fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Przyjechał z jasnym celem i zrealizował go w 100% – Rafał Majka we własnych stronach został mistrzem Polski elity mężczyzn w kolarstwie szosowym. Dla 35-latka z Zegartowic to powrót na tron po 9 latach, a zatem chyba nie muszę tłumaczyć, że mimo wieku naszemu wielkiemu mistrzowi uroniła się dziś niejedna łezka szczęścia.

Dużo się mówiło o tym, że tegoroczne Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025 zostały napisane wprost pod dwójkę wychowanków miejscowego WLKS Krakus – Katarzynę Niewiadomą i Rafała Majkę. Teraz, już po zakończeniu rywalizacji wiemy, że marzenie organizatorów udało się spełnić, a trener Zbigniew Klęk mógł świętować wywalczenie biało-czerwonych koszulek w elicie przez dwójkę swoich dawnych podopiecznych. Jak przygotowanie tych tras oceniał Rafał Majka?

Wszystko zależało od trenera, te mistrzostwa mogły być jeszcze cięższe [śmiech]. Ja bym dołożył jeszcze kilka podjazdów [śmiech]. Było dla wszystkich ciężko i dziś naprawdę była selekcja. Gratulacje dla chłopaków z Mazowsza, bo naprawdę ładnie jechali. Ja musiałem to wygrać, nie było innej opcji

— opowiadał po ceremonii dekoracji Rafał Majka.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Nasz świeżo upieczony mistrz Polski mocno celował w to by po 9 latach odzyskać tytuł i udało mu się to dopiąć. Jak się dowiedzieliśmy przygotowania do tego celu były długie i nastawione wyłącznie na jedną rzecz – zwycięstwo

Powiem szczerze wszystko było tak podporządkowane pod ten cel po Giro d’Italia… Siedziałem w domu przez 5 dni, potem zgrupowanie wysokościowe w Livigno, więc nie było bata na mnie [śmiech] – przepraszam, że się tak powiem. Ta kraksa… Troszkę się wystraszyłem, bo za szybko wszedłem w zakręt i trochę się poszlifowałem, mam cały zdarty tyłek i nogę, ale za dużo chciałem. To adrenalina, byłem u swoich kibiców

— opowiadał kolarz z położonych na trasie tegorocznego czempionatu Zegartowic.

Wyścig otworzyła bardzo szybka akcja kolarzy Mazowsze Serce Polski, a my na czele peletonu zobaczyliśmy potwierdzenie tego, co słyszałem gdzieś zakulisowo – że może na trasie istnieć nieformalna „koalicja Rafała Majki”. Finalnie nigdy nie dowiemy się czy w jej skład wchodziło więcej niż dwóch zawodników, ale za to pewien duet wykonał genialną robotę przez pierwsze 80 kilometrów wyścigu.

Był Piotrek, był młody, bardzo utalentowany Kacper Krawiec, ja im tylko powiedziałem tak – chłopaki, zróbcie proszę Was jedną rundę bardzo mocną, a ja zrobię resztę

— mówił Rafał Majka o pracy Piotra Tomany i Kacpra Krawca. Dopytaliśmy zatem o to czy nie obawiał się, że ucieczka dnia nie odjechała aby nieco za daleko.

Nie, nie obawiałem się gdy traciliśmy 2 minuty, wiedziałem kto tam jedzie. To nie tak, że kogoś tu lekceważę, ale wiedziałem, że mam pod nogą i z moimi cyframi miałem Zegartowice, potem poprawkę na Górze św. Jana – znam bardzo dobrze te podjazdy, trenuję tam i wiem ile mogę jechać, a byłem naprawdę przyszykowany. Powiem też szczerze, że na ostatniej rundzie byłem trochę zestresowany, bo chłopaki z Mazowsza byli naprawdę mocni i byłem zaskoczony, bo dopiero na Kobielniku musiałem zrobić ostateczną selekcję, co nie było łatwe

— kontynuował Rafał Majka.

 

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life
fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life
fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Rafał Majka pierwszy raz zaatakował po rzeczonych około 80 kilometrach wyścigu, podczas 2. przejazdu przez Zegartowice. Czy to był taktyczny plan, czy też jednak nieco poniosło naszego weterana szos za sprawą ogromnego dopingu kibiców zgromadzonych przy trasie w rodzinnej miejscowości kolarza UAE Team Emriates – XRG?

