Ben O’Connor wygrał królewski, 18. etap Tour de France z metą na Col de la Loze! Australijczyk wykorzystał przestój w grupie faworytów i zaatakował najpierw w małej grupie, a następnie na kilkanaście kilometrów przed szczytem na solo i nie dał się dogonić rywalom. Czołówka klasyfikacji generalnej przyjechała dziś z niewielkimi różnicami, w obliczu czego nie zaszły istotne zmiany. Liderem na 3 dni przed końcem wyścigu pozostaje Tadej Pogačar.
Na czwartek 24 lipca organizatorzy 112. edycji Tour de France zaplanowali królewski etap swojego wyścigu – na kolarzy czekało grubo przeszło 5 tysięcy metrów przewyższenia na 171,5 kilometra, a składały się na to tak słynne podjazdy jak Col du Glandon (21,7 km; 5,1%), Col de la Madeleine (19,2 km; 7,9%) oraz finałowe Col de la Loze (26,2 km; 6,5%), które za sprawą swoich 2304 metrów nad poziomem morza jest najwyższym punktem tegorocznej Wielkiej Pętli. To zapowiadało ogromne emocje na praktycznie całym dystansie dzisiejszego etapu.

Tuż po starcie za kontrolę w peletonie wzięli się kolarze Lidl-Trek, którzy dali jasny sygnał – aż do ulokowanej na 24. kilometrze lotnej premii nie warto atakować, bowiem żaden odjazd nie zostanie odpuszczony. Reszta stawki zaakceptowała ten stan rzeczy, a Jonathan Milan bez problemu wygrał lotną premię powiększając swoją przewagę w klasyfikacji punktowej.
Chwilę później do ataku ruszył Tim Wellens (UAE Team Emirates – XRG), do którego doskoczyli Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike), Kaden Groves (Alpecin-Deceuninck), Jonas Rutsch (Intermarché – Wanty) i Alexey Lutsenko (Israel – Premier Tech). Z tyłu następowały kolejne skoki, ale podczas początku wspinaczki pod Col du Glandon (21,7 km; 5,1%) to właśnie taka piątka znajdowała się na czele z niespełna minutową przewagą.
Już na podjeździe na przeskok zdecydował się Ben O’Connor (Team Jayco AlUla), ale próba ta była nieskuteczna – mocno pracowali kolarze INEOS Grenadiers i Tudor Pro Cycling Team, choć ci pierwsi byli już pozbawieni swojego nominalnego lidera – na starcie nie stanął dziś Carlos Rodríguez. Mocna selekcja sprawiła, że na 128 kilometrów przed metą peleton był niewielki, a skoki nie ustawały. Mocno pociągnął Quinn Simmons (Lidl-Trek), a z nim zabrali się m.in. Matteo Jorgenson (Team Visma | Lease a Bike) i Primož Roglič (Red Bull – BORA – hansgrohe).
Finalnie przed peletonem znalazło się przeszło 20 kolarzy, a na czele kręcili wspominani już Tim Wellens, Alexey Lutsenko, Ben O’Connor, Matteo Jorgenson i Primož Roglič, a także m.in. Lenny Martinez (Bahrain-Victorious), Thymen Arensman (INEOS Grenadiers), Enric Mas, Einer Rubio i Pablo Castrillo (Movistar Team), Felix Gall i Bruno Armirail (Decathlon AG2R La Mondiale Team), Michael Woods (Israel-Premier Tech), Luke Plapp (Team Jayco AlUla) czy Jordan Jegat (Team TotalEnergies). Sytuacja była jednak cały czas bardzo dynamiczna, zwłaszcza, że w odjeździe kręciło aż 3 kolarzy plasujących się w czołowej „10” klasyfikacji generalnej.
