fot: Soudal Quick - Step/GettySport

Jak się okazuje król jazdy na czas może być tylko jeden. Mieliśmy być świadkami wyrównanej walki między dwoma głównymi fawortyami Remco Evenepoelem i Tadejem Pogačarem, jednak Belg od samego początku nie pozostawił nikomu złudzeń i wręcz zdeklasował konkurencję, wygrywając swoje trzecie mistrzostwo świata w jeździe indywidualnej na czas z rzędu. 

Trasa męskiej jazdy indywidualnej na czas miała rozpocząć się w BK Arenie w Kigali, a pierwsze 8 kilometrów było płaskie i szybkie. Następnie kolarze musieli zmierzyć się z podjazdem Côte de Nyanza (2,5 km, nachylenie 5,8%), po którym czekał na nich zjazd. Po zjeździe nastąpił kolejny, długi podjazd pod Côte de Nyanza od drugiej strony, o długości 6,6 km i średnim nachyleniu 3,5%. Zawodnicy mieli pokonać jeszcze podjazd Côte de Peage (2 km, 6%), a następnie czekało ich finałowe, brukowane Côte de Kimihurura (1,3 km, 6,3%). Ze szczytu tego wzniesienia do mety pod Convention Centre pozostawało już tylko 1100 metrów.

Jako głównych faworytów wymieniano właściwie tylko dwóch zawodników broniący tytułu Remco Evenepoela (Belgia) oraz najbardziej utytułowanego kolarza ostatnich lat, który swojej szansy upatrywał w wyjątkowo trudnej, jak na standardy mistrzowskiej „czasówki” trasie,  Tadeja Pogačara (Słowenia).

Jako pierwszy na trasę wyruszył reprezentant gospodarzy, Shemu Nsengiyuma, który pojechał na tyle dobrze, że nie tylko został pierwszym liderem, ale również na długi czas zasiadł na „gorącym krześle” lidera wyścigu. Po nim na trasę wyruszyło kilkunastu egzotycznych dla europejskiego kolarzy. Zbliżyć do Rwandyńczyka zdołał się dopiero startujący jako 14. Laurent Gervais, jednak ostatecznie to reprezentant gospopdarzy okazał się szybszy. W międzyczasie mocno jechał Florian Vermeersch (Belgia), który był najszybszy na każdym z trzech punktów pomiaru czasu, a na metę wjechał blisko dwie minuty szybciej niż Nsengiyuma.

Bardzo mocno rozpoczął inny Belg Ilan Van Wilder, który na pierwszym pomiarze czasu był szybszy od swojego rodaka. Bardzo aktywnie jechali również Matteo Sobrero (Włochy), Luke Plapp (Australia) i Michael Leonard (Kanada), którzy na pierwszymn punkcie pomiaru tracili około 20/25 sekund, oraz młody Paul Seixas (Francja), który do Van Wildera, tracił jedynie 5 sekund. Jednak jeszcze szybciej jechał Norweg Andres Leknessund, który na pierwszym pomiarze zdołał wyprzedzić Van Wildera.

W międzyczasie na drugim punkcie pomiarowym czas Vermerscha poprawili Ilan Van Wilder, Lukk Plapp, Michael Leonard, Paul Seixas, a także Matteo Sobrero. Po chwili nowym liderem wyścigu został Leonard, a po chwili lepszy czas uzyskał Van Wilder, który zasiadł na „gorącym krześle”.

Na trasie pojawił się Isaac del Toro, który na pierwszym punkcie pomiarowym poprawił czas Leknessunda o 9 sekund. Gorzej od Meksykanina jechali między innymi Thymen Arensman (Holandia), Mattia Cataneo (Włochy) czy Ivan Romeo (Hiszpania), którzy ruszyli na trasę po Meksykaninie. Bardzo dobrze, ale o 2 sekundy wolniej od Meksykanina, jechał na tym etapie Jay Vine (Australia).

