Szwajcar po rozbracie z Tudor Pro Cycling przeprowadził ciekawą rozmowę odnośnie realiów ścigania w World Tourze. Na łamach Le Matin opowiedział o rygorach dzisiejszego kolarstwa oraz o poświęceniach, jakich muszą dokonywać zawodowcy.
Simon Pellaud w trakcie swojej kariery zwiedził kilka zespołów z samej czołówki światowego peletonu. Mogliśmy go oglądać chociażby w barwach IAM Cycling, Trek – Segafredo czy do niedawna Tudor Pro Cycling. O swoim odejściu ze szwajcarskiej formacji mówi jednak głównie w ciepłych słowach, mimo małego zaskoczenia:
Trochę zabolała mnie wieść o tym, że nie przedłużono ze mną kontraktu, nie spodziewałem się tego. W tym samym momencie poczułem jednak, że zszedł ze mnie duży ciężar. Dalej czuję pewien niedosyt, ale pogodziłem się z moim losem. Co najważniejsze, zawsze byłem w dobrych stosunkach z Tudorem
– opowiada Simon Pellaud.
Ciekawszą częścią wywiadu jest jednak niewątpliwie uchylenie rąbka tajemnicy odnośnie realiów jakie aktualnie panują w światowym peletonie. Wzmożona profesjonalizacja drużyn to dobra rzecz dla dyscypliny, jednak fakt faktem, odbija się to mocno na samych zawodnikach:
World Tour przestał być moim marzeniem, odcinam to grubą kreską od reszty kolarstwa. Szczerze, zastanawiam się czy kolarstwo może przetrwać w takiej formie w jakiej istnieje. Poziom, tempo w jakim się ścigamy, ryzyko które podejmujemy… to szaleństwo. Codzienność na jaką się godzimy w elicie nie jest osobiście dla mnie. Wymaga się od nas tak wiele, że nie liczy się nic oprócz kolarstwa. Nowa generacja kolarzy dosłownie nie ma życia
– tłumaczy Szwajcar.
Trudno mówić o tak doświadczonym kolarzu jako mało ambitnym. Oczywiście, sport zawodowy wymaga wielu poświęceń, jednak kolarstwo od kilku lat przechodzi w tej kwestii zmiany w zaskakująco szybkim tempie. Kilku zawodników wypowiadało się już o intensywności world-tourowego kalendarza, ba, nawet wśród młodych zawodników znajdują się już przypadki przedwczesnych zakończeń kariery z uwagi na trudy życia dzisiejszego kolarza. Co do samego Simona, nie zamierza on jednak kończyć kariery:
Wciąż mam przed sobą kilka lat dobrego ścigania
– skwitował Simon Pellaud.








To gdzie on wkońcu jeździ?