Na szczycie Col du Glandon, gdzie górską premię wygrał Lenny Martinez przed Thymenem Arensmanem sytuacja prezentowała się następująco:
- Primož Roglič (Red Bull), Felix Gall i Bruno Armirail (Decathlon), Matteo Jorgenson (Visma), Thymen Arensman (INEOS), Lenny Martinez (Bahrain), Ben O’Connor (Jayco), Tim Wellens (UAE), Einer Rubio i Gregor Mühlberger (Movistar), Alexey Lutsenko (Israel), Andreas Leknessund (Uno-X) i Raúl García Pierna (Arkéa)
- +0:50 Alex Baudin (EF) i Frank van den Broek (Picnic)
- +1:00 Jordan Jegat (TotalEnergies), Luke Plapp (Jayco), Michael Woods (Israel), Cristián Rodríguez (Arkéa), Clément Berthet (Decathlon), Will Barta (Movistar)
- +2:00 ok. 45-osobowy peleton prowadzony przez Nilsa Politta (UAE)
Na zjazdach czołówka jechała bardzo mocno, w efekcie czego pożegnali się z nią m.in. Lenny Martinez i Andreas Leknessund. Upadek zaliczył z kolei Gregor Mühlberger. Przewaga pozostających z przodu kolarzy powoli rosła, albowiem w peletonie kolarze UAE Team Emirates – XRG podejmowali zdecydowanie mniejsze ryzyko.

U podnóża Col de la Madeleine (19,2 km; 7,9%) na czele we dwójkę kręcili Thymen Arensman i Matteo Jorgenson, którzy zyskali pół minuty nad 9-osobową pogonią, w skład której wchodzili m.in. Primož Roglič i Felix Gall. W peletonie tymczasem na zmianę wyszli kolarze Team Visma | Lease a Bike, a to sprawiło, że jeszcze przed połową tej wspinaczki z grupą faworytów pożegnał się 6. w klasyfikacji generalnej Kévin Vauquelin (Arkéa – B&B Hotels).
73 kilometry przed metą w grupie faworytów bardzo mocno pociągnął Sepp Kuss (Team Visma | Lease a Bike), a za nim pomknął tylko jego klubowy kolega Jonas Vingegaard oraz prowadzący w wyścigu Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG). Próbował też Florian Lipowitz (Red Bull – BORA – hansgrohe), ale 3. w klasyfikacji generalnej Niemiec nie zdołał wytrzymać z najlepszą dwójką wyścigu. Duńczyk i Słoweniec tymczasem błyskawicznie zaczęli zbliżać się do ucieczki dnia, którą dopadli jeszcze przed szczytem Col de la Madeleine. Sytuacja na górskiej premii wygranej przez Jonasa Vingegaarda prezentowała się następująco:
- Tadej Pogačar (UAE), Jonas Vingegaard i Matteo Jorgenson (Visma), Primož Roglič (Red Bull), Felix Gall (Decathlon), Ben O’Connor (Jayco), Einer Rubio (Movistar)
- +0:20 Thymen Arensman (INEOS)
- +0:30 Florian Lipowitz (Red Bull)
- +2:00 m.in. Oscar Onley (Picnic), Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility)
- +4:00 m.in. Kévin Vauquelin (Arkéa), Jordan Jegat (TotalEnergies)
- +5:00 m.in. Ben Healy (EF)
Na zjazdach za plecami czołowej siódemki Holender i Niemiec połączyli się, ale tracili coraz więcej do odjeżdżającej grupy. Różnice cały czas rosły, a przed kolarzami pozostawało jeszcze monumentalne Col de la Loze (26,2 km; 6,5%). Nim jednak rozpoczęła się finałowa wspinaczka to zawodnicy mieli do przejechania około 15 kilometrów płaskiego dojazdu – na tym współpraca nie układała się, a z siódemki odskoczyli Einer Rubio i Ben O’Connor, a po chwili doskoczył do nich Matteo Jorgenson. Do pozostałej czwórki dojechali Thymen Arensman i Florian Lipowitz, a zatem potencjalnie najlepsza czwórka klasyfikacji generalnej ponownie jechała razem w jednej grupie.