Chwilę przed 15:58 z rampy startowej zjechał Tadej Pogačar, a zaraz po nim na trasę wyruszył obrońca tytułu.

Po dobrym początku Leknessund stracił nieco do Van Wildera i na drugim i trzecim punkcie pomiaru czasu był za plecami Belga. Gorzej od Belga drugi odcinek pomiarowy pojechał del Toro, który na drugim punkcie pomiaru czasu był dopiero trzeci, lądując również za Norwegiem.

Do mety dojechali Plapp, Seixas, Sobrero i Garcia Pierna, jednak żadnemu z nich nie udało się poprawić czasu Van Wildera. Sztuka ta nie udała się również Leknessundowi, który przyjeżdzając na metę mógł pochwalić się drugim wynikiem.

Do pierwszego pomiaru czasu zaczęli dojeżdzać ostatni startujący kolarze. 7 sekund do del Toro tracił Bruno Armirail (Francja), a dość niespodziewanie, niecałą sekundę Tadej Pogačar. Jednak, jak się okazało, niesamowicie szybko za plecami Słoweńca jechał Remco Evenepoel, który na pierwszym pomiarze pojawił się aż 44 sekundy szybciej niż del Toro.

Mocno przyspieszył Jay Vine, który na drugim odcinku pomiarowym aż o 26 sekund poprawił czas Van Wildera. Dobrze kręcił Bruno Armirail, czwarty na drugim pomiarze czasu. Nie miał swojego dnia Stefan Kung (Szwajcara), który na tym etapie tracił do Vine’a 1:15. Australijczykowi pozostawało w tym momencie do mety około 8 kilometrów. Do mety dojechał natomiast Isaac Del Toro, który nieco odżył, jednak nie zdołał wyprzedzić Van Wildera, dojeżdżając do mety z drugim czasem.

Jeszcze bardziej zaskoczył Tadej Pogačar, który tracił do swojego klubowego kolegi na drugim pomiarze 25 sekund. Do Słoweńca zbliżał się Evenepoel, który cały czas zmniejszał dzielący ich dystans i na drugi pomiar czasu wpadł 1’42” szybciej niż zawodnik UAE Team Emirates – XRG.

Wiadomym stało się, że Remco Evenepoel po raz drugi zdoła obronić tytuł mistrza świata w jeździe indywiudalnej na czas. Na trzecim pomiarze czasu Belg powiększył jeszcze swoją przewagę nad Jay’em Vinem. Kolejne sekundy stracił Pogačar, który wirutalnie wypadł z podium, również za plecy Van Wildera.

Ostatecznie Evenepoel zdeklasował konkurencję, wyprzedzając Pogačara i przyjeżdzając na metę 1’14”80”’ przed zdobywcą srebrnego medalu Jay’em Vinem. Dla Belga to trzeci tytuł mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas w karierze, a co bardziej imponujące, trzeci z rzędu.

O tym dniu będzie chciał jak najszybciej zapomnieć Tadej Pogačar. Słoweniec musiał obejść się smakiem. Nie tylko nie udało mu się zgarnąć upragnionej tęczowej koszulki, ale nie wywalczył żadnego medalu, gdyż minimalnie przegrał z Ilanem Van Wilderem.

Results powered by FirstCycling.com


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:

 

 

 

 

 

Poprzedni artykułMaria Okrucińska: „Jeśli będę miała swój dzień to mam szansę na medal”
Następny artykułKigali 2025: Evenepoel myśli już w czwartym triumfie z rzędu, Pogačar uznaje klasę rywala [wypowiedzi]
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
21 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
tomaz
tomaz

I po co to było Pogacarowi, pewnie teraz na bańkę mu wsiądzie to upokorzenie i medalu nie będzie za tydzień a szkoda

Kokospoko
Kokospoko

Tadej musi złapać głód chyba. Mam wrażenie że ten sezon go wypalił.

