Coraz cieplejsza aura, wyraźne wrzenie na linii UAE Team Emirates-Visma i budzące się do życia wulkany Owernii. Nawet Dzień Bastylii nie byłby już potrzebny, choć zgromadzeni przy trasie sympatycy kolarstwa na pewno dołożą swoje do pieca. Rozgrywany w ten poniedziałek 10. etap 112. edycji Wielkiej Pętli ma potencjał, by wygenerować więcej fajerwerków, niż zakładali sami organizatorzy imprezy.
Jeśli męczą Was spotkania, które mogłyby być mailami, pomyślcie o poniedziałku, który powinien być dniem wolnym, a jest etapem liczącym około 4500 metrów przewyższenia na dystansie 163,3 kilometra. W dodatku pierwszy stromy podjazd kolarze pokonają jeszcze przed startem ostrym, a wyżej wymieniona różnica poziomów uzyskana zostanie w średnich górach, co wprost proporcjonalnie przełoży się na intensywność czekającego uczestników Touru wysiłku.
W ramach 10. etapu peleton Wielkiej Pętli przejedzie trasą z Ennezat do Le Mont-Dore (Puy de Sancy), która w całości prowadzi przez słynący z wygasłych wulkanów i wody mineralnej departament Puy-de-Dôme. Profil poniedziałkowego odcinka zawiera 8 górskich premii, jednak w rzeczywistości związanych ze wspinaczką wyzwań udało się w niej zmieścić wiele, wiele więcej.
Wyjazd z miasta startowego wiedzie szerokimi drogami przez łagodnie pofałdowany teren, ale pierwszy podjazd pod Côte de Loubeyrat (4,1 km, śr. 6,3%, max. 13%) rozpocznie się już po 7 kilometrach rywalizacji. To wzniesienie z kategorii tych, które wchodzą w nogi znacznie mocniej niż na papierze powinny, dlatego jeśli nie doprowadzi ono do wyłonienia ucieczki dnia, przynajmniej brutalnie przesieje nadsyłane aplikacje.
Kilka bezpośrednio następujących po nim niekategoryzowanych pagórków doprowadzi do wcześnie rozgrywanego lotnego finiszu w Durtol (44,4 km) i innego stałego punktu wizyt Wielkiej Pętli w Owernii – przejazdu przez Clermont-Ferrand. Wijąca się wokół głównego miasta departamentu Puy-de-Dôme trasa wiedzie na tym odcinku przez sekwencję trzech wymagających podjazdów: Côte de la Baraque (4,8 km, śr. 7,4%), Côte de Charade (5,1 km, śr. 6,8%) i Côte de Berzet (3,4 km, śr. 7,4%), po których osiągnięty zostanie półmetek.
Po relatywnie krótkim przestoju, służącym stopniowemu przeniesieniu rywalizacji na inny pułap, rozpocznie się decydująca część poniedziałkowego etapu. Na ostatnie 50 kilometrów składa się wspinaczka na Col de Guéry (3,6 km, śr. 6,6%) i Col de la Croix Morand (3,4 km przy 5,7%) oraz rozstrzygająca sekwencja z Col de la Croix Saint-Robert (4,9 km, śr. 6,4%) i poprawką na Puy de Sancy (3,3 km, śr. 8,0%), rozdzielone dość technicznym, krętym zjazdem.
Ostatnie 3 kilometry etapu to mały przedsmak Peyragudes: szeroka droga w otwartym, konsekwentnie wznoszącym się terenie.
Oto, co na temat 10. etapu Tour de France 2025 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 10, 14 lipca: Ennezat > Le Mont-Dore Puy de Sancy (163,3 km)
Tegoroczny Dzień Bastylii przypada na poniedziałek, a to oznacza, że uczestnikom wyścigu wyjątkowo długo przyjdzie czekać na pierwszy dzień wolny od pracy. Liczący 163,3 kilometra i około 4500 metrów przewyższenia 10. etap to esencja departamentu Puy-de-Dôme – sceneria wygasłych wulkanów, okraszona przejazdem przez przemysłowy Clermont-Ferrand.
Kategoryzowane podjazdy rozłożone są równomiernie na całej trasie, a fakt, że z pierwszym z nich kolarze zmierzą się po zaledwie 6 kilometrach rywalizacji, wskazuje na mocny odjazd dnia. Podobnie jak charakterystyka tamtejszych wzniesień. I podobnie jak Dzień Bastylii.
Rywalizację zakończy wspinaczka do Le Mont-Dore (3,3 km; śr. 8,0%), którą – przy odrobinie dobrej woli – nazwać można stacją narciarską.