Gdy przewaga uciekającej trójki wzrosła do 1,5 minuty to na atak zdecydował się Florian Lipowitz. Także i przyspieszenie Niemca nie zrobiło większego wrażenia na Tadeju Pogačarze i Jonasie Vingegaardzie, w obliczu czego gonił głównie Felix Gall.

Na płaskim dojeździe powstały ogromne różnice, uciekająca trójka zyskała 50 sekund nad goniącym ją Niemcem i niemal 4 minuty nad grupą lidera. Ta rozrosła się do niemal 20 zawodników, bowiem dzięki pracy kolarzy Team Picnic PostNL dociągnięci do Tadeja Pogačara zostali m.in. Oscar Onley, Kévin Vauquelin, Tobias Halland Johannessen, Jordan Jegat czy pomocnicy – Jhonatan Narváez, Marc Soler i Adam Yates z UAE Team Emirates – XRG oraz Sepp Kuss i Simon Yates z Team Visma | Lease a Bike.
Podczas finałowej wspinaczki bardzo wcześnie z ucieczki odpadł, a właściwie jakby poczekał Matteo Jorgenson, który dał się dogonić Florianowi Lipowitzowi. Amerykańsko-niemiecki duet powoli tracił do uciekającej dwójki, a następnie kolarz Team Visma | Lease a Bike już na 18 kilometrów przed metą wrócił do grupy lidera.
Z przodu tymczasem 16 kilometrów przed szczytem samotną szarżę rozpoczął Ben O’Connor. Nieco tracił do niego Einer Rubio, niemal 2 minuty tracił Florian Lipowitz, do którego zbliżała się powoli 13-osobowa grupa faworytów. Ta zaczęła się redukować na mniej więcej 11,5 kilometra przed meta, kiedy to swoją pracę rozpoczął Jhonatan Narváez (UAE Team Emirates – XRG). Mistrz Ekwadoru szybko zaczął odhaczać kolejnych kolarzy, a wśród nich był płacący za aktywną jazdę Primož Roglič. Słoweniec po chwili jednak złapał oddech i wrócił do rywali.
Na niespełna 9 kilometrów przed metą Florian Lipowitz został dogoniony przez grupę liderów. Jakiś czas później Niemiec został za nią jadąc swoim rytmem. Pracę wykonywał wówczas Adam Yates i można było odnieść wrażenie, że faworyci jadą na remis jakby akceptując obecny układ w klasyfikacji generalnej.
Ben O’Connor nie dał się już dogonić i tym samym Australijczyk z Team Jayco AlUla wygrał swój 2. w karierze etap Wielkiej Pętli. Za jego plecami w końcówce mocno pociągnął Jonas Vingegaard, na którego atak zareagowali tylko Tadej Pogačar i Oscar Onley. Słoweniec przed metą zaatakował, minął zmęczonego Einera Rubio i tym samym zajął dziś 2. miejsce zgarniając kolejną bonifikatę oraz zyskując sporą przewagę w klasyfikacji górskiej.
Największym wydarzeniem dnia w klasyfikacji generalnej było zbliżenie się 4. w tejże Oscara Onleya do 3. Floriana Lipowitza – Brytyjczyk traci obecnie już tylko 22 sekundy. Jutro kolejna górska batalia – w piątkowym programie znalazły się Côte d’Héry-sur-Ugine (11,3 km; 5,2%), Col des Saisies (13,8 km; 6,4%), Col du Pré (12,6 km; 7,8%), Cormet de Roselend (5,8 km; 6,5%) i finałowe La Plagne (19,3 km; 7,2%).
