fot. FDJ - SUEZ

Jednym z coraz bardziej nielicznych wyścigów, których do wczoraj brakowało w dorobku Demi Vollering, było Ronde van Vlaanderen. Holenderka marzyła o triumfie we Flandryjskiej Piękności od dawna, a w niedzielę udało jej się spełnić ten cel. 29-latka na mecie nie kryła swojego ogromnego zadowolenia.

Tour de France Femmes, Vuelta España Femenina, Liège-Bastogne-Liège Femmes, Strade Bianche Donne, Amstel Gold Race Ladies, Strzała Walońska, Omloop Nieuwsblad, Mistrzostwa Europy, Itzulia Women, Vuelta a Burgos Feminas, Tour de Romandie Féminin, Tour de Suisse Women, The Women’s Tour, La Course by Le Tour de France… długo można by wymieniać wyścigi, które w swoim dorobku ma Demi Vollering. Od niedzieli do tej obszernej listy dołączyło Ronde van Vlaanderen, które bez wątpienia było ogromnym celem dla 29-letniej Holenderki.

W drodze do tego sukcesu ogromną rolę odegrała drużyna FDJ United-SUEZ, która przejęła kontrolę nad wydarzeniami na trasie, a w kluczowych momentach wykonywała pracę tak mocno, iż mistrzyni Europy musiała ją „tylko” wykończyć, nie zaś samemu rozkręcać rywalizację od zera. Niesamowicie pracowita Célia Gery, zawsze mocna Elise Chabbey i przede wszystkim wprost genialna w niedzielę Franziska Koch rozbiły grupę faworytek w drobny mak, za co Demi Vollering nie kryła swojej wdzięczności na mecie.

Zaczęło się inaczej, niż się spodziewałyśmy, ale w odpowiednim momencie każda z dziewczyn odnalazła się w swojej roli. Jestem bardzo dumna z każdego członka naszego zespołu. Wszyscy bardzo się starają i jestem im bardzo wdzięczna. Osobiście wiedziałam, że Kwaremont będzie dla mnie najlepszy do ataku, bo to najdłuższy trudny odcinek. Dałam tam z siebie wszystko, myśląc: „Teraz jadę najmocniej, jak potrafię, aż do końca, a potem zobaczymy”. Potem zdałam sobie sprawę, że dalej będę już zdana tylko na siebie. Nie wiedziałam, czy to wystarczy. Dopiero na ostatnich dwóch kilometrach, gdy samochód drużyny był za mną i zobaczyłam Larsa Booma, bo różnica osiągnęła poziom minuty, poczułam ulgę. Bardzo cierpiałam i jestem naprawdę bardzo szczęśliwa. Gest na mecie? Pokazałam, że wszystko dzieje się w głowie, to tam trzeba znaleźć siłę. Zaczyna się od marzenia, a potem trzeba zgromadzić wokół siebie odpowiednich ludzi. Ostatecznie trzeba gonić za marzeniami i dać z siebie wszystko. To ciężka praca, ale naprawdę warto

— opowiadała w wywiadzie na mecie zwyciężczyni tegorocznego Ronde van Vlaanderen, czyli Demi Vollering.

Pełną relację z wyścigu znajdą Państwo pod tym linkiem, tymczasem jeśli chodzi o mistrzynię Europy, to w jej kalendarzu startów znajdziemy teraz cały ardeński tryptyk, tj. kolejno Amstel Gold Race Ladies (19.04), Strzałę Walońską (22.04) i Liège-Bastogne-Liège Femmes (26.04). Następnie Holenderkę mamy zobaczyć na starcie Giro d’Italia Women (30.05-7.06), czyli jednego z ostatnich dużych wyścigów, których cały czas brakuje w dorobku zawodniczki FDJ United-SUEZ.

Poprzedni artykułMauro Schmid: „Mam nadzieję, że uda mi się wygrać Amstel Gold Race”
Następny artykułRonde van Vlaanderen 2026: Van der Poel, Evenepoel i Van Aert podsumowują wyścig
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze