Kolarstwo w Chinach czy ogólnie Azji to momentami bardzo ciekawe zjawisko. Choć są tam bez wątpienia ogromne pieniądze to nijak nie potrafią się one przełożyć na poziom sportowy. Czy zmieni to ostatni trend, jakim jest sprowadzanie do tamtejszych drużyn ex-worldtourowców? Czas pokaże, tymczasem na chińską przygodę wyrusza właśnie kolejny taki zawodnik – Simon Pellaud.
Gdyby zrobić sondę uliczną w jakimś kraju, gdzie kolarstwo jest niezwykle popularne i zadać pytanie „W jakich 3 krajach zarejestrowane jest najwięcej męskich szosowych drużyn UCI” to myślę, że poprawną odpowiedź udzieliłoby niezwykle mało osób. O ile bowiem w Belgię czy Włochy trafiłoby większość ankietowanych (po 16 drużyn), o tyle na mające w swoim państwie aż 15 ekip kontynentalnych Chiny zagłosowałoby zapewne niewiele osób. W Państwie Środka kolarstwo w ostatniej dekadzie było bowiem dość sterylne, a jeśli już sięgano po obcokrajowców to byli to głównie Uzbecy, Irańczycy, Ukraińcy czy Rumunii, to teraz to się mocno zmienia, a do tamtejszych ekip zaczynają nawet trafiać ex-worldtourowcy.
✍️ Good to see that Simon Pellaud (Tudor in 2024) is continuing his career in the saddle. He's going to 🇨🇳 Conti level team Li Ning Star for 2025, according to @Pelotonby.
(msg on legruppetto forum / @jauzy19)
— ammattipyöräily (@ammattipyoraily) December 15, 2024
Zanosi się na to, że chińskie Li Ning Star wybrał bowiem Simon Pellaud – w przeszłości kolarz m.in. IAM Cycling czy Trek – Segafredo. W nowym zespole 32-letni Szwajcar, który ostatnio dość obszernie opowiadał o tym jak ciężko się utrzymać na najwyższym poziomie i ile wyrzeczeń to wymaga, spotkać ma przechodzącego z Bingoal WB Alexandra Salby’iego, w innych ekipach zaś bywa jeszcze ciekawiej.
China Glory – Mentech Continental Cycling Team, najbardziej „eksportowa” chińska ekipa w tym roku sięgnęła po 3 ex-worldtourowców – Normana Vahtrę, Yevgeniya Gidicha i Igora Chzhana. W ostatnich latach ścigali się tam także m.in. Reinardt Janse van Rensburg, James Piccoli, Matteo Malucelli, Willie Smit czy Sean Bennett. Dodatkowo przez chiński peleton przewinęli się Benjamin Perry (Hainan Wuzhishan Cycling Team), Marc de Maar (Hengxiang Cycling Team) czy Omer Goldstein (Kung Cycling Team). Pomijam już fakt istnienia „tanich bander”, czyli ekip opartych de facto o Rosjan omijających w ten sposób przepisy UCI (więcej o tym w tym artykule), ale wydaje się, że to wszystko może przynieść ciekawy efekt – miejscowi zbierając doświadczenie od dobrze objeżdżonych zawodników z pewnością mogą wykonać spory krok do przodu ze swoim poziomem i kto wie, może kiedyś zacząć podbijać światowe szosy? Z pewnością jest to rozwiązanie z większym potencjałem niż te podejmowane historycznie – inwestowanie ogromnych środków w zachodnie ekipy by te zatrudniły chińskiego kolarza często kończyło się tym, że ci byli swoistymi „słupami” jeżdżącymi niewiele bądź nie nadążającymi za peletonem, z kolei wyłącznie nauka poprzez ściganie się z zachodnimi drużynami kończyła się tym, że np. Jakub Mareczko nazbierał 33 wygrane w Chinach nie zostawiając miejscowym kolarzom nic. Krok w stronę wspólnych treningów, ścigania się razem itd. przez Chińczyków mających za klubowych kolegów ex-worldtourowców wydaje się być zatem ciekawy, a czy coś przyniesie to pokaże nam czas.