Wyniki 18. etapu 112. Tour de France:
Wyniki dostarcza FirstCycling.com
Wszystko o 112. edycji Tour de France:
- Zapowiedź wyścigu
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Podsumowanie 2. tygodnia
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Plan transmisji telewizyjnych
- Wszystkie artykuły









To jutro dzień ostateczny dla Jonasa albo zaatakuje albo przegra, obstawiam ze zaatakuje i przegra 😉
Żenujący występ Vinegroda który nie zrobił nic żeby przetestować Tadeusza. Wizma taktycznie okrągłe zero.
Muszę wylać swoją frustrację, zmarnowałem kilka godzin na ten wspaniały królewski etap, mimo, że obiecałem sobie, że w przypadku wolnego czasu, raczej pojadę na rower niż będę oglądał nawet jakieś grand tury.
To co odpier*****a dziś visma, to się nie mieści w żadna rubryka, chyba sami nie wiedzą o co im chodzi. Najpierw podkręcają tempo na przedostatniej górze i zjeździe, potem nie wiadomo po co wypuszczają Jorgensona, żeby odpadł i nie miał siły popracować, a Jonasz nie miał ze sobą nikogo. Tracą czas, odpuszczają przeciętnego Australijczyka (który dostaje prawie za darmo zwycięstwo), nie rzucając żadnego wyzwania, a Sherminator dojeżdża sobie na luzie na drugie miejsce, dokładając jeszcze parę ładnych sekund na mecie i nawet się nie pocąc.
Znowu człowiek może liczyć jedynie na małe szadenfrojde, widząc jak bora przekombinowuje i szowinistycznie stawia na swojego złego konia i niemal traci podium. Roglić prawie się już skończył, ale stary mistrz jeszcze te trzecie miejsce mógłby wyszarpać, gdyby poświęcili na jego korzyść słabnącego heinza. A tak jutro będzie pewnie co będzie. Wyjątkowo słaba jest konkurencja o te trzecie miejsce i wyrwie je tak czy tak jakiś niezbyt wybitny kolarz, a zwycięstwo zostało oddane bez walki.
Red Bull przefajnował, Lipowitz zamiast skupić się na celach, skupił się na jakiś wyimaginowanych marzeniach.
Czy Tadej Pogacar dostał ostrzeżenie od innych ekip, że jak nie odpuści ucieczek, to cały peleton będzie przeciwko niemu? Czy może wrzucił już na luz, by zachować siły na Vueltę, MŚ i Lombardię? Ciężko się ogląda jego męczarnie, by nie przyśpieszyć. Ale oddane zwycięstwa na Superbagneres, Mont Ventoux i dziś na Col de la Loze będą do niego wracać w przyszłości. Może już nie mieć okazji wygrać takich szczytów.
A Pani hejterka znowu się popisała. Sama sobie wjedź na hobby horsie pod te góry.
Trochę szacunku by się przydało.
Jutro duza szansa ze niemiec straci to 3 miejsce, ujechany jest pewnie zdrowo.
Etap piękny, ale liczyłem na teatr jak z 19 etapu 2011 a dostałem niezrozumiała jazdę bory i vismy. Ale. Nikt nie może mówić, że Jonas jedzie biernie. Roglic też się ładnie rozwinął na przestrzeni całego wyścigu.
Brawo O’connor, a także myślę, że vuelta może być ciekawa, chociaż trasa raczej będzie dla Tadeja bardziej niż Jonasa.
Po tourze. Jeśli Jonas myśli że odrobi 4.5 minuty na jutrzejszym etapie, to powodzenia.
Panie Redaktorze
W ubiegłym tygodniu pozwolilem sobie się z Panem nie zgodzić w kwestii podium dla Jorgensona w ostatecznej klasyfikacji twierdząc , że Visma go poświęci dla Duńczyka . Jednak widzę , że mocno go przeszacowałem . Tam nie ma kogo poświęcać , gość nie wytrzynuje tempa nawet swoich kolegów , dzisiaj też był praktycznie bezproduktywny choć pojechał chyba swój najlepszy etap.
