Równolegle do czysto kolarskich materiałów z Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025 powstawać będą także nieco luźniejsze, okołosportowe artykuły. Poprzez teksty pod nazwą „Misja Kigali” spróbuję przybliżyć Państwu m.in. kulisy zawodów, jego nieoczywistych bohaterów czy odczucia związane z pobytem tam, na miejscu. W ramach „zerowego” wydania tego cyklu przybliżę co trzeba było zrobić by wybrać się do Rwandy oraz ile to kosztowało.
Zacznijmy od kontekstu tego wyjazdu, albowiem wydaje mi się, że może być on istotny do zrozumienia mojego podejścia do tegorocznego czempionatu – zawsze podobały mi zdjęcia czy nagrania z Tour du Rwanda oraz La Tropicale Amissa Bongo, a w efekcie marzyło mi się pojechać kiedyś na jeden z afrykańskich wyścigów. Gdy zatem UCI ogłosiło, że będzie chciało zorganizować mistrzostwa świata na Czarnym Lądzie kibicowałem, by to właśnie Rwanda została gospodarzem, nie zaś konkurencyjne Maroko. Finalnie właśnie tak się stało, a mój biogram na Naszosie od tamtej pory wygląda następująco:
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzenie związane z tą dyscypliną? Wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku.
Marzenia są po to by je spełniać, ale jednocześnie rwandyjski czempionat budził naprawdę wiele wątpliwości. Straszono, że będzie niezwykle drogo – to akurat z punktu widzenia indywidualnego turysty w dalszej części tekstu w pewnym sensie obalę. Dużo więcej lęku w organizacji wyjazdu budziła we mnie jednak sytuacja polityczna w tym kraju, a w szczególności konflikt zbrojny tuż za jego granicami i z jego udziałem. W lutym Parlament Europejski apelował o odebranie Rwandzie organizacji Mistrzostw Świata, a niepewność rosła. W przeszłości UCI potrafiło już bowiem planować torowy czempionat w Turkmenistanie, z którego pod naciskami na ostatnią chwilę się wycofano – Rwanda też, łagodnie mówiąc, do najbardziej wolnościowych, demokratycznych itd. państw świata nie należy, więc istniała spora szansa, że finalnie podzieli ona los zawodów zaplanowanych w Aszchabadzie.
Finalnie jednak tak się nie stało – David Lappartient poleciał do Rwandy, porobił sobie zdjęcia z tamtejszym dyktatorem prezydentem Paulem Kagame, a zawody faktycznie odbędą się w Kigali. W maju klamka zapadła – kupiłem bilety na loty, a od tamtej pory regularnie odpowiadam na pytania na temat tego ile to wszystko kosztuje i co trzeba było załatwić. Pora zatem przyjrzeć się temu dokładniej.

Drogo? Niekoniecznie
Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko organizacji mistrzostw świata w Rwandzie był fakt, że wyjazd tam będzie niezwykle drogi. Cóż, być może w zorganizowany sposób dla kadr faktycznie tak jest, ale już jako turysta indywidualny absolutnie tego nie odczuję. Ba, jak analizowałem sobie ile kosztowałby mnie wyjazd rok temu do Zurychu, a ile wydałem na podróż do Rwandy, to ta druga wyszła nawet taniej.
Głównym kosztem są rzecz jasna loty – w moim wypadku w dwie strony kosztowały one nieco ponad 3 tysiące złotych, choć gdybym nie zwlekał z zakupem biletów do maja, to mogło być jeszcze taniej. Szkopuł jest jednak taki, że w jedną stronę lecę ponad 26 godzin, w drugą jeszcze nieco dłużej – zawodnicy i ich sztaby bez wątpienia wybiorą warianty z krótszymi przesiadkami, które mogą być droższe.