Kibice mnie nieśli, ale to był plan taktyczny. Decydujący atak poszedł jednak pod Kobielnik, znam te wszystkie podjazdy i musiałem wygrać

— powiedział Rafał Majka, który tuż po ataku zaliczył, jak się okazało bez niczyjego udziału, kraksę na jednym z zakrętów.

Teraz muszę po tej kraksie trochę ochłonąć, bo mam nadgarstek trochę obolały, muszę przejść prześwietlenie. Uderzyłem bardzo mocno, ale to była adrenalina. To mi dało jeszcze większego kopa na Zegartowicach, tam gdzie kibice stali, podkręcałem tempo tak, że ciężko to było przetrzymać. Jedynym zawodnikiem, który mógłby to przetrzymać jest Michał Kwiatkowski, ale ma kontuzję. Na pewno będzie w bardzo dobrej formie gdy wróci po 3 miesiącach

— płynął przez tematy nasz nowy mistrz Polski elity mężczyzn.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Później była czteroosobowa ucieczka z Filipem Maciejukiem (Red Bull – BORA – hansgrohe) oraz Pawłem Bernasem i Mateuszem Gajdulewiczem (Mazowsze Serce Polski), która mimo ataków podczas ostatniego przejazdu przez Zegartowice cały czas trwała. Rafał Majka odjechał dopiero na Kobielniku, ale i po nim były momenty gdy podopieczni Dariusza Banaszka zmniejszali stratę. Czy 35-latek miał wszystko pod kontrolą?

Gdy już wjechałem na Kobielnik to zwiększałem przewagę. Nawet jeśli tam było trochę płaskiego to gdy tylko pojawiała się górka to dokręcałem. Była fajna zabawa i naprawdę ciężko było. Byłem zdziwiony, bo miałem inne opcje, myślałem, że pójdę wcześniej, ale kolarze byli bardzo mocni. Też mi pomógł bardzo mocno Filip Maciejuk, bo bardzo mocno szedł, na końcu go chyba skurcze złapały, ale zrobił nieziemską robotę

— opowiadał Rafał Majka.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Rozmowa zatem zeszła na to jak bardzo pewny tego sukcesu był Rafał Majka już stając na starcie niedzielnego wyścigu. 35-latek nie krył, że bardzo dużo podporządkował pod tę rywalizację i to z tego wynikało, że był tak przekonany, że nie ma innej opcji niż zwycięstwo.

Powiem tak – w tym wieku jak się kręci takie numery to jest się pewnym siebie. Tak było też na Giro w tym czy tamtym roku. Nie jest łatwo, to jest dużo wyrzeczeń, BARDZO dużo wyrzeczeń, wszystko w rodzinie jest podporządkowane pode mnie. Moja żona robi wszystko, żebym ja był jak najlepszy, a że dużo mi już nie zostało to mieć koszulkę to coś pięknego

— powiedział Rafał Majka, który po chwili dodał jeszcze:

Liczyła się tylko wygrana. Teraz czuję zmęczenie, 2 dni temu wróciłem z Livigno i nawet nie spałem w domu, tylko w Dobczycach, bo wszystko było zrobione pod to by wygrać.

Przygotowania, podporządkowanie wszystkiego pod ten wyścig, ale czy i znajomość lokalnych szos była pomocna?

Tak, tutaj trenuję od zawsze, nawet zimą, więc znam każdy centymetr tych dróg, choć teraz często przebywam w Hiszpanii czy we Włoszech

— konkretnie odpowiedział popularny „Zgred”.

Czy koszulkę mistrza Polski będziemy oglądali tylko do końca tego sezonu, czy też także i w kolejnym roku? Jak długo Rafał Majka ma zamiar jeszcze się ścigać? Czy już dziś może nam coś powiedzieć na temat swojej przyszłości?

Zobaczycie, na razie nic nie mówię, nie wiadomo, nic nie ogłaszam. Ciężko – trzeba przemyśleć wiele rzeczy. Czuję się naprawdę mocny, jak na swój wiek. Kurczę, jechałem Giro cały czas w czubie. Kocham kolarstwo, kocham jeździć na rowerze, tak że zobaczymy

— jasno odpowiedział Rafał Majka mocno się przy tym uśmiechając, po czym dodał:

Tu nie chodzi o mój wiek, ja naprawdę jestem w dyspozycji bardzo dobrej, czuję się bardzo dobrze. Tylko wystarczy trening i regeneracja – o to w tym chodzi.

Jakie są zatem najbliższe plany startowe Rafała Majki, który w tym sezonie ma już za sobą 45 dni wyścigowych, wśród których jest m.in. ukończone na 13. miejscu w klasyfikacji generalnej Giro d’Italia.