Jonas zaatakuje jutro na zjazdach niczym Vincenzo Nibali ! A tak poważnie to Pogacar jest za mocny w tym roku, czego by Visma nie zrobiła to i tak nie ma znaczenia, bo Vini nie odskoczy od Tadeja. Jedyna sytuacja, która może zatrzymać Kanibala to kraksa, także może faktycznie Duńczyk pójdzie jutro w ślady sławnego Włocha 😉
Można powiedzieć tak, że drużyna nie wygra wyścigu za swojego lidera i to można zadedykować Jonasowi, który myślał, że Pogacar to drugi Del Toro …
Wow, zadziwiające, że ktoś na poważnie ekscytuje się walką o zwycięstwo w tym wyścigu 🙂 Ale ja też , przed laty, zachwycałem się jazdą Lanca, – i to 7 razy !!! czyli Tadej musi jeszcze się dużo …napocić 🙂
Ależ dziwny etap, tak jak zachowanie Tadeja…gdzie Kanibal..? Od kilku etapów jazda tylko na kole. Jak nie on…
A Visma? Dno. Ten Mateo ścigający się z o etap, zostawiający swojego lidera, który miał dziś odrabiać straty i został sam…tempo siadło i dojechali wszyscy przyboczni Tadeja…zenada 🙁 Pozdrawiam w tym miejscu wszystkich fanów tej ekipy… 🙂
I na koniec kolarz, którego zawsze lubiłem, który często potrafi mieć ten dzień… O’Connor?
Graty dla niego.
Czeka nas walka o podium. Dziś Onley wrocil z dalekiej podrozy dzieki… Vismie 🙂
I znów te reklamy damskich gaci… Nie można się skupić na treści!
Tadek zrzuca z tonu bo coraz więcej porównan do Armstronga… TdF ma wygrany dzisiaj na finiszu na znacznie cięższym przełożeniu zrywa sobie w siodle gości jakby rozkręcał sie na torze za motocyklem xd
Tadej juz się oszczedza. Bo i po co ma szarżować? Wygrane etapy tak ale można się na tym przejechać. On tu po GC przyjechał i teraz moze kontrolować. Visma to co by nie zrobiła to nie ma szans. Musieliby mieć ze 3 pomocników o mocy Jonasa aby coś nad Pogacarem ugrac.
Dziś trochę nudny etap. Ale w sumie rozumiem liderów. Jonas ani razu jeszcze w tym wyścigu Tadeja z koła nie zerwał. I jutro nie będzie inaczej.
Ciekawa walka będzie o podium. Chyba Lipowitz się zajechał i jutro może być solidny zjazd. Wg mnie szansa dla Roglicia bo tu ma nadal szanse cos wiecej ugrac.
Góra urodziła mysz – nie pierwszy raz.
Do Dopacar ,
wymień z łaski swojej te porownania.
Wbrew powtarzanemu w kółko przez komentatorów określeniu „kolarskie szachy”, kolarstwo jednak szachami nie jest – tu naprawdę ciężko coś wykombinować jadąc przeciw takiemu zawodnikowi jak Tadeusz. Plan był prosty – zerwać go na 2 pierwszych podjazdach, jakby się udało to wszyscy pewnie pisaliby o wspaniałej taktyce Vismy, ale nie udało się i widać było na ostatnim podjeździe, że sam Jonas już na więcej nie ma sił. Dzisiaj będzie podobnie. I tak szacunek dla Janusza za próby i za to, że robi ten wyścig choć trochę ciekawszym, mimo, że od dłuższego czasu już wiadomo jak to się skończy.
Po co Tadej ma szarżować skoro został jeden etap górski, i jeżeli dojdziesz do skutku jego start pod koniec sierpnia , to Vuelta, mistrzostwa świata i Lombardia. Wbrew obiegowej opinii, to nie cyborg i nie jest na dopalaczach, o ile wiadomo nie udowodniono mu dopingu, tak więc musi myśleć o swoich celach a nie żeby na każdym etapie zaspokajać pragnienia kibiców.