Radzio
Radzio

Myślicie ze ile tytułów ITT będzie w stanie zdobyć remco? Sądząc po tym ile ma lat to myślę ze do 8 jest w stanie dobić. Pogacar tak jak mówiłem, nigdy juz nie wygra nic znaczącego. W przyszłą niedzielę DNF i pewnie koniec sezonu.

Olo
Olo

Remco mega jazda, ale Tadej widocznie albo nie w swojej najlepszej formie albo jakis gorszy dzień, bo Remco nadrabiajacy pod góre z Tadejem to sie nigdy nie zdażało. IvW z nim nawet wygrał… porażka Tadeja

Anty hiphop
Anty hiphop

Pięknie będzie wyglądał w koszulce mistrza świata kiedy Pogacar będzie go dublował na czasówce podczas Tour de France 😂

Anty hiphop
Anty hiphop

remco pokaż klasę za tydzień… pewnie jak zwykle coś płaczliwej belgijce będzie przeszkadzać

Alek
Alek

Pytanie co brali Belgowie

Marcraft
Marcraft

Klęska Włochów. Czemu Ganna nie przyjechał?

MaciekSatan
MaciekSatan

Remco i czapki z głów.
A to co wydarzyło się na Cote de Kimihurura długo będzie wspominane przez kibiców kolarstwa.
Ja osobiście liczyłem na medal dla J. Vine’a i super, że mu się udało.
Teraz czekamy na następną niedzielę. Tam już nie sadze aby ktoś ugryzł Pogaczara, nie mówiąc o takim upokorzeniu jak dziś.
Za tydzień trzymam również za medal dla del Toro.

Ricky
Ricky

Jak nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem Tadeusza, to to jak się dziś nasi komentatorzy nad nim „pastwili” było od pewnego momentu mocno żenujące.

Alek
Alek

Warto docenić solidny występ 25 reprezentanta gospodarzy. Serio, nie był to wstyd.

fred
fred

Tadka dopadła afrykańska sraczka. Dyletanci z UCI

Ernest
Ernest

Warto docenić solidny niewystęp naszych reprezentantów. Dali w ten sposób szansę Evenepoelowi. Doprawdy piękny gest…

Ernest
Ernest

A Tadej chyba się nie zaaklimatyzował.

Bob
Bob

Odniosłem wrażenie jak Ricky komentarze Jarońskiego dno totalne , czas na emeryturę! i to ciągle jąkanie eeeee eeeee eeee słabo strasznie ,

Alek
Alek

komentatorzy pomylili jeszcze kto mijał remco na czasówce tdf 🙂 a tyle narzekania na tvp tu było…

Grzegorz
Grzegorz

Dobrze że nasi nie pojechali. Byłby wstyd na całego. Dno, muł i wodorosty nas czekają po odejściu Majki i Kwiato. Ale grunt że prezes PZKOL ma dobry humor, bo zaoszczędził kasę na wyjazd.

Trybik
Trybik

Ciekawe co brał Belg. Nie ma opcji, żeby taką przewagę wtrynić tylko na witamince C.

Łukasz
Łukasz

Pogi zebrał solidne wciry, ale w wypowiedzi po wyścigu docenił Remasa i uznał jego wyższość. Remco nie zawiódł: kolejny wyścig i kolejne łzy 😅

Jay
Jay

2 zmiany stref czasowych i tydzień na aklimatyzację w okołorównikowym klimacie i efekt jest jaki jest. Ten Montreal to albo w ramach dodatkowego rekonesansu przed przyszłorocznymi mistrzostwami świata, albo na siłę pogoń za rekordem zwycięstw. Nie wierzę by trenerzy Pogacara się pod tym w przeciwnym razie podpisali, to się nie mogło udać.

Eddie X
Eddie X

Tadek widać wypalony sezonem. Ale Lombardię to wygra na luzaku na koniec sezonu.