Pogoda
Słonecznie, około 28°C na starcie i 22°C w Le Mont-Dore. Chociaż w poniedziałek rano szansa wystąpienia opadów deszczu nie przekracza 20%, cała trasa znajduje się w obszarze przechodzenia frontu burzowego i wydane zostały stosowne ostrzeżenia.
Kluczem pozostaną jednak wysokie temperatury i otwarta ekspozycja ostatnich podjazdów. Mogą one solidnie „ugotować” tych, zapomną o regularnym jedzeniu i piciu lub dadzą z siebie odrobinę zbyt wiele w pierwszej części etapu.
Faworyci
Dzień Bastylii i stara Owernia, której wulkany budzą się do życia, kiedy tylko zbliża się do nich peleton Tour de France. To musi być dzień dla ucieczki, prawda? Zawodnicy ekipy Visma | Lease a Bike twierdzą, że nieprawda, a ja nie mam prawa im nie wierzyć — choć mimo wszystko mam nadzieję, że wyczekujący tego dnia harcownicy (a jest ich wielu) powiedzą: sprawdzam.
Żeby odjazd okazał się skuteczny, musi być relatywnie liczny i odskoczyć względnie szybko, co w tak jednoznacznie dedykowane uciekinierom dni nie zdarza się często. Warto jednak próbować, a z perspektywy widza przed telewizorem — śledzić etap już od startu ostrego.
Francuzi starają się być widoczni na trasie swojego domowego wielkiego Touru, ale jak dotąd prezentowali dość krytyczne podejście do wybierania swoich dni i eksponowania sponsorów na czele stawki. Trudno o lepszy dzień niż ten poniedziałek, ale choć z dobrej strony pokazali się już Alex Baudin (EF Education-EasyPost), Ewen Costiou (Arkéa-B&B Hotels) i Bruno Armirail, konfiguracja terenu tym razem każe spoglądać na kogoś w typie Lenny’ego Martineza (Bahrain-Victorious). Bardzo popularnym wyborem będzie również Julian Alaphilippe (Tudor Pro Cycling), choć 33-latek musiałby idealnie wstrzelić się z formą, aby na tego typu trasie pokonać wielu świetnie dysponowanych rywali, a jednocześnie utrzymać za plecami operującą na nieco większym zakresie prędkości grupę liderów. Guillaume Martin (Groupama-FDJ) jeszcze nie rozpoczął swoich legendarnych skoków w przód i tył najlepszej dwudziestki klasyfikacji generalnej, ale to chyba w dłuższej perspektywie nieuniknione, a na bezsprzecznie świetnych Valentina Madouasa i Romaina Grégoire’a (również Groupama-FDJ) dzisiejsze góry mogą okazać się odrobinę zbyt wysokie.
Innymi oczywistymi kandydatami są Ben Healy, Neilson Powless (obaj EF Education-EasyPost), Quinn Simmons (Lidl-Trek), Michael Storer, Marc Hirschi (Tudor Pro Cycling), Ben O’Connor, Mauro Schmid (Jayco AlUla), Pablo Castrillo, Iván Romeo (Movistar), Harold Tejada (XDS-Astana), Michael Woods, Joseph Blackmore (Israel-Premier Tech) i Lennert Van Eetvelt (Lotto). Nie wykluczam też gościnnych występów kolarzy Vismy-LAB, na przykład Simona Yatesa.
Jeśli szumne zapowiedzi płynące ze strony holenderskiej ekipy się ziszczą, o pełną stawkę zagrają dziś zawodnicy jadący w grupie liderów, a kontrolę nad scenariuszem przejmą ci w czarno-żółtych strojach. Rzucanie rękawicy Tadejowi Pogačarowi (UAE Team Emirates-XRG) w średnich górach, które w moim mniemaniu są dla niego optymalnym terenem, jest odważne – choć rozumiem, z czego wynika. Zmęczenie dziewięcioma dniami rywalizacji, wysoka temperatura i osłabiona drużyna po wycofaniu się João Almeidy tworzą idealny moment, by odizolować maillot jaune i zepchnąć lidera do głębokiej defensywy. O ile spodziewam się, że Jonas Vingegaard (Visma | Lease a Bike) przynajmniej początkowo pozostanie przyklejony do koła Słoweńca, Matteo Jorgenson (Visma | Lease a Bike) wydaje się idealnym narzędziem do realizacji takiego planu. Bardziej niż forma imponuje w tym wyścigu cicha pewność siebie i charyzma 26-letniego Amerykanina, w naturalny sposób czyniąca go bardziej atrakcyjnym materiałem na lidera od Duńczyka. Pogačar doskonale wie, że najlepszą obroną jest atak – dlatego zamiast dać się w tak oczywisty sposób rozgrywać, najprawdopodobniej sam spróbuje zdystansować rywali w momencie, kiedy z gry odpadnie jego ostatni pomocnik. Jednocześnie potrafię wyobrazić sobie scenariusz, w którym po etapowe zwycięstwo sięga Jorgenson, a pierwsze zderzenie na dłuższych podjazdach punchy wersji Vingegaarda z odrobinę mniej dynamicznym niż zazwyczaj obrońcą tytułu (choć ciągle wystarczająco, by wygrywać sprinty z podgotowanym Mathieu van der Poelem) może doprowadzić do kilku zaskakujących wniosków.
