrony tytułu przystąpi Lotte Kopecky (Team SD Worx – Protime) i wydaje się, że Belgijka ma wszystko co potrzebne, by ponownie sięgnąć po zwycięstwo przed własną publicznością. 30-latka wróciła w ostatnim czasie do optymalnej formy, potrafi się zatem naprawdę szybko wspinać na flamandzkie bergi, a jeśli przyjdzie jej zafiniszować w Oudenaarde, to również mało która kolarka jest w stanie ją pokonać. Do tego u boku Lotte Kopecky wystąpią m.in. Mischa Bredewold czy Lorena Wiebes, a zatem siłą holenderskiej ekipy będzie także zespołowość.
Jeśli chodzi o główne rywalki, to tymi bez wątpienia będą 2-krotna triumfatorka De Ronde, czyli Elisa Longo Borghini (UAE Team ADQ), a także te, które marzą o tym, by wreszcie trafić na listę zwyciężczyń belgijskiego klasyku – tu warto wymienić tak wybitne kolarki jak Demi Vollering (FDJ United-SUEZ), Marlen Reusser (Movistar Team), Pauline Ferrand-Prévot (Team Visma | Lease a Bike), Noemi Rüegg (EF Education-Oatly), Puck Pieterse (Fenix-Premier Tech), Zoe Bäckstedt (CANYON//SRAM zondacrypto), Kim Le Court Pienaar (AG Insurance – Soudal Team) czy Shirin van Anrooij (Lidl-Trek).
Przy okazji warto też wspomnieć o nieobecności Marianne Vos – doświadczona Holenderka rok temu zrezygnowała m.in. z mistrzostw świata z powodu choroby ojca, którego stan zdrowia pogorszył się w tym roku. 38-latka odpuszczała w efekcie kolejne starty, m.in. Sanremo Women. Niestety do tej listy dołącza teraz Ronde van Vlaanderen, choć tu przyczyna jest jeszcze smutniejsza – Henk Vos odszedł z tego świata, a zawodniczka Team Visma | Lease a Bike zrezygnowała z rywalizacji, by spędzić czas z rodziną. Holenderce pozostaje życzyć dużo siły w tym trudnym dla niej czasie.
Lista startowa 23. edycji Ronde van Vlaanderen kobiet:
Dane dostarcza FirstCycling.com









Piąteczka za artykuł ✋. Logiczny i ładnie poukładany.
Ciekawe zaproszenie, interesujący artykuł. Gratulacje dla pana JJ!
Dobrze, że Eurosport nie będzie przerywał wyścigu mężczyzn transmisją z wyścigu kobiet – po MSR można było mieć pewne obawy… Całego wyścigu pewnie nie obejrzę, ale wypełniony po czubek głowy świątecznym żurkiem, od tej ~13:30 i pierwszych trudności będę śledził.
Będzie mega ciekawe ściganie.
Cieszę się, że Remco jest na starcie. Jestem fanem Tadeja, ale… Gdyby Remco… To w końcu raz na zawsze okaże się czy to gość na trudne i legendarne klasyki czy na Grand Toury.
Ja twierdzę, że na klasyki. 🙂
Remco lub Mathieu 60/40.
Nareszcie jakaś sensowna zapowiedź bez tego barokowo-alogicznego wodolejstwa. Ważne że kobitki nie będą przeszkadzały w transmisji – ostatnio to jakaś plaga
Co wy z tym Remco? Przecież się wycofa na drugim Kwaremoncie. To cienias. Nie sądzę aby jeszcze wygrał coś istotnego
A ja bym bardzo chciał żeby dziś wygrał Wout
kantry „Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni”. Sam jesteś cienias ;).