Na pożegnanie tematu 108. edycji Giro d’Italia warto jeszcze przyjrzeć się w inny niż klasyczny sposób temu co wydarzyło się na włoskich i albańskich szosach. Zapraszam zatem na przegląd występu każdej z 23 drużyn w La Corsa Rosa.
Od dłuższego czasu w portalu Naszosie.pl staramy się możliwie szeroko i wielowątkowo omawiać najważniejsze wyścigi świata, a jedną z cieplej przyjętych form podsumowywania wielkich tourów od lat była analiza występu poszczególnych drużyn. Pora zatem kolejny raz ekipa po ekipie przeanalizować dla kogo 108. edycja Giro d’Italia była udana, a dla kogo wręcz przeciwnie. Co ważne występy te oceniane są w odniesieniu do potencjału danej grupy i wysłanego przez nią składu – inaczej przecież patrzy się na Arkéa – B&B Hotels czy Team Polti VisitMalta, a zupełnie inaczej na UAE Team Emirates – XRG.
Nim jeszcze przejdziemy do omówienia każdej drużyny warto krótko spojrzeć statystycznie na to co za nami podczas 108. edycji Giro d’Italia. Po wygraną etapową sięgnęli przedstawiciele 11 z 23 ekip, a najczęściej, bo aż 6-krotnie powody do świętowania mieli kolarze Lidl-Trek. Wszystkie koszulki trafiły do drużyn mających w swoim dorobku etapowy skalp, a w czołowej „10” klasyfikacji generalnej znaleźli się zawodnicy z aż 9 różnych zespołów – tylko UAE Team Emirates – XRG miało tam dwóch przedstawicieli.
Występ powyżej oczekiwań:
- Lidl-Trek – najwięksi wygrani tegorocznego Giro d’Italia, choć z powodu kraksy ekipa straciła jadącego naprawdę dobry wyścig Giulio Ciccone. 4 etapy i klasyfikacja punktowa wygrane przez Madsa Pedersena, triumf w czasówce Daana Hoole’a oraz zwycięstwo z ucieczki Carlosa Verony całkowicie rozliczają występ amerykańskiej formacji, której włodarze mogą być bardzo zadowoleni z występu swoich podopiecznych.
- Team Visma | Lease a Bike – okrzyknąłem Lidl-Trek największymi wygranymi 108. edycji Giro d’Italia, ale holenderska ekipa wraca do domów w równie dobrych, jeśli nawet nie lepszych nastrojach. Poprzeczka dla tej formacji po wygraniu wszystkich wielkich tourów w 2023 roku zawisła niesamowicie wysoko, a mimo to Team Visma | Lease a Bike wciąż potrafi pozytywnie zaskakiwać. Okej, 3 wygrane etapowe to coś, co można było przewidzieć, ale już triumf w klasyfikacji generalnej Simona Yatesa należy rozpatrywać w kategorii pewnej małej niespodzianki.
- EF Education – EasyPost – w dorobku kolarzy amerykańskiej ekipy znalazły się 2 wygrane etapy i podium klasyfikacji generalnej. Czy trzeba pisać coś więcej? Wiem, że w pewnym momencie Richard Carapaz rozpalił apetyty swoich fanów, którzy wierzyli, że Ekwadorczyk może triumfować w całym Giro d’Italia, ale to nadal niezwykle udany występ dla tej formacji. Warto też wspomnieć o historii Kaspera Asgreena, który jeszcze 2 miesiące temu był niepewny tego kiedy wróci na rower, a z Włoch wraca z wygranym etapem. Coś pięknego.
- XDS Astana Team – z jednej strony kazachska grupa przyjechała na Giro d’Italia jako 3. drużyna tegorocznego rankingu UCI, z drugiej jednak wciąż w pamięci można mieć poprzednie lata w wykonaniu tego zespołu. Skład nie był przepełniony gwiazdami, a oczekiwać można było raczej walki o pojedyncze skalpy. Jak się skończyło? Lorenzo Fortunato pewnie został najlepszym góralem wyścigu, Włoch wraz z Christianem Scaronim ustrzelił dublet na 16. etapie, a Diego Ulissi założył pod koniec 1. tygodnia różową koszulkę. XDS Astana Team może być zatem niezwykle zadowolona z występu swoich przedstawicieli.
- Israel – Premier Tech – niemal wszystkie siły w bliskowschodniej drużynie zostały rzucone by wspierać Dereka Gee i okazało się to być świetną decyzją. Kanadyjczyk kończy zmagania na 4. miejscu w klasyfikacji generalnej co jest największym sukcesem w historii tej drużyny. Gdybym miał się czepiać to mógłbym napisać, że spodziewałem się nieco więcej w odjazdach po takich kolarzach jak Marco Frigo. A, wielkim minusem tej ekipy jest też to, że jej obecność na starcie kolejny raz sprowokowała protestujących, którzy wbiegli na trasę jednego z etapów nieomal nie powodując poważnej kraksy.
- Team Jayco AlUla – australijski zespół na Giro d’Italia przyjechał z dalekim od wybitności składem, a mimo to kończy wyścig z dwoma wygranymi etapami. Najpierw Luke Plapp okazał się być najlepszy na pierwszym z odcinków zakończonym walką uciekinierów, a następnie klamrą występ ten spiął Chris Harper, który triumfował na ostatnim tego typu etapie z metą w Sestrière.
- Team Picnic PostNL – holenderska ekipa na starcie stawała jako potencjalny spadkowicz z World Touru, a zatem oczekiwania nie były wielkie. Tymczasem już na 4. etapie zespół ten sięgnął po wygraną za sprawą finiszu Caspera van Udena. Później oglądaliśmy walkę Maxa Poole’a o klasyfikację generalną, która zakończyła się 11. miejscem młodego Brytyjczyka. Mogło być lepiej, ale to nadal udany wyścig dla tego zespołu.
- INEOS Grenadiers – nie miałem wielkich oczekiwań związanych z występem brytyjskiego zespołu – ten od lat jest cieniem dawnego Team Sky. Już pierwszy dzień i strata Thymena Arensmana sprawił, że jeszcze bardziej przestałem wierzyć w kolarzy INEOS Grenadiers, a ci najpierw mogli świętować wygraną etapową Joshuy Tarlinga, później zaś genialnie animowali wydarzenia czy to na białych drogach prowadzących do Sieny, czy też w górach. Okej, nieco zabrakło końcowego rezultatu, bo Egan Bernal był „dopiero” siódmy, ale uważam to nadal za wynik nieco ponad stan.
Występ zgodny z oczekiwaniami:
- UAE Team Emirates – XRG – bliskowschodnia formacja przyjechała na wyścig z zamiarem jego wygrania, a zatem 2. miejsce w klasyfikacji generalnej, 2 wygrane etapy i triumf w klasyfikacjach młodzieżowej oraz drużynowej to po prostu występ zgodny z oczekiwaniami. Oczywiście styl, w jakim osiągnięto te rezultaty był zupełnie inny niż można było się spodziewać, liderem okazał się być trzeci, a może nawet czwarty nóż, ale koniec końców najlepsza drużyna świata może mówić z jednej strony o pewnym niedosycie, a z drugiej o braku powodów do wstydu.
- Alpecin-Deceuninck – przywożąc na wyścig Kadena Grovesa i jego pociąg planem minimum dla belgijskiej ekipy była wygrana etapowa i cel ten udało się zrealizować. 26-letni Australijczyk był najlepszy w Neapolu, a także zajął dwa 2. miejsca w Novej Goricy i Rzymie. Mimo cichych nadziei na walkę w klasyfikacji punktowej w tej nie udało się namieszać – Kaden Groves był 6. Występ zatem był po prostu poprawny, choć na plus zapisze się postawa aktywnie jeżdżącego Edwarda Planckaerta.
- Decathlon AG2R La Mondiale Team – najkrócej byłoby napisać „jak wyżej”. W przypadku francuskiej grupy na papierze ciężko było wskazać, który z jej kolarzy może wygrać etap, ale jednocześnie skład zdawał się być na tyle mocny, że taki skalp był jak najbardziej w zasięgu ręki. Finalnie wywalczył go na 19. etapie Nicolas Prodhomme, który całe zmagania kończy na 15. miejscu w klasyfikacji generalnej. Na duży plus zapisał się też występ Driesa De Bondta, który był jednym z najaktywniejszych kolarzy całego wyścigu – Belg wygrał klasyfikację lotnych premii.
- Team Polti VisitMalta – kolarze włoskiego Pro Teamu jechali aktywnie, starali się coś zrobić, a Davide Piganzoli zajął 14. miejsce w klasyfikacji generalnej. Całkowicie poprawy występ, po którym na miejscu organizatorów nie wahałbym się za rok kolejny raz dać dzikiej karty dla tej formacji.
- VF Group – Bardiani CSF – Faizanè – drugi z włoskich Pro Teamów różni się od tego poprzedniego dwoma rzeczami – żaden z ich kolarzy nie skończył wysoko w klasyfikacji generalnej, ale za to Manuele Tarozzi wygrał klasyfikację Red Bulla oraz Fugę, czyli wykręcił najwięcej kilometrów w ucieczkach. Wniosek może być zatem identyczny jak u Team Polti VisitMalta – i tu na miejscu organizatorów nie wahałbym się za rok kolejny raz dać dzikiej karty dla tej formacji.
- Movistar Team – 8. miejsce w klasyfikacji generalnej Einera Rubio i niejeden dobry finisz Orluisa Aulara – oto z czym do domu wracają kolarze hiszpańskiej formacji. Dobry występ, choć bez jakiegokolwiek fajerwerku.
- Arkéa – B&B Hotels – zamykając temat ekip, których występ był zgodny z przewidywaniami warto krótko napisać o francuskiej ekipie. Ta kolejny raz pokazała czemu po tym sezonie najprawdopodobniej spadnie z World Touru. Embret Svestad-Bårdseng zajął 22. miejsce w klasyfikacji generalnej, Alessandro Verre czy Giosuè Epis nazbierali nieco kilometrów w odjazdach. Więcej spodziewać się byłoby szaleństwem.
Występ poniżej oczekiwań:
- Bahrain – Victorious – długo zastanawiałem się jak ocenić trzecią z bliskowschodnich formacji. Z jednej strony mamy bowiem 5. miejsce w klasyfikacji generalnej wywalczone przez Damiano Caruso, które jest wynikiem, jakiego po 37-latku trudno się było spodziewać, z drugiej jednak… Oceny powinny dotyczyć przedwyścigowych oczekiwań, a te były jeszcze większe za sprawą Antonio Tiberiego. Włoch odgrażał się, że skończy na podium i długo walczył o ten cel. Finalnie mocno pokiereszowany w kraksie 23-latek zaczął ponosić straty, a skupiona wokół niego drużyna kończy bez etapowego zwycięstwa. Patrząc na okoliczności ciężko być krytycznym dla kolarzy Bahrain-Victorious, ale celów nie udało się zrealizować.
- Red Bull – BORA – hansgrohe – jeśli miałem dylemat przy powyższej formacji to tym bardziej mogłem go mieć przy niemieckim zespole. Ten przyjechał do Włoch z jednym, konkretnym celem – wygraną w klasyfikacji generalnej. Jako pierwszy z walki o to wypadł po kraksie na 6. etapie Jai Hindley, 10 dni później los Australijczyka podzielił Primož Roglič. Do tego naprawdę słaby na włoskich szosach był Daniel Felipe Martínez, w efekcie czego honor niemieckiej ekipy musieli ratować inni – Nico Denz wygrał 18. etap, a Giulio Pellizzari w 3. tygodniu przesunął się z 18. na 6. pozycję w klasyfikacji generalnej. Dla 21-letniego Włocha należą się wielkie brawa, ale w Red Bull – BORA – hansgrohe atmosfera zapewne nie jest zbyt pozytywna po takim wyścigu.
- Soudal Quick-Step – kontynuując temat ekip pozbawionych nominalnego lidera nie sposób nie wspomnieć o belgijskiej formacji. Mikel Landa już 1. etap zakończył w karetce co mocno zmieniło cele tej drużyny. Szansę na uratowanie występu w Giro d’Italia dla tego zespołu mieli m.in. szybcy Paul Magnier i Luke Lamperti czy niejednokrotnie uciekający Gianmarco Garofoli i Mattia Cattaneo. Niestety choć próbowali to nie zakończyło się to sukcesem, zatem końcowa ocena musi brzmieć krótko – występ poniżej oczekiwań.