Możliwości pozostałych kolarzy z czołówki zależą od tego, na ile taktyczna okaże się finałowa rozgrywka. Nie ma co się oszukiwać – przy podejściu pedal to the metal nie mają oni szans z liczbami generowanymi przez Pogačara i zawodników Vismy, ale rwane tempo, wywołane krótkimi przyspieszeniami i momentami przestoju, może uchylić furtkę do przeprowadzenia skutecznego ataku, kiedy wyżej wymienieni zajęci będą wzajemnym czarowaniem. Najbliżej byli dotąd Oscar Onley (Picnic PostNL) i Kévin Vauquelin (Arkéa-B&B Hotels), a poniedziałkowa rywalizacja powinna to potwierdzić. Trudno wyjść poza tak krótką listę, bo Remco Evenepoelowi (Soudal Quick-Step) nikt tak po prostu odjechać nie pozwoli, a Florian Lipowitz, Primož Roglič (obaj Red Bull–BORA-hansgrohe) i Mattias Skjelmose (Lidl-Trek) dysponują wystarczającym potencjałem, ale ciągle są w trakcie poszukiwania formy – w przypadku 24-letniego Duńczyka to o tyle zrozumiałe, że jego trzytygodniowa wycieczka do Francji to klasyczne last minute.
Harmonogram
📍 Start ostry: 13:25
🏁 Prognozowany finisz: ok. 17:40
📺 Transmisja: od KM 0 w Eurosporcie 1 i HBO Max
Wszystko o 112. edycji Tour de France:
- Relacja z 9. etapu
- Zapowiedź wyścigu
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Plan transmisji telewizyjnych
- Wszystkie artykuły











„Kluczem pozostaną jednak wysokie temperatury i otwarta ekspozycja ostatnich podjazdów. Mogą one solidnie „ugotować” tych, zapomną o regularnym jedzeniu i piciu lub dadzą z siebie odrobinę zbyt wiele w pierwszej części etapu.”
Ale kto ma zapomnieć o regularnym jedzeniu i piciu? Podjazdy? Nie rozumiem tego fragmentu.
Chyba zabrakło tych „którzy”.
„Bardziej niż forma imponuje w tym wyścigu cicha pewność siebie i charyzma 26-letniego Amerykanina” ??? To dzisiaj już pomocnicy mają charyzmę , a jak gość , który nie był brany pod uwagę w kontekście walki o podium na tę charyzmę zasłużył ?
W którym miejscu Matteo Jorgenson nie był brany pod uwagę w kontekście walki o podium? Mam wrażenie, że dokładnie co innego napisałem w zapowiedzi wyścigu 😉
Jak zwykle wiele kwiecistego wodolejskiego pustosłowia, z którego wiele pewnie nie wyniknie. Już widać, że jest duża ucieczka i raczej nie będzie komu tego gonić, a nie sądzę, żeby visma jakoś traciła sily na pogoń za tak liczną grupą, żeby na koniec Słoweniec wystawił im kolo na finiszu albo dołożył im sekund.
Jakub Jarosz
To prawda , że napisałeś jednak w kontekście klasyfikacji końcowej nikt poważnie nie bierze jego kandydatury pod uwagę.
Nikt? W takim razie jestem nikim, bo dałem mu 2* w zapowiedzi i cały czas stan ten podtrzymuję – ba, w obliczu wycofania się Almeidy czy bardzo średniego otwarcia w wykonaniu Roglica i Lipowitza szanse Jorgensona na podium klasyfikacji generalnej oceniam obecnie całkiem wysoko.
Jakub Jarosz … W takim razie jestem nikim
Bez przesady , nie tak to mialo zabrzmieć , pozostanę jednak przy swoim zdaniu ; nie wierzę w jego możliwości , grupa poświeci go dla Duńczyka.