fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

W kilkunastoosobowej reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025 znajdziemy niejednego sportowca, którego stać na walkę o najwyższe cele. Jednym z nich bez wątpienia jest Jan Jackowiak, który już we wtorek zmierzy się samotnie z czasem, a następnie w piątek powalczy o medal w wyścigu ze startu wspólnego. Przed tymi wyzwaniami miałem okazję porozmawiać z naszym najlepszym juniorem.

Choć w Polskim Związku Kolarskim w wielu tematach układa się, łagodnie mówiąc, bardzo różnie, to biało-czerwoni do Rwandy przylecieli już kilka dni temu, jako jedna z pierwszych kadr spośród wszystkich uczestników Mistrzostw Świata – Kigali 2025. Dzięki temu nasi reprezentanci mają już za sobą proces aklimatyzacji, a do kluczowych startów wciąż jest jeszcze nieco czasu. To pozwala z wielkim spokojem przygotowywać się teraz do walki o medale. Jakie odczucia po przylocie do centrum Afryki, a przed tymi wyzwaniami ma lider naszej kadry – Jan Jackowiak? Czy to jego pierwsze afrykańskie doświadczenie w karierze?

Tak, jestem pierwszy raz w Afryce. Byłem kiedyś w Azji, ale taka podróż międzykontynentalna często się nie zdarza. To coś nowego, a każdy dzień tutaj był póki co nieco inny. Pogoda często się zmienia, jednego dnia wilgotność jest mocno odczuwalna, innego nie. Mieliśmy przelotne deszcze, także te warunki się zmieniają, a my musimy sobie z tym poradzić. Wczoraj [czyli w piątek – przyp. red.] słońce mocno grzało, wcześniej 2 dni były w miarę komfortowe, może poza spalinami na drogach, ale tego nie będzie w trakcie wyścigu, kiedy trasy będą zamknięte, a więc jakość powietrza będzie lepsza. Cieszy mnie, że wysokość nie jest tu znacząco odczuwalna, byłem 3 tygodnie w Livigno, więc jestem przygotowany na to, co nas tutaj zastało. W tym roku ścigałem się naprawdę wiele za granicą – czy we Włoszech, czy we Francji, gdzie temperatury będą podobne, tak że i na to jestem gotowy i nie powinno to stanowić większego problemu

— obszernie tłumaczył Jan Jackowiak.

17-latek, podobnie jak Ksawery Gancarz, weźmie udział zarówno w jeździe indywidualnej na czas, jak i w wyścigu ze startu wspólnego. Nasz mistrz Polski juniorów ma już za sobą niejeden rekonesans trasy, w tym w sobotę zawodnicy mogli go przeprowadzić w warunkach zamkniętego ruchu drogowego – organizatorzy na kilka godzin całkowicie wyłączyli wiele ulic stolicy Rwandy dla zawodników i zawodniczek. W związku z tym jakie są odczucia mojego rozmówcy przed wtorkową czasówką?

Trasa czasówki jest wymagająca, taka, na jaką liczyłem. Cieszę się, że to nie jest 10 kilometrów z nawrotem, po prostej drodze, albowiem preferuję właśnie takie pofalowane trasy, jaką zobaczymy tutaj. Fajnie, że do tego przebieg czasówki nie jest niebezpieczny – jeśli chodzi o ilość zakrętów, miejsc, gdzie istnieje ryzyko popełnienia błędu. Myślę, że najważniejsze będzie tutaj dobre rozplanowanie tego jak rozłożyć siły, trzeba mądrze pojechać – sporo nad tym pracowaliśmy i liczę, że dobrze się odnajdę

— kontynuował aktualny mistrz Polski juniorów.

Nie była to moja pierwsza w życiu rozmowa z Janem Jackowiakiem, a tym, co ponownie niezwykle mocno rzucało się w oczy jest fakt, że 17-latek jest osobą niezwykle spokojną, odpowiadającą zawsze rzeczowo, analitycznie i konkretnie – wręcz nie sposób oddać tego na piśmie. Czasem bywa jednak tak, że to co na zewnątrz nie jest tym samym, co dzieje się w środku człowieka, a zatem zapytałem biało-czerwonego o to czy odczuwa przed czasówką presję, czy też jednak bardziej ekscytację związaną z pobytem tutaj?

Myślę, że ekscytację. Takim pierwszym momentem ekscytacji była już podróż, bo taka jak ta nie zdarza się często. To fajne doświadczenie, choć nie najbardziej komfortowe – lecieliśmy od czwartej do czwartej, licząc od wyjazdu do dotarcia do hotelu. Mimo tego wszystko poszło sprawnie, obsługa zadbała o nas, byśmy mieli możliwie duży komfort mimo tych trudności, bardzo to doceniam. Nie mieliśmy kłopotów ani z wizą, ani z przejazdami, byliśmy tu jako jedni z pierwszych – żadna inna kadra nie leciała tym samym lotem co my. Żaden rower się nie zgubił, nie brakowało żadnej walizki, co się zdarza przy takich długich trasach, więc jest świetnie. Myślę też, że dzisiejszy dzień [czyli sobota – przyp. red.] był ekscytujący, pierwszy raz objechaliśmy trasę na wyścigowo, organizatorzy ją zamknęli, bo na co dzień ruch jest tu ogromny i ocena tej trasy była ciężka. Dzisiaj było to dobrze zabezpieczone. Trenując bez żadnych kłopotów widziałem wokół wielu innych zawodników – zarówno moich rywali, jak i kolarzy elity, a to gdzieś uwalnia adrenalinę i wprowadza w atmosferę tej imprezy. Im bliżej startu, tym emocje będą rosły, ale czuję się bardzo dobrze

— niezwykle obszernie tłumaczył i opowiadał Jan Jackowiak.

Polscy juniorzy zajęli w tym roku 2. miejsce w Pucharze Narodów, a ogromną rolę odegrały w tym punkty zdobywane właśnie przez 17-latka. Ten m.in. wygrał Wyścig Pokoju do lat 19, był 5. w juniorskim Paryż-Roubaix czy 2. w klasyfikacji generalnej włoskiego G.P. F.W.R. BARON – Pieve del Grappa – Possagno. Jan Jackowiak, który na co dzień łączy starty w barwach zagranicznego Cannibal B Victorious, polskiego UKS Copernicus Toruń CCC, którego jest wychowankiem, a także, co oczywiste, kadry narodowej, miał zatem wiele okazji do sprawdzania się i ogrywania rywali z całego świata. Jak młody kolarz ocenia swoją dyspozycję przed startem w Kigali?

Myślę, że jestem dobrze przygotowany. Nie jestem w stanie wypowiedzieć się na temat tego jak inni są. Jest to impreza mistrzowska, na pewno wielu zawodników długo się do niej przygotowywało, ale jestem gotowy na to by z nimi powalczyć

— kontynuował Jan Jackowiak, którego dopytałem o wymarzony cel związany ze startem na tych zawodach oraz ogólną predykcję co do tego jak będzie wyglądało ściganie w Kigali.

Kurczę… [chwila myślenia] Medal mistrzostw świata to jest coś bardzo wyjątkowego i wiadomo, że o nim marzę. Trasa na czas jest taka, jaką sobie wyobrażałem, ze startu wspólnego jest nieco łatwiejsza niż to wyglądało na wykresach. Runda jest krótka, brukowany podjazd, który jedziemy i na czasówce, i ze wspólnego, jest wymagający, są też inne podjazdy, tak że nie jest to górska trasa – nie są to ani Alpy, ani Ardeny, gdzie górki są dłuższe, ale myślę, że jest to odpowiednia trasa na taką imprezę. Jest widowiskowo, przed startem nie jest jasno określone jaki typ zawodnika ma zdecydowanie największe szanse. Może być kilka niespodzianek, choć raczej na metę nie wjedzie duża grupa – warunki na to są zbyt wymagające

— zakończył Jan Jackowiak.

Jako biało-czerwoni kibice możemy mocno trzymać kciuki za występ naszego juniora, który co ciekawe w razie zdobycia medalu nie byłby pierwszy Polakiem, który by tego dokonał na afrykańskiej ziemi. Niegdyś mistrzostwa świata były bowiem oddzielnie rozgrywane dla elity, a oddzielnie dla juniorów, w efekcie czego zdarzyło się już, że ta druga grupa rywalizowała na Czarnym Lądzie. Miało to miejsce w 2008 roku, kiedy to mistrzem świata juniorów w jeździe indywidualnej na czas został Michał Kwiatkowski. Dziś najlepszy w historii polski kolarz zawodowy jest patronem UKS Copernicus Toruń CCC – Akademii Michała Kwiatkowskiego, której wychowankiem jest urodzony w grudniu 2007 roku Jan Jackowiak. Bez wątpienia medal zawodnika, który dorastał „pod skrzydłami” naszego wielkiego mistrza, byłby czymś wyjątkowym i dowodem na to, że mimo wielu trudności istnieje w polskim kolarstwie swoista sztafeta pokoleń, a sport ten ma nadal w naszym kraju wielką i piękną przyszłość. Wystarczy jednak takich marzeń, a po prostu polecam wspierać naszych – starty Jana Jackowiaka będą miały miejsce we wtorek (14:00 – 16:30: jazda indywidualna na czas) oraz piątek (8:20 – 10:40: wyścig ze startu wspólnego).

W Kigali z liderem polskiej kadry juniorów rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:

Podczas tych Mistrzostw Świata przygotuję dla Państwa, czytelników Naszosie.pl, materiały prosto z serca wydarzeń, czyli rwandyjskiego Kigali. W związku z tym serdecznie zapraszam, wręcz zachęcam do śledzenia naszego portalu podczas tegorocznych Mistrzostw Świata!

Poprzedni artykułMisja Kigali #1: Ależ tu jest przepięknie…
Następny artykułKigali 2025: Czy Jarno Widar stanie na starcie poniedziałkowej czasówki?
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze