fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Choć jeszcze niedawno wydawało się, że już na dobre zakończył starty na szosie – wrócił i dziś jest wicemistrzem Polski. Paweł Bernas pokazał w Dobczycach, że nigdy nie należy go skreślać.

To był listopad 2021, gdy po dwóch latach spędzonych w Mazowsze Serce Polski Paweł Bernas ogłosił swoje odejście z tego zespołu. Jego kierunkiem nie okazał się jednak wcale ani Voster ATS Team, ani żaden inny zespół trzeciej dywizji, a… trasy wyścigów MTB. Ogłaszając swoją decyzję w social mediach napisał: – Z szosy uciekam do lasu. 

Rzeczywiście uciekł – dosłownie i w przenośni. Na dwa lata kompletnie zniknął z radarów dużej części naszych czytelników, jednak nawet jeśli ktoś nie zarejestrował tego, że od kilkunastu miesięcy znów jest zawodnikiem Mazowsze Serce Polski, to teraz z całą pewnością musi sobie przypomnieć, że Paweł Bernas znów jest kolarzem szosowym. I to zaskakująco dobrym.

– Nie wiem, czy jestem zaskoczony swoją jazdą, bo już przed startem wiedziałem, że jestem dobrze dysponowany. Nie powiem, że przed startem zakładałem podium, bo rzeczywiście było parę znaków zapytania. Trasa była trudna – dużo podjazdów, a ja jestem bardzo rosłym zawodnikiem – to na pewno nie ułatwiało mi zadania. Nie byłem faworytem, ale wiedziałem, że przy odpowiednim rozegraniu wyścigu jestem w stanie powalczyć o medal. 

– opowiadał na mecie.

Gdy dopytałem się, czy wyścig faktycznie ułożył się stuprocentowo według jego planu, postanowił mnie sprostować. – Nie wyścig się ułożył, tylko my go ułożyliśmy – powiedział. Miał rację, ponieważ kolarze Dariusza Banaszka od początku kontrolowali sytuację na trasie. Aż trzech z nich zabrało się w ucieczkę dnia, zaś później, gdy do uciekinierów dołączyli Rafał Majka oraz Filip Maciejuk, tylko Gajdulewicz i Bernas byli w stanie utrzymywać ich tempo. Choć Majka wielokrotnie atakował, to udało mu się zgubić dwóch kolarzy w czerwonych koszulkach dopiero na ostatnim podjeździe pod Kobielnik.

– Na pewno pomogło nam to, że dysponowaliśmy przewagą taktyczną i nie musieliśmy pracować na czele. Dopiero po trzydziestu kilometrach podjechaliśmy do wozu technicznego i ustaliliśmy z Darkiem Banaszkiem, że zaczynamy dawać zmiany i walczyliśmy o medal. Ostateczny wynik jest znany – myślę, że wyciągnęliśmy z tego wyścigu maksa. Majki nie dało się pokonać – biorąc pod uwagę, że zgubił nas na ostatniej rundzie, można byłoby powiedzieć, że na trasie był o jeden Kobielnik za dużo, ale… myślę że nawet gdybyśmy jechali rundę mniej – też by nas ograł. Przy mojej wadze i jego umiejętnościach… nie miałem żadnych szans na nic więcej.

– mówił kolarz, który wytrzymywał ataki kolarza z Zegartowic dłużej niż jeżdżący na co dzień w worldtourowym Red Bull-BORA-hansgrohe Filip Maciejuk. Swoją postawą zasłużył sobie zresztą na ciepłe słowa nowego-starego właściciela koszulki mistrza Polski. Majka mówił bowiem na mecie: – Kolarze z Mazowsza byli dziś świetni. Naprawdę należą im się wielkie brawa. Nie było mi z nimi łatwo…

Dla Bernasa drugie miejsce w Dobczycach jest najlepszym wynikiem osiągniętym podczas mistrzostw Polski. Już raz, dokładnie 10 lat temu, sięgnął po medal, ale brązowy – przegrał z Tomaszem Marczyńskim i Michałem Gołasiem. Wtedy miał 25 lat i dopiero zaczynał swoją karierę – dziś bliżej jest mu już do jej zakończenia. Na razie jednak zdaje się nie myśleć o emeryturze.

– Wciąż mam motywację do ścigania i odpowiednie ku temu warunki. W jeździe na MTB wspierają mnie moi liczni partnerzy, na szosie – Mazowsze Serce Polski. Poza tym, moja żona nie narzeka. Nie spędzam już tak dużo czasu poza domem, jak kiedyś… Stworzyłem sobie swój kolarski mikrokosmos z trenerem Rafałem Górakiem, z dietetykiem Adamem Plucińskim, ortopedą – Maćkiem Mierzwińskim i wieloma innymi osobami, na które mogę zawsze liczyć. Dzięki temu, naprawdę chce się dalej trenować.

Prosto z serca wydarzeń, czyli Dobczyc, Jakub Jarosz i Bartek Kozyra.


Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025:

Poprzedni artykułRafał Majka znów mistrzem Polski elity: „Nie było bata na mnie”
Następny artykułMedia: Attila Valter w Bahrain – Victorious
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
reko
reko

No Berni wielkie brawa, szacun za dzisiejszy wynik.

Jano
Jano

Aleś mnie zaimponował ! Szacun !

Tomki
Tomki

Paweł Bernas charakterystyką przypomina Van Der Poela.