Po raz drugi w karierze po wygraną na Polach Elizejskich sięgnął Wout van Aert. Triumf ten jednak był tym razem zupełnie inny – poprzedni miał miejsce w sprinterskiej batalii, tym razem zaś Belg metę przecinał na solo. Nie ma co się zatem dziwić, że jego radość była ogromna.
„Zawsze drugi”, „nic nie wygrywa”, „nie umywa się do najlepszych” – takich zwrotów wypisywanych i wypowiadanych na temat Wouta van Aerta można by przytoczyć całą masę, ale faktem jest, że mimo wielu niepowodzeń i gorszych momentów Belg z Team Visma | Lease a Bike odniósł w niedzielę swoje 51. zawodowe zwycięstwo w kolarstwie szosowym, a przy tym zgarnął 10 etap Tour de France. Wout van Aert na Wielką Pętlę ma jakiś patent, albowiem wygrywał podczas niej na wszelkie możliwe sposoby – wśród tych 10 triumfów są 2 czasówki, etap z podwójnym Mont Ventoux, ucieczki, wygrane na podjazdach czy wreszcie sprinterskie zwycięstwa z tym z Pól Elizejskich przeciwko Jasperowi Philipsenowi i dzierżącemu zieloną koszulkę Markowi Cavendishowi na czele. Teraz do tego dorobku dołączył kolejny przepiękny triumf – w drodze do niego Wout van Aert zgubił na brukowanym podjeździe samego jadącego w żółtej koszulce Tadeja Pogačara i mógł samotnie wjechać na Pola Elizejskie jako pierwszy od dekad zawodnik.
To był wyjątkowy dzień na rowerze. To coś wyjątkowego móc ponownie wygrać na Polach Elizejskich, po raz pierwszy z podjazdem Montmartre w finale etapu. Warunki w Paryżu były trudne. Deszcz utrudniał jazdę, ale mój zespół wciąż we mnie wierzył. Próbowaliśmy bez przerwy każdego dnia podczas całego Tour de France i nawet dzisiaj nie stracili wiary w moje umiejętności. Na ostatnim podjeździe dałem z siebie wszystko – taki był nasz plan jeszcze przed etapem i zadziałał
— opowiadał Wout van Aert.
Tym samym Team Visma | Lease a Bike kończy Tour de France z dwiema wygranymi etapowymi oraz triumfem w klasyfikacji drużynowej i 2. miejscem w klasyfikacji generalnej. Sam Belg nie ukrywa, że ambicje były jeszcze większe, ale nie wszystko zagrało tak jak należy.
Chciałem spróbować również na innych etapach. Kilka razy byłem blisko, ale czasami też byłem daleko. Najtrudniej było zachować wiarę w siebie, ale ludzie wokół mnie wciąż we mnie wierzyli. Przyjechaliśmy na Tour z ambicją zdobycia żółtej koszulki, ale wygrał najsilniejszy kolarz świata, Tadej był najlepszy w tym wyścigu. Staraliśmy się rzucić mu wyzwanie. Jestem dumny z tego, jak walczyliśmy jako zespół, jak staraliśmy się każdego dnia. Dlatego cieszę się, że nie wracamy do domu bez jakichkolwiek trofeów
— podsumował Wout van Aert.
Nie inaczej o występie swojego podopiecznego wypowiadał się szef Team Visma | Lease a Bike, czyli Richard Plugge. Ten również odczuwał wielką dumę zarówno z etapowej wygranej Belga, jak i z postawy swojej drużyny na przestrzeni całego Tour de France.
Jak Woutowi się to udało? Nie wiem, ale wiem, że naprawdę chciał tu wygrać i to fantastyczne. Zamykamy Tour de France w świetnym stylu. Pogačar dał z siebie wszystko, atakował na każdej rundzie, ale widziałem, że Wout nie odpuszcza. Za trzecim razem zrobił coś niesamowitego. Absolutnie idealne zakończenie Touru, fantastycznie!
— zaczął Richard Plugge, który po chwili przeszedł na temat występu Jonasa Vingegaarda.
Walczymy o żółtą koszulkę, ale biorąc pod uwagę występ Tadeja musimy być zadowoleni z 2. miejsca. Daliśmy z siebie wszystko, a nasi kibice byli zadowoleni. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby znaleźć chwilę dla siebie, ale się nie udało. Mamy pewne punkty wyjścia, żeby poprawić się w przyszłym roku. Wszystko przeanalizujemy. W przyszłym roku spróbujemy ponownie wywalczyć żółtą koszulkę. Dzisiaj pokazaliśmy, że można go pokonać. Musimy się tego trzymać i znaleźć sposób, żeby to zrobić na przestrzeni pełnych 3 tygodni. Staraliśmy się zostawić Pogačara w tyle. Na przykład na etapie na Col de la Madeleine mieliśmy trzy scenariusze, ale nie udało się ich zrealizować. Bardzo się staraliśmy, ale tak to już jest
— zakończył Richard Plugge.









Co by nie mówić Wout jest kozakiem !
to było piękne, brawo!!!