- Tudor Pro Cycling Team – po wygranej Michaela Storera w Tour of the Alps, a raczej stylu, w jakim Australijczyk tego dokonał, apetyty związane z występem szwajcarskiej formacji były dość spore. Skończyło się tymczasem 10. miejscem w klasyfikacji generalnej, czyli ledwie wyrównaniem zeszłorocznego wyniku, a także dość pasywną postawą na etapach. Być może oczekiwałem za wiele, ale jestem po prostu rozczarowany.
- Cofidis – francuska grupa do Włoch przyjechała z dwoma założeniami – rozprowadzany na finiszach miał być świetny w tym sezonie Milan Fretin, zaś w pozostałym terenie postawiono na walkę w ucieczkach. Początek był bardzo obiecujący – 24-letni Belg był 2. w Neapolu, zaś Sylvain Moniquet przez 2 dni nosił koszulkę najlepszego górala. Niestety później było już tylko gorzej, a koniec końców Cofidis zaliczył bezbarwny wyścig, po którym francuska grupa spadła na 19. miejsce w trzyletnim rankingu i gdyby dzisiaj go zamknąć to zabrakłoby dla niej miejsca w World Tourze na lata 2026-28.
- Groupama-FDJ – skoro skrytykowałem Cofidis to na tej samej zasadzie oberwać musi się także Groupamie-FDJ. W przypadku kolejnej z francuskich ekip postawiono na Davida Gaudu, który był po prostu słaby. Godnie zastąpić próbowali go dzielni uciekinierzy tacy jak Lorenzo Germani, Rémy Rochas, Enzo Paleni czy Kevin Geniets, ale oczekiwania z pewnością były nieco większe.
- Intermarché – Wanty – Francesco Busatto był 4. w Tiranie i po 1. etapie założył białą koszulkę lidera klasyfikacji młodzieżowej i to chyba był jedyny moment kiedy zobaczyliśmy kolarza belgijskiej formacji w istotnej roli podczas tego wyścigu. Cóż to był za słaby, anonimowy występ zawodników Intermarché – Wanty…
- Q36.5 Pro Cycling Team – szwajcarska formacja zadebiutowała w wielkim tourze, zatem teoretycznie ciężko być wobec niej krytycznym – w końcu to tylko zespół z dziką kartą. Tak można by jednak pisać w oderwaniu od składu tej ekipy i jej zapowiedzi, albowiem na Giro d’Italia drużyna ta przyjechała z świetnym w tym sezonie Tomem Pidcockiem czy szybkim Matteo Moschettim. Ten drugi aż do Rzymu najwyżej był 9. na etapie i dopiero w stolicy Italii zdołał stanąć na podium etapowym, pierwszy z nich zaś… Tom Pidcock miał walczyć o etapy i raczej w zapowiedziach zastanawiano się nie czy, a ile z nich Brytyjczyk zdoła wygrać. Ten tymczasem w pewnym momencie jakby przestawił się na klasyfikację generalną i kończy wyścig bez etapowego skalpu, za to z 16. lokatą i stratą 44 minut do zwycięzcy. Do tego kolarze Q36.5 Pro Cycling Team po prostu nie jechali zbyt aktywnie – rzadko ich koszulki było widać w odjazdach, co pozostawia spory niesmak po tym występie.










w sumie pełna zgoda (Bahrajn jednak może dałbym piętro wyżej).
Czekam na rozpiskę rankingów, uwzględniając też ile punktów zdobył Majka na giro.
Moim zdaniem jednak RedBull biorąc pod uwagę wycofanie Hindleya i Roglica, ostatecznie osiągnięcia miał nie najgorsze. Z kolei wielkim rozczarowaniem była postawa Soudal – to nie był skład tylko i wyłącznie pod Landę, więc nawet po jego wycofaniu Lamperti i Magnier powinni pokazać znacznie więcej.