fot. Alpecin-Deceuninck

Pierwszy start – pierwsze zwycięstwo. Mathieu van der Poel rozpoczął ściganie w sezonie 2025 od przekonującego triumfu w Ename Samyn Classic. Właściwie słowo „przekonujący” nadal nie oddaje tego jak wielką przewagę nad rywalami miał Holender, który jest bardzo zadowolony ze swojej obecnej dyspozycji.

Przed startem 57. edycji Ename Samyn Classic Mathieu van der Poel w wywiadach mówił, że z powodu głodu ścigania nieco się wprosił do składu Alpecin-Deceuninck na ten wyścig, ale jednocześnie nie zamierza zmieniać taktyki zespołu, która miała być oparta o walkę o dobry wynik przez młodszych zawodników tej formacji. Było to widać podczas wyścigu – 30-latek jechał spokojnie schowany w peletonie i nawet gdy wydawało się, że to będzie idealny moment do ataku to nie reagował, za to w akcjach ofensywnych zaprezentowali się m.in. Timo Kielich i Sam Gaze. Ostatecznie jednak wszystko się zjechało, a gdy już doszło do sprintu na podjeździe w Dour to Mathieu van der Poel nie dał najmniejszych szans rywalom.

Od razu poczułem, że mam dobre nogi. Jednocześnie wielu kolarzy mnie obserwowało, więc 50 kilometrów przed metą powiedziałem kolegom z drużyny, że ja będę czekał na sprint. Takie finisze pod górę mi idealnie odpowiadają. Ruszyłem z pewnością siebie i udało mi się wygrać. Cieszę się, że mogłem się odwdzięczyć chłopakom za świetną pomoc

— opowiadał Mathieu van der Poel na mecie.

Były mistrz świata był od razu pytany także o to jak w obliczu takiej formy zapatruje się na kolejne starty. 30-letni Holender z Alpecin-Deceuninck studził nastroje, aczkolwiek jednocześnie przyznał, że żałuje, że rozpoczął ściganie tak późno – z taką formą mógł bowiem namieszać już kilka dni wcześniej.

To jest o 100% przyjemniejsze niż trening w deszczu w Hiszpanii. Zaczynałem się już trochę niecierpliwić na myśl o pierwszym starcie, czułem głód ścigania, więc cieszę się, że drużyna pozwoliła mi zacząć sezon nieco wcześniej. Cieszę się tym sukcesem, bo niełatwo jest zacząć sezon od wygranej. Nie podpalam się jednocześnie, bo np. Mediolan-San Remo to będzie zupełnie inna historia. Póki co to najwyżej mogę powiedzieć, że aż żal, że przegapiłem opening weekend z takimi nogami

— zakończył Mathieu van der Poel.

Obecność Holendra na starcie 57. edycji Ename Samyn Classic sprawiła, że nie przesadnie mocno obsadzony wyścig zyskał gwiazdę, która ostatecznie pokazała pozostałym kolarzom ich miejsce w szeregu. Najlepszym z „reszty świata” okazał się być tym razem Paul Magnier, który jednak nie żałuje porażki z kolarzem Alpecin-Deceuninck. Młody sprinter z Soudal Quick-Step jest wręcz dumny, że mógł powalczyć ze swoim idolem.

To naprawdę spełnienie marzeń, bo jestem jednym z największych fanów Mathieu. Jestem niezmiernie zadowolony z tego wyniku. Zawsze marzyłem o tym, żeby się z nim ścigać. Mathieu pokazał co to jest przyspieszenie w sprincie. Wiem do czego muszę dążyć jako kolarz

— przyznawał Paul Magnier.

Młody Francuz fantastycznie rozpoczął sezon 2025 ani razu nie schodząc z podium w pięciu dotychczasowych startach. 20-latek z Soudal Quick-Step zaczął rok od wygranej etapowej i 3. miejsca na 2. odcinku podczas Etoile de Bessèges, następnie był 2. w Figueira Champions Classic, 2. lokatę zajął także w ramach Omloop Nieuwsblad, a teraz przeciął linię mety na 2. pozycji podczas Ename Samyn Classic. Kolejnymi startami Francuza mają być Tirreno-Adriatico oraz Mediolan-San Remo.

Poprzedni artykułSepp Kuss będzie wspierać Jonasa Vingegaarda i Simona Yatesa podczas Volta a Catalunya
Następny artykułTadej Pogačar: „Mam nadzieję, że w sobotę znów będę mógł pokazać się w akcji”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
jasiek
jasiek

I ” z takimi nogami” nie jedziesz na Strade Bianche ? Czyżby strach przed konfrontacją z Tadejem?

Ricky
Ricky

Może po prostu nie chce ryzykować przed startem na Tireno? Wbrew temu, co sobie niektórzy roją, to Strade Biance, choć jest bardzo fajnym wyścigiem, to nie jest żadnym „szóstym monumentem” i ewentualna wygrana w nim nie musi być dla takiego MVdP aż tak cennym łupem.

Albert
Albert

Do tego Strade ma 3.716 metrów przewyższenia. Po prostu realna ocena możliwości w takim terenie.