Noclegi? Tu Rwanda jest zupełnie innym światem i zaskoczyła bardzo pozytywnie. W najtańszych wariantach za 10 nocy ze śniadaniem można było zapłacić już od 160 złotych, ale mając wybór postawiłem na coś więcej niż łóżko w pokoju wieloosobowym. Już za kilkaset złotych można było jednak przebierać w naprawdę ciekawych ofertach za pośrednictwem np. Bookingu, co często szokowało moich rozmówców.
Dużym kosztem okazały się być okryte złą sławą szczepienia i leki. W moim wypadku portfel uszczuplił się o ponad 1500 złotych za 3 szczepionki oraz leki przeciwmalaryczne i przeciwbiegunkowe, ale mój nieco starszy współtowarzysz podróży tych szczepień musiał przyjąć zdecydowanie więcej, a i cena przez to wyraźnie urosła.
Wizy, licencje
Do tych około 5 tysięcy złotych, które opisałem powyżej, doszły jeszcze 2 opłaty – wiza wjazdowa do Rwandy kosztuje 50 dolarów, a z racji na to, że postanowiłem się akredytować musiałem jeszcze zapłacić 100 dolarów oficjalnej łapówki opłaty za możliwość wykonywania zawodu na terenie tego państwa. Z tym wiąże się pewna ciekawa anegdota…
Zarówno akredytowanie się w UCI, jak i w Rwandzie, to wypełnianie dziesiątek rubryk z danymi osobowymi itd. Międzynarodowa Unia Kolarska oczekiwała m.in. listu polecającego z uzasadnieniem po co się wybieram na te zawody, z kolei by dostać akredytację „rządową” musiałem wykazać, że mam wykupiony nocleg, opiekuna na miejscu, a także zaznaczyć szereg zgód. Ta najbardziej widoczna dotyczyła braku poruszania w swoich tekstach tematyki konfliktu etnicznego między Hutu i Tutsi, ale gdy wczytywałem się dalej było jeszcze ciekawiej. W ogromnym skrócie mogę napisać, że by móc pracować jako dziennikarz na miejscu musiałem zadeklarować, że nie będę się negatywnie wypowiadał o prawie niczym i nikim. Po cichu liczę, że nie będzie to w żaden sposób weryfikowane. 😉
Podsumowanie
Choć mogło być jeszcze taniej, to suma summarum cały wyjazd obejmujący 13 dni poza domem powinien się zamknąć w około 6-7 tysiącach złotych. Mogło być jeszcze taniej, ale czy to dużo? To już zostawiam do oceny każdego z Państwa. Czas pokaże, czy nie czekają mnie jeszcze jakieś niespodziewane koszty, a także jak zniosę pobyt na pewnej wysokości i w zupełnie innym klimacie. Trzymajcie kciuki, by było dobrze, a wtedy będę starał się przybliżać Państwu kulisy czempionatu tak często, jak tylko to się uda.
Rzecz jasna trzymajcie też przede wszystkim kciuki za biało-czerwonych obecnych na miejscu – to oni będą przecież bohaterami tych zawodów, a wierzę, że ich występ przyniesie nam sporo radości.
Aspekt sportowy
W całym tym tekście nie miałem pomysłu jak wpleść swoją opinię co do tego, jak zapowiada się tegoroczny czempionat pod kątem czysto sportowym. Chcę jednak by wybrzmiało, że mimo wielkich obaw tegoroczne Mistrzostwa Świata zapowiadają się całkowicie normalnie – tj. peleton w każdej z kategorii będzie liczył mniej więcej tyle samo zawodników i zawodniczek, co podczas poprzednich zawodów. Groźby bojkotu, dyskusje o tym, że większość świata poleci w skrajnie okrojonych składach – to wszystko ostatecznie nie znalazło aż takiego odzwierciedlenia w rzeczywistości, jak można by się obawiać. Oczywiście, nie będę kłamał, że jest idealnie, ale jestem przekonany, że tęczowe koszulki w każdej z kategorii trafią do faktycznie najlepszych kolarzy i kolarek świata. A że w stawce elity mężczyzn zabraknie Polaków? Cóż, o medale powalczymy w innych kategoriach, a mnie osobiście cieszy, że udało się wszystko zorganizować tak, ze biało-czerwonych zobaczymy we wszystkich pięciu pozostałych grupach.
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:
- Pełne listy zgłoszeń
- Program zawodów, dystanse i przewyższenia wyścigów
- Skład reprezentacji Polski
- Wszystkie artykuły
Pisząc, że Naszosie.pl przygotuje dla Państwa nie tylko, jak co światowy czempionat, zapowiedzi czy relacje z wyścigów, ale i materiały naszego korespondenta prosto z serca wydarzeń miałem na myśli właśnie moje autorskie treści. Nieprzerwanie zapraszam zatem do śledzenia naszego portalu podczas tegorocznych Mistrzostw Świata!










Czy w cenę biletu wliczony jest bagaż w formie roweru?
Przede wszystkim czy poziom bezpieczeństwa tam pozwala na zwiedzanie z roweru? Ciekaw jestem też jak infrastruktura rowerowa/drogowa tam wygląda. Po prostu czy w swoich planach miałeś rower lub czy sprawdzałeś taką opcję?
Powodzenia!
Infrastruktura rowerowa… w Rwandzie… że tacy ludzie w ogóle żyją.. xDDD to jakby zapytać tam rzeźnika w piwnicy czy może blikiem zapłacić xDDD
To oczywiste, że jako turysta nie zabieram żadnego roweru. Koszty dla kadr są większe, choć zakładam, że nie jest to gigantyczna różnica.
Mmmm rasistowskie ocenianie świata przez pryzmat uprzedzeń. W samym Kigali jest m.in. 131 kilometrów ścieżek rowerowych, do tego też masa innej infrastruktury.
No i elegancko!
Marzenia trzeba spełniać i fajnie, że się udało.
A czy drogo? Normalnie. Ani drogo ani tanio. Takie są ceny za Rwandę i tyle.
Żyjemy sobie w Polsce niczym w bańce, karmieni internetem, że wokół dzicz i niebezpieczeństwa, a potem taka Rwanda okazuje się całkiem normalnym krajem.
Życzę udanego pobytu i samych pozytywnych wrażeń!
Powodzenia! Czekamy na relacje i emocje związane z występami biało-czerwonych. Super, że udało się spełnić marzenie!
Nawiąże do fragmentu, że jak to będzie z aklimatyzacja i wysokością. Sądzę że może mieć to wpływ na rywalizację i przewagę może mieć ten, co przyjedzie odpowiednio wcześniej.
Oczywiście, ale to tylko część drogi do sukcesu. Doskonale wiemy bowiem z historii, że jedni łatwo się adaptują do takich warunków, a inni choćby siedzieli tam miesiąc, będą czuli się źle i nie osiągną swoich 100%.
Jeśli chodzi o pogodę, to największe problemy może sprawiać nie tyle temperatura (choć trzeba wziąć pod uwagę, że to Afryka Równikowa) lecz wilgotność powietrza. Jeśli będzie duża, niejednemu kolarzowi da się mocno we znaki. Wysokość nad poziomem morza może mieć wbrew obawom pozytywny wpływ. Myślę w tym miejscu o wyścigu elity ze startu wspólnego na zakończenie mistrzostw. Przy niemal 270 km to minimum 6, może 6,5 a nawet 7 godzin jazdy. Na dodatek przy tym profilu trasy obawiam się, że bardzo wielu zawodników nie ukończy rywalizacji.
A jak wygląda sytuacja z łączem internetowym?
No, ciekawie się zapowiadają relacje z Rwandy. Będę je śledził z dużym zainteresowaniem.
Za 64 GB internetu zapłaciłem 20 dolarów – podobno i tak przepłaciłem. Do tego w wielu, wielu miejscach jest darmowe wifi.
Super pomysł na serię, Rwanda powinna dodatkowo zapłacić za reklamę 😀