Tour of Austria, potem mam Tour de Pologne, Deutschland Tour i zobaczymy czy pojadę Vueltę. Chciałbym ją pojechać

— powiedział Rafał Majka, którego dopytaliśmy o to czy w Austrii będzie liderem.

Mamy Isaaca del Toro, ale może jakiś etap [śmiech]. Może się odwdzięczy za Giro d’Italia

— mówił wyraźnie rozbawiony kolarz UAE Team Emirates – XRG.

Na koniec od jednego z dziennikarzy padło jeszcze pytanie o to, dlaczego nie oglądamy Rafała Majki podczas Tour de France. Co jest tym czynnikiem, który sprawia, że 35-letni Polak przez ostatnie 2 lata był oddelegowywany na Giro d’Italia, a nie Wielką Pętlę?

Były rozmowy o tym, byłem rozważany między jednym a drugim wyścigiem. Byłem pierwszym rezerwowym, ale powiem tak – po to mamy dyrektorów sportowych, żeby to oni kontrolowali. Ja robię to co robię, za to mi płacą, a to kogo wybierają to jest ich decyzja. Tu nie ma żadnych przyczyn, ja myślę, że wybrano najsilniejszych i mamy mega skład UAE Team Emirates na Tour de France… Jak Real Madryt. Ja muszę teraz trochę odsapnąć. Koszulka już jest tak że jest się z czego cieszyć

— zakończył nasz obszerny wywiad złoty medalista.

fot. Antoni Chrząstowski

Prosto z serca wydarzeń, spod Hotelu Dobczyce, Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025:

Poprzedni artykułAgnieszka Skalniak-Sójka: „Wygrała najmocniejsza”
Następny artykułPaweł Bernas – powrót do gry w nietypowym terenie
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
8 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Grzegorz
Grzegorz

Gratulacje dla MISTRZA!!!, ale tylko 26 zawodowców ukończyło te mistrzostwa? Kiepsko jest niestety z polskim kolarstwem.

Hubert
Hubert

Tymczasem erłoshit pokazuje miszczostwa francy, jak jeżdżą na koniach i golfa. Niedługo hodowla jedwabników będzie tu bardziej popularna.

Bartek Kozyra
Editor
Bartek Kozyra
Reply to  Grzegorz

Zgadzam się, że polskie kolarstwo w tym momencie nie stoi na szczególnie wysokim poziomie, ale 26 zawodników, którzy kończą wyścig na takiej trasie to żadna katastrofa. Kilka miesięcy temu Mistrzostwa Kolumbii ukończyło 27 zawodników, a trasa prawdopodobnie wcale nie była trudniejsza. Jeśli wierzyć Pro Cycling Stats, przewyższenie było tam o 100 metrów mniejsze niż w Dobczycach (i to pomimo faktu, że PCS zaniżył wartość przewyższenia w Dobczycach o około 500 metrów). Poza tym, prawdopodobnie mało kto powiedziałby w Polsce, że poziom kolarstwa w Słowenii jest niski, choć wyścig ze startu wspólnego mężczyzn ukończyło tam zaledwie 17 zawodników.

Kamil
Kamil

Śmieszne jest pisanie że trasa na której wygrywają najlepsi jest napisana pod kogoś.

Arnaund
Arnaund

No to teraz koszulka mistrza Polski będzie wozić bidony w UAE. Tyle dobrego, że tam tych flag praktycznie nie widać (za wyjątkiem mistrzów z poważnych państw, które potrafią wymusić na szejkach, by flaga była bardziej eksponowana jak w przypadku USA).

Arnaund
Arnaund

@Jakub Jarosz
Dziękuję. Nie umniejszam mu mocy tylko raczej krytykuję brak ambicji by osiągnąć dużo więcej, co moim zdaniem było możliwe, tylko trzeba było wybrać inny team za pewnie nieco mniejsze pieniążki (jego wybór ale moim jest to, że nie musi mi się to podobać jako polskiemu kibicowi).

Kamil2
Kamil2

Arnaund, to ja już chyba wolę oglądać wozibidona w TV, który się pokaże na czubie peletonu i zrobi robotę w koszulce mistrza niż jegomościa z conti teamu, którego na antenie widzieliśmy jedynie w TdP. A panicz DB będzie kwękać, że trasa za trudna dla MP 😂 potem dziwne, że stan polskiego kolarstwa woła o pomstę do nieba.