Czas zapewne nie pozwoli na to by mój cykl „Misja Kigali” ukazywał się codziennie, ale mimo napiętego programu chciałbym zaprosić dziś Państwa do krótkiego przeglądu przemyśleń po pierwszych czasówkach. Główną motywacją do napisania dzisiejszego tekstu była próba porównania Kigali do innych miejsc na ziemi, która zakończyła się… delikatnie mówiąc fiaskiem.
Cykl felietonów „Misja Kigali” niekoniecznie będzie dotyczył kolarstwa w sensie czysto sportowym – jeśli kogoś nie interesuje otoczka Mistrzostw Świata – Kigali 2025, to nie będę na siłę namawiał do dalszej lektury. W zerowym wydaniu tego wyjątkowego cyklu opisywałem m.in. drogę do tego wyjazdu oraz koszty z tym związane, kolejnym razem skupiłem się na pierwszym wrażeniu. Tym razem mam już za sobą premierowe wyścigi, po których przepełnia mnie radość, że tu jestem, zaintrygowanie tym, co przed nami, zarówno od kolarskiej, jak i turystycznej strony, a jednocześnie zaskakuje zdolność do tego, że mimo ogólnego zachwytu potrafię zauważać i głośno mówić o wadach, które gdzieś w tle nie wpływają na końcowe, bardzo pozytywne wrażenie. Wystarczy jednak tego lania wody…
Ardeny? Flandria? Jak oddać charakter miasta?
We wczorajszym felietonie nazwałem Kigali „Dubajem dla ubogich” ze względu na fakt, że miasto wydaje się być tworzone właśnie niczym słynna bliskowschodnia metropolia – czuć pewien przepych, oczywiście jak na warunki finansowe tego kraju, a najważniejsze obiekty czy infrastruktura miejscami naprawdę robi wrażenie. Jednocześnie po kolejnym dniu tutaj i kilku rozmowach dochodzę do wniosku, że była to nazwa nieco na wyrost – po prostu mamy tu do czynienia z momentem dynamicznego rozwoju, który jako Polak powinienem doskonale rozumieć. Pamiętam przecież czasy, gdy nagle zaczęły powstawać masowo autostrady i drogi szybkiego ruchu, wielkie stadiony oraz hale widowiskowe itd. Widać, że ktoś tu rozwija miasto z głową – zamiast ciągłego lepienia dziur postawiono na kompleksową rozbudowę na poziomie, którego może pozazdrościć wiele miejsc na świecie.
Wystarczy jednak o otoczce, a spójrzmy na miasto od kolarskiej strony. Tu dziękuję Janowi Jackowiakowi za pewne otworzenie mi oczu (pełny wywiad tutaj), albowiem dotychczas najczęściej porównywałem Kigali do Arden, a to też nie jest idealne oddanie lokalnej rzeczywistości. Stolica Rwandy jest bowiem szalenie pofałdowana, ale przy tym nie ma tu mowy o wielkich górach – najczęściej wspinaczki mają po kilkaset metrów, ich nachylenia potrafią bardzo falować i osiągać punktami po kilkanaście procent, a największą trudnością dla kolarzy może być fakt, że najczęściej zmiana nachylenia następuje nagle – pokonujemy zakręt o 90 stopni i zza niego wyłania się nagle sztywne wzniesienie. Już po czasówkach widać zatem, że wyścigi ze startu wspólnego będą szalone, a pozycjonowanie w peletonie odgrywać będzie kluczową rolę. Trzeba będzie jeździć tak, aby możliwie unikać zwalniania w grupie przed podjazdami, bo każde rozkręcanie pozostawi ślad, a takich z pozoru krótkich i nieznaczących podjazdów mogących odkładać się w nogach jest tutaj cała masa.
Bruk na czasówce?
Gdy zobaczyłem, że organizatorzy wymyślili brukowany podjazd pod koniec jazdy indywidualnej na czas nieco zdębiałem. Jak to zawodnicy mają na kozach za dziesiątki tysięcy złotych nie skupiać się na opartej o aerodynamikę itd. walce z czasem, tylko telepać na jakiś afrykańskich kamieniach? Zdjęcia z Google Map nie napawały optymizmem, ale gdy już zobaczyłem ten bruk na żywo zrozumiałem, że wszystko było przemyślane i pod kontrolą.
Tak – nadal telepie, ale gdyby jechało tu Paryż-Roubaix to sektor ten otrzymałby jedną, może z racji na długość i nachylenie 2 gwiazdki. Kamienie są płaskie, ułożone bardzo ściśle i stanowią mniejsze wyzwanie niż wielu fanów kolarstwa myśli gdy słyszy o kocich łbach. Dodatkowo każdy taki podjazd pozwala na tworzenie się prawdziwych stref kibica – od lokalsów grających na bębnach czy ponad setki dzieciaków krzyczących na widok każdego przejeżdżającego kolarza, po te zaaranżowane przez europejskie nacje. Po powrocie do hotelu jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem, było sprawdzenie czy na Côte de Kimihurura są ambasady Holandii i Belgii, albowiem to jak pozwolono im tu zaszaleć robi niesamowite wrażenie. Kilkudziesięciometrowy mur przy 3-gwiazdkowym hotelu Cozy Safari pokryto w całości kolarskim muralem (wybaczcie jakość zdjęcia, nie wpadłem, że będę go potem używał), kilkadziesiąt metrów dalej na trzech piętrach azjatyckiej knajpki zawisło ze 100 belgijskich flag.

„Nienaturalna” serdeczność
W internecie istnieją żarty na temat „polskiego uśmiechu” – można się nieco autoironicznie pośmiać z tego, że Polacy to nawet radość wyrażają bez podnoszenia kącików ust do góry. Oczywiście mam świadomość, że w innych miejscach świata kultura bywa odmienna, zawsze bawiło mnie amerykańskie pytanie każdego „jak się czujesz” i automatyczne „dobrze, dziękuję”. Tu jednak jest to wyniesione na jeszcze wyższy, wręcz szalony poziom. Ludzie są serdeczni, mili, pozdrawiają się bądź zagadują jakimś ciepłym słowem na każdym kroku. Moment, gdy mijający mnie policjant rzucił „zdrowie” widząc, że mam w ręku piwko, był jednym z tych, przez które z moich ust nie schodzi tu uśmiech. Ta pozytywna energia napędza i każdemu polecam choć raz w życiu to przeżyć.
Perfekcja i służbizm
Każdy medal ma jednak dwie strony, a w przypadku pobytu w Kigali tą drugą jest chwalony przeze mnie jeszcze wczoraj, a obecnie już nieco męczący poziom dążenia do perfekcji w zapewnieniu bezpieczeństwa. Nie przeszkadza mi to, że co kawałek można zostać skontrolowanym niczym na kontroli celnej na lotnisku, nie mam też problemu, że w pewne miejsca wejść nie można. Ludzie dostali jednak miejscami bardzo absurdalne wytyczne i np. przez cały dzień nie udało nam się ustalić… jak przejść na drugą stronę ulicy, po której jadą kolarze. Na ostatnich co najmniej 2,5 kilometra wszystko jest zamknięte na ślepo, a pojęcie przejścia nie istnieje. Ba, np. pod bramą ostatniego kilometra stoi policjant z bronią (jak co kawałek) i mówi, że tędy przejść nie można. Jak dotknąć tej bramy od drugiej strony? Pan nam zaproponował… około 3-kilometrową rundę by tam dotrzeć, na którą się zresztą skusiliśmy. Na szczęście na powrocie odkryliśmy skrót przez jedną z miejscowych restauracji, ale myślę, że wiadomo do czego piję – jeśli ktoś dostał tu jakieś zadanie, to będzie ono wypełnione i nie ma miejsca na jakiekolwiek miłe gesty.
Przy okazji mogę osobiście pomarudzić – z linii mety do strefy wywiadów jest niespełna 100 metrów. Fajnie, ale po sobocie ktoś markerem zaznaczył, że dziennikarze jednak nie mogą przejść przez ulicę w tym miejscu, a zaproponowano mi długą na ponad 2 kilometry drogę wokół. Sytuacji nie pomaga fakt, że nie istnieje tu żaden papierowy roadbook, mapka bądź cokolwiek innego – o ile idąc już ścieżką nawet ślepy by się nie zgubił, o tyle już znalezienie jej początku bądź dowiedzenie się czegokolwiek bywa karkołomnym wyzwaniem.
Ceny
Wciąż regularnie dostaję pytania by nieco więcej mówić o tym, ile się tu wydaje. Dziś dorzucę zatem kilka przykładowych, codziennych wydatków:
- taksówka dla 3 osób na dystansie 5-6 km kosztuje około 8-10 złotych;
- półlitrowa woda to koszt niespełna złotówki, za 2 złote można mieć już pyszne napoje o często egzotycznych smakach;
- Obiady to zwykle około 25-30 złotych, a liczba lokali oferujących kuchnie z całego świata jest ogromna. Pod tym względem Kigali to prawdziwy tygiel kulturowy, ale mimo faktu, że mocno eksperymentuje (polecam szaszłyk z kozich jelit 😉 ), na ten moment nie dopadły mnie jeszcze jakiekolwiek problemy żołądkowe.
Zasadniczo w większości tematów ceny są bardzo europejskie, wręcz w niektórych kwestiach jest nieco taniej niż u nas. By zakończyć pozytywnym akcentem muszę jeszcze napisać, że tym, co bardzo poprawia odbiór Kigali jest absolutny brak nachalności wobec białych – tu nikt nie zaczepia, nie prosi o napiwki, praktycznie nie zdarzają się próby wciskania czegoś.
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:
- Ogólna zapowiedź zawodów
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity mężczyzn
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity kobiet
- Skład reprezentacji Polski
- Wszystkie artykuły
Podczas tych Mistrzostw Świata przygotuję dla Państwa, czytelników Naszosie.pl, materiały prosto z serca wydarzeń, czyli rwandyjskiego Kigali. W związku z tym serdecznie zapraszam, wręcz zachęcam do śledzenia naszego portalu podczas tegorocznych Mistrzostw Świata!








