Podczas gdy kolarska Polska płakała ze szczęścia wraz z Katarzyną Niewiadomą to Demi Vollering, druga kolarka tegorocznego Tour de France Femmes, była daleka od radości. Choć Holenderka wygrała królewski etap z metą na Alpe d’Huez i zajęła 2. miejsce w całym wyścigu to było po niej widać, że niesamowicie mocno przeżywa porażkę – w końcu przyjechała do Francji jako obrończyni tytułu.
Sport ma to do siebie, że na mecie, poza wyjątkowymi sytuacjami, jest tylko jeden zwycięzca. Pozostali muszą obejść się smakiem i choć niektórzy z góry wiedzą, że wygrana jest poza ich zasięgiem, to jednak inni wierzą w nią do samego końca. Do tej drugiej grupy z pewnością należała Demi Vollering, która przypuściła w niedzielę fantastyczną szarżę by odrobić straty poniesione na 5. etapie.
W tej chwili jest mi bardzo smutno, że przegrałam Tour de France o zaledwie 4 sekundy. Zwłaszcza mając świadomość, że żółta koszulka była na moich ramionach przed tym głupim upadkiem na 5. etapie. Straciłam tam wszystko… Świadomość, że mój występ na ostatnim etapie nie był wystarczający, jest niezwykle bolesna. Walczyłam dziś nie tylko z rywalkami, ale i kontuzją pleców, która ciągnie się za mną od tamtej kraksy. Gdyby nie ten uraz, powinnam była wygrać klasyfikację generalną. Bardzo cierpiałam. Już na Glandon czułam ból i próbowałam się jakoś rozciągnąć. Nie udało mi się. Następnie stoczyłam wielką walkę z samą sobą na Alpe d’Huez
— mówiła Demi Vollering.
Holenderka, której kolejne słowa przychodziły z wielkim trudem nie tylko z powodu bólu, ale i rozgoryczenia porażką, wspomniała także, że walka na Alpe d’Huez była dla niej czymś szczególnym. 27-latka z Team SD Worx – Protime ścigała się na podjeździe, na którym jej rodacy zbierają środki na walkę z rakiem. W tym roku akcja „Alpe d’Huzes” polegała na tym, że Holendrzy pokonywali legendarną wspinaczkę na rowerach, biegiem lub marszem, a w tym roku z opłat startowych oraz donacji udało się zebrać w sumie ponad 18 milionów euro.
To była wielka bitwa między mną a Alpe d’Huez. Jestem dumna z tego, co pokazałam, ponieważ wielu Holendrów konkuruje z tą górą, aby zebrać pieniądze na fundację onkologiczną walczącą z rakiem. Podziwiam tych ludzi i mam nadzieję, że mogłam ich zainspirować. Oni walczą tutaj dla dobrej sprawy. Myśl o nich nie pozwoliła mi się poddać. Dałam z siebie 100 procent, ale to nie wystarczyło. Niestety taka jest jazda na rowerze, że czasem wygrywasz, a czasem przegrywasz. Oczywiście w mojej głowie pojawia się mnóstwo pytań „co by było, gdyby”. Szkoda, że w dolinie u stóp Alpe d’Huez pogoń w grupie Niewiadomej była liczniejsza i jechały pełną parą. Byłam na czele tylko z Paulieną Rooijakkers, ale ona nie chciała dawać zmian. Walczyłam sama z wiatrem. To mogło mnie kosztować wszystko…
— kontynuowała Demi Vollering.
W tym samym czasie na drugim biegunie była nie tylko Katarzyna Niewiadoma, ale i całe środowisko Canyon//SRAM Racing. Gdy Holenderka przez sporą część rywalizacji wirtualnie wygrywała cały wyścig w aucie niemieckiej ekipy panował grobowy nastrój. Gdy jednak Polka z wydatną pomocą m.in. Lucindy Brand (Lidl-Trek) zaczęła zmniejszać straty u Holenderki pojawił się niepokój, zaś w aucie technicznym Polki wielka nadzieja. Jechał tam m.in. legendarny sprinter Erik Zabel, który wspierał podczas Tour de France Femmes Adama Szabo – dyrektora sportowego Canyon//SRAM Racing. Niemiec opowiedział o tym jaki wielkie emocje nim szargały w wozie.
Postarzałem się o dobre 10 lat na dzisiejszym etapie. Raz byłem pewien, że damy radę, chwilę później myślałem, że już się nie uda. Podobno głośno krzyczeliśmy. Kasia kazała nam się zamknąć 10 kilometrów przed metą. Powiedzieliśmy jej, żeby znalazła swój rytm, jechała swoje, żeby nie przeszarżowała. 4 kilometry przed metą i tak krzyczeliśmy, żeby jechała wszystko co ma. Cieszę się, że Kasia nie jest znowu trzecia
— opowiadał Erik Zabel.
Wszystko o 3. Tour de France Femmes avec Zwift:










Oj nie ładnie. Przegrywać też trzeba umieć. A tu wybitny brak klasy. Zero empatii.
@rafał Ale gdzie tu widzisz brak klasy? Miała udawać, że się cieszy, skoro jak widać traktuje to 2 miejsce jako porażkę? I co to ma wspólnego z empatią bądź jej brakiem? Chyba nie oczekujesz, że będzie się cieszyć dlatego, że wygrała K. Niewiadoma :)?
Gdyby…, gdyby…, gdyby… Pani Vollering powinna wiedzieć że kolarka generująca waty o klasę wyżej od pozostałych zawodniczek nie zawsze wygrywa.
Kasia Niewiadoma też wiele razy przegrywała z różnych powodów często bywając najsilniejszą lub jedną z najsilniejszych.
Przez lata ekspres Boels Dolmans / SD Worx, z kilkoma kolarkami na poziomie Kasi, wykorzystywał swoją przewagę liczebną, był na Kasię szczególnie wyczulony i nie dawał jej odjechać.
Tutaj nie pojechała Lotte Kopecky i przy bardziej równej walce drużyn (choć i tak SD Worx miała najsilniejszy skład) też widać tego efekt.
Jest dokładnie tak jak pisze Marian. Volering rozpatruje zajęcie drugiego miejsca przez pryzmat upadku i straty dwóch minut. Czemu nie wspomina, że jeździ w najmocniejszej ekipie w damskim peletonie?
Vollering odczuwa fizycznie i w przenośni „ból dudy”.
Nie rozumiem przedmówców. Przyjechała jako lider, broniła tytulu i miała przewagę. Na każdym etapie nadrabiala i widac że była najlepsza. O jej przegranej zdecydował pech i może być rozgoryczona. Nic nie mówi o żalu do innych zawodnikow tylko o swoich (i innych na Niej ciazacych) oczekiwaniach – to jest klasa. Jeszcze Ją zobaczymy – póki co świętujmy wygraną Niewiadomej, brawo!!!
@pepe – może i mocny, ale cały zespół ją opuścił przy kraksie, to jest nie do pomyślenia. Oczekujr dużych zmian w drużynie, bo Zespół solistów właśnie tak będzie kończył.
@Parvusel
Duże zmiany w drużynie pewno będą, bo sama Volering ma zmieniać team (https://naszosie.pl/2024/04/16/media-demi-vollering-blisko-fdj-suez/) i może dlatego mieli ją w d…, bo w to tłumaczenie, że radio nie działało to chyba nikt nie wierzy.
Piąty etap był dziwny. Dziewczyny się poskładały – zdarza się. Nie pamiętam już czy Niewiadomą była przed tą kraksą czy ją ominęła. Tak czy siak Vollering została bez pomocy swoich koleżanek z drużyny, sama goniła tych co odjechali. Nieczęsty to widok aby lider nie miał wsparcia.
A skoro już o wsparciu mowa, niech Demi też troszkę szerzej spojrzy, większość wyścigów jakoś tak plus/minus od połowy Kasia kończy sama. Ona nie ma takich mocnych koleżanek. Tym bardziej uznania dla Kasi. Brawo za waleczność!!!
Demi Vollering w pogoni była wspierana przez Mischę Bredewold, natomiast z przodu po etapową wygraną jechała Blanka Vas wspierana przez Lorenę Wiebes. Ta ostatnia przyznawała, że gdyby poczekała na Demi to i tak jej zmiana trwałaby góra 2 kilometry, bo na podjeździe byłaby po prostu za wolna.
2km na kole Bredewold = 4sek? 😉
PS – przepraszam, miało być „na kole Wiebes” 😉
@Jakub Jarosz Na jakim podjeździe? Poza lekkim wzniesieniem na finiszu końcówka etapu była płaska. A kamery pokazywały, że to bardziej Vollering ciągnie Bredewold niż odwrotnie.
Do macieksatan
Wtedy etapu nie wygrywa Vas tylko Kaśka… +4s
Na 1200 metrów przed metą Katarzyna Niewiadoma musi rozpocząć samotną pracę, bo podjazd eliminuje z pogoni Chloe Dygert. Mniej więcej w tym samym miejscu Demi Vollering zostawia także Mischę Bredewold oraz jadące z nią kolarki. To, że nie była to wielka góra nie zmienia faktu, że w tym miejscu każda pomocniczka zostałaby odczepiona przez Demi.
@Jakub Jarosz Tyle że wcześniej przez ponad pięć kilometrów płaskiego terenu Vollering jechała albo sama, albo (przez chwilę) z lichą pomocą Bredewold. Gdyby na tym odcinku dołączyły Wiebes i Vas, to strata po kraksie byłaby co najwyżej symboliczna. Albo kierownictwo zespołu pogubiło się w priorytetach, albo zawodniczki wykazały niesubordynację – team spirit pełną gębą. Zresztą nie zdziwiłbym się, gdyby zadziałała tu jakaś osobista niechęć koleżanek do Demi.
Lorena Wiebes przyznała, że informację o kraksie Vollering dostała na słuchawkę na niespełna 5 kilometrów przed metą z adnotacją, że jest tam Bredewold. Tłumaczenie było takie, że zanim by się dała dogonić to do mety byłoby jeszcze bliżej, więc realna zmiana trwałaby rzeczywiście 2 kilometry. Czy to prawda? Tego nie dowiemy się nigdy, aczkolwiek nie uważam by była to aż tak gigantyczna strata + zgarnięto etap i zabrano bonifikatę Kasi. 😉
Do Jose Jimenez.
Vas niech sobie wygrywa etap.
Wiebes zostaje, ciśnie 2km „w trupa” i odrabia 4sek które Demi traci finalnie w generalce.
Team wygrywa etap i już po fakcie, wiemy że również GC.
Witam
to do Mariana
napisałeś bardzo dobrze a można jeszcze dużo więcej opisać jak woziły się na wielu wyścigach i przez wiele lat na kole Niewiadomej a tuż przed metą wyprzedzały nasza WSPANIAŁA
KASIE ! MOŻNA NAPISAĆ, CWANIARY TO WYKORZYSTYWAŁY !
BRAWO KASIU, BRAWO !
andrzej