fot. By Agence de presse Meurisse - This file comes from Gallica Digital Library and is available under the digital ID btv1b90249696, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=33932993

1 listopada to data, kiedy wspominamy tych, których już z nami nie ma. Jedną z takich postaci jest bez wątpienia Henri Desgrange – pomysłodawca i pierwszy dyrektor Tour de France, którego pomysły na zawsze odmieniły kolarstwo.

31 stycznia 1865 roku w Paryżu na świat przyszedł Henri Desgrange. Francuz za młodu nie mógł narzekać na swoją pozycję – jego rodzice byli dość majętni, a on sam po zakończeniu edukacji pracował jako w kancelarii prawnej. Jedna z legend na jego temat głosi jednak, że został stamtąd zwolniony za to, że jeździł rowerem do pracy lub za to, że odsłaniał zarys łydek w obcisłych skarpetkach podczas jazdy.

Właśnie – jazdy. Henri Desgrange był nie tylko prawnikiem (choć nie ma 100% pewności, że posiadał kwalifikacje w tym zawodzie, a nie jednym z pokrewnych), ale i kolarzem. Został m.in. mistrzem Francji w wyścigu szosowym, ale z racji na brak wiary w popularność tej odmiany sportu skupił się z czasem wyłącznie na kolarstwie torowym, gdzie m.in. pobił rekord świata w jeździe godzinnej – 11 maja 1893 roku przejechał 35,325 km na welodromie Buffalo w Paryżu.

Francuz miał jednak ciągoty nie tylko do ścigania, ale i pisania – w 1894 roku napisał własną książkę „La tête et les jambes„, w której zamieścił przemyślenia pokroju tego, że ambitny kolarz bardziej potrzebuje pary niepranych skarpetek niż kobiety. Kolejne książki powstawały jedna po drugiej, a dobrze sytuowany Henri Desgrange otrzymywał lukratywne stanowiska – w 1897 roku został dyrektorem toru kolarskiego Parc des Princes, a następnie w grudniu 1903 roku pierwszego zadaszonego toru kolarskiego we Francji, Vélodrome d’Hiver, w pobliżu Wieży Eiffla.

Równolegle do tej działalności Henri Desgrange rozwijał się także pisarsko – nie tylko w formie książek, ale może i przede wszystkim dziennikarstwa. Francuz przyczynił się do powstania w 1900 roku L’Auto-Vélo, konkurencji dla Le Vélo, która z czasem była przemianowana na L’Auto, a następnie znane dziś na całym świecie L’Equipe.

Własny wyścig

Dotychczasowy, być może przydługi zarys historyczny miał na celu jedno – pokazać jak znaną i wpływową postacią był Henri Desgrange. To właśnie pozwoliło Francuzowi na podejmowanie coraz śmielszych decyzji, a jedną z nich bez wątpienia było ogłoszenie 19 stycznia 1903 roku na łamach L’Auto wyścigu, jakiego ówczesny świat nie widział – Tour de France. Kolarstwo pod koniec XIX i na początku XX wieku opierało się o wyścigi jednodniowe, czy też może bardziej pasowałoby jednoetapowe – między startem i metą nie przewidywano żadnych przerw. Henri Desgrange miał tymczasem inny pomysł i tak oto 1 lipca grupa śmiałków ruszyła na trasę zmagań, których ten został dyrektorem. 6-etapowy, acz z przerwami trwający aż 18 dni wyścig okazał się być genialną promocją dla Le Vélo, którego nakład wzrósł o około 250%.

Henri Desgrange w kolejnych latach starał się stawiać na coraz to nowe rozwiązania, a przy okazji nie bał się konfliktów – ten pierwszy toczył on z krajową federacją kolarską, która nakładała na zawodników kary, a te były niebagatelne. Wystarczy wspomnieć, że za korzystanie z pociągu zdyskwalifikowana została pierwsza czwórka drugiej edycji wyścigu, nie szczędzono też kar finansowych. Francuz uważał tymczasem, że wymierzanie tego typu kar powinno leżeć po stronie organizatora.

Niezwykle trudno jest ustalić, czy surowe kary nałożone przez UVF [federację] na czołowych zawodników były motywowane faktycznymi powodami, skoro zatajono przed nami dokumenty, na podstawie których te zostały nałożone. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że opinia publiczna zażąda od federacji wyjaśnień. Jesteśmy przekonani, że komisja sportowa dawała kary słusznie, z głębi duszy i sumienia, a sumienie to jest całkowicie czyste. Uważam jednak… Uważam, że popełniło wielki błąd sankcjonując w ten sposób wyścig o skali Tour de France.

„Skala Tour de France” użyte po ledwie drugiej edycji wskazuje, że wyścig od początku cieszył się dużą popularnością, bądź też co równie prawdopodobne, Henri Desgrange jako sprawny dziennikarz starał się budować kreację, że jego impreza jest już tak ważna. Niezależnie od tego jak dokładnie było widać, że jego działania przyniosły skutek, a dziś Wielka Pętla jest najważniejszym wyścigiem wieloetapowym na świecie. Było jednak blisko by w następstwie tamtego konfliktu zmagania te upadły równie szybko co powstały.

Tour de France jest skończony, a druga edycja, obawiam się, będzie również ostatnią. Umarł z powodu swojego sukcesu, emocji, które wyzwolił, nadużyć i brudnych zagrywek… Dlatego też pozostawimy innym podjęcie ryzyka podjęcia przygody na skalę Tour de France

— pisał jeszcze w tym samym roku Henri Desgrange wściekły na to, że kolarze oszukiwali na trasie, a osoby, na które nie ma on wpływu mogą podejmować ważne decyzje dla losów Tour de France.

Henri Desgrange szybko zmienił jednak zdanie i był dyrektorem Tour de France przez kolejne przeszło trzy dekady – aż do II Wojny Światowej. To był jego wyścig, z zasadami, które opracował i które ściśle egzekwował – chociażby francuski faworyt Henri Pélissier zrezygnował z dalszej jazdy w 1920 roku po tym, jak Henri Desgrange ukarał go dwiema minutami za pozostawienie przebitej opony na poboczu drogi. Takich zasad było zdecydowanie więcej, a Francuz rządził swoim wyścigiem twardą ręką nie pozwalając na ustępstwa. Był zresztą taki nie tylko jako dyrektor wyścigu, ale i w życiu prywatnym.

Henri Desgrange narzucił sobie codzienną rutynę opierającą się o ćwiczenia fizyczne. Musiały one wymagać, zgodnie z jego drakońskimi teoriami, gwałtownego wysiłku, długotrwałego, powtarzanego, czasami aż do bólu i wymagającego wytrwałości. Cierp i poć się! Co najmniej trzy razy w tygodniu biegał nigdy nie omijając wzgórza Jardies, stromego zbocza w centrum parku, z którego korzystali tylko zaprawieni w bojach biegacze

— mówił o bohaterze tego tekstu Jacques Goddet.

Dla Henriego Desgrange’a Tour de France to nie był tylko wyścig czy promocja Le Vélo – to było także narzędzie swoistej inżynierii społecznej, wpływania na masy by te podziwiały sportowców i same chciały ich naśladować. To właśnie dlatego na trasie Tour de France z biegiem lat pojawiały się coraz bardziej mordercze wspinaczki – już w 1910 roku na trasie po raz pierwszy pojawił się etap typowo górski, a po zobaczeniu go głośno protestował niemal cały peleton. Brutalna trasa liczyła 300 kilometrów i miała 6 tysięcy metrów przewyższenia prowadząc przez pięć przełęczy górskich od Bagnères de Luchon do Bayonne i wzbudzają lęk nawet najlepszych kolarzy tamtych czasów. Nie inaczej było zresztą np. po I Wojnie Światowej, kiedy to po 5 latach przerwy wyścig powrócił w jeszcze cięższej formie niż kiedykolwiek – trasa liczyła sobie wówczas 5560 kilometrów, czyli najwięcej w historii Wielkiej Pętli, a zawodnicy musieli sobie poradzić sobie z całą gamą legendarnych podjazdów – Tourmalet, Aspin, Galibier czy Puymorens. Więcej o tamtej edycji przeczytają Państwo w tym tekście jej poświęconym.

Henri Desgrange rządził tymczasem Tour de France niemal do II Wojny Światowej – niemal, albowiem w 1936 roku przeszedł operację prostaty. Lekarze odradzali mu wówczas obecność na Tour de France ze względu na konieczność odbycia jeszcze drugiego zabiegu, ale Francuz jedynie nakazał, aby jego samochód był mocno wypełniony poduszkami, a lekarz miał jechać obok niego by monitorować stan zdrowia dyrektora. Wstrząsy i powtarzające się przyspieszanie i zwalnianie okazały się zbyt trudne dla zdrowia Desgrange’a i już drugiego dnia Touru ten opuścił wyścig udając się na zasłużony odpoczynek. Na szczęście tamten epizod nie wpłynął na powikłania, acz 4 lata później (16 sierpnia 1940 roku), w wieku 75 lat Desgrange zmarł w domu nad Morzem Śródziemnym.

Najbardziej znany pomnik upamiętniający postać Henriego Desgrange’a – twórcy i wieloletniego dyrektora Tour de France znajduje się nieopodal południowego wylotu tunelu pod przełęczą Galibier.

Poprzedni artykułPrzełajowe emocje we Wszystkich Świętych — startuje X²O Barkamers Trofee 2024/25
Następny artykułZaduszki w Pruszkowie. Jutro wznowienie obrad Walnego Zgromadzenia PZKol
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze