stanisław aniołkowski
naszosie.pl

Paryż kojarzy się kolarskim kibicom głównie ze względu na finisz Tour de France na Polach Elizejckich. Tradycyjnie walczą tu sprinterzy, a słynny etap często jest określany mianem mistrzostw świata dla zawodników tej specjalizacji. Dziś wielkie kolarstwo wróciło do Paryża, jednak tym razem sprinterzy będą mieli zdecydowanie trudne zadanie. 

Przed rokiem organizatorzy igrzysk olimpijskich w Paryżu ucięli spekulacje dotyczące trasy wyścigów ze startu wspólnego. Ogłosili, że finisz o złoto nie rozstrzygnie się na Polach Elizejskich, a przy Wieży Eiffla − ledwie dwa kilometry dalej, również na płaskiej szosie. Projektanci trasy zadbali jednak o utrudnienia, prowadząc ją przez wiele pagórków, w tym monumentalne wzgórze Montmartre, kluczowe dla przebiegu rywalizacji.

Większość selekcjonerów zdecydowała się na wybór klasykowców, ale są też zespoły, mające w swoich szeregach sprinterów. Jedną z takich reprezentacji jest Polska, w barwach której do wyścigu wystartował Stanisław Aniołkowski. Kolarza Cofidisu nie trzeba przedstawiać, a swoją szybkość udowodnił między innymi zajmując drugie miejsce na jednym z etapów Giro d’Italia.

Polak jest wytrzymałym sprinterem i wielokrotnie pokazał, że pagórki nie są mu straszne. Większość zawodników z grona sprinterów, którzy znaleźli się na starcie, również można określić tym mianem. Poniekąd wyłamują się Elia Viviani, Gleb Syritsa, Itamar Einhorn czy Georgios Bouglas, jednak ciężko sobie wyobrazić, by powalczyli oni o cokolwiek więcej niż ukończenie wyścigu.

Chrapkę na sukces mogą mieć natomiast światowe gwiazdy dysponujące świetną dynamiką i umiejętnością przetrwania podjazdów. Do takich kolarzy należy Biniam Girmay, liczący na kolejny sukces na francuskich szosach po zdobyciu zielonej koszulki w Tour de France.

Mianem sprintera można określić także Marsa Pedersena, choć jest to zawodnik, który nie daje się zaszufladkować, regularnie walcząc o wygrane w klasykach. Na finisz z niewielkiej grupy może liczyć także mistrz Europy Christophe Laporte, Wout van Aert którego ciężko jednak nazwać sprinterem. Wśród kolarzy z drugiego szeregu można wymienić także Lukę Mezgeca i, również Lukę, Mozzato.

Jaki los czeka sprinterów podczas dzisiejszego wyścigu? Niestety, i w tym przypadku należy użyć wytrychu w postaci zwrotu „to zależy”. 273-kilometrowa trasa jest naprawdę wymagająca, a podjazdy na wzgórzu Montmartre będą zachęcały zawodników do ataku. W peletonie są kolarze, którym będzie zależało na przerzedzeniu stawki − Mathieu van der Poel i Remco Evenepoel to zawodnicy, którzy najchętniej pozbyliby się sprinterów z peletonu.

Ostatnia faza dzisiejszego wyścigu z pewnością będzie bardzo ofensywna, obfitująca w akcje, w które również będą zabierać się wytrzymali sprinterzy. Ich celem będzie utrzymanie się na kole na wznoszącej się, brukowanej ulicy i wytrzymać tempo klasykowców do płaskiego odcinka, wieńczącego długą rywalizację. Z polskiej perspektywy właśnie taki scenariusz byłby dla nas idealny.

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułJungels i Langellotti w INEOS Grenadiers
Następny artykułKorespondencja z Paryża: Pechowy jak polski kolarz
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Andrzej
Andrzej

Wydaje mi się, że wspomniany kolarz, którego ciężko jednak nazwać sprinterem nazywa się Wout van Aert, a nie Wout van Bert.