fot. UCI

Przez kilka dni start Mateusza Rudyka w igrzyskach olimpijskich był zagrożony z powodu wykrycia insuliny w jego organizmie. Powodem tymczasowego zawieszenia kolarza, który od kilkunastu lat choruje na cukrzycę, był brak certyfikatu TUE, umożliwiającego przyjmowanie leków w określonych sytuacjach. Między innymi dzięki interwencji doktora Roberta Pietruszyńskiego, lekarza kolarskiej kadry na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, Mateusz Rudyk został skreślony z listy UCI i będzie mógł przystąpić do zawodów. 

W dzień rozpoczęcia igrzysk olimpijskich do mediów przedostała się informacja o tymczasowym zawieszeniu Mateusza Rudyka. Polski zawodnik jest jedynym Biało-Czerwonym, który w Paryżu miał wystartować w torowych konkurencjach sprinterskich. Powodem zawieszenia było wykrycie insuliny w organizmie Polaka podczas czerwcowych zawodów w niemieckim Chociebużu. Tyle że Mateusz Rudyk od dziecka choruje na cukrzycę, przez co codziennie musi przyjmować zakazaną przepisami Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA).

Sportowcom przyjmującym leki na pomoc przychodzi certyfikat TUE, którego w przypadku Mateusza Rudyka zabrakło.

− Bardzo dziwna sytuacja, problem proceduralny. Jak się patrzy odgórnie, można powiedzieć, że Mateusz został zawieszony z powodów dopingowych. W czerwcu na wyścigu wykryto u niego substancję niedozwoloną, jaką jest insulina, aspartam insuliny, który jest zabroniony w sporcie. Mateusz od 12. roku życia, co nie jest tajemnicą, choruje na cukrzycę typu pierwszego i od początku przyjmuje insulinę w pompie insulinowej. Pomagałem Mateuszowi w uzyskaniu certyfikatu TUE (Therapeutic Use Exemption) − jest to standardowa procedura w takim przypadku. Mateusz uzyskał taki certyfikat w 2013 roku na 4 lata od Polskiej Agencji Antydopingowej

− wyjaśniał nam Robert Pietruszyński, lekarz kadry kolarskiej na igrzyskach olimpijskich w Paryżu.

− Następnie przypomniano sobie o tym, że jest chory na insulinę i nie ma certyfikatu przed igrzyskami w Tokio. 3 lata temu również Mateusz wystąpił o certyfikat TUE, który także przyznano mu przed igrzyskami. Generalnie takie certyfikaty w przypadku choroby na dzień dzisiejszy nieuleczalnej uzyskuje się na dłuższy okres albo przewlekle. Mateusz, można powiedzieć, nie spojrzał na ten dokument, a on, co dziwne, był przyznany tylko na rok. W związku z tym wystąpiliśmy o tak zwane TUE retroaktywne, które po dwóch dniach uzyskał i od 24 lipca bieżącego roku uzyskał już trzeci certyfikat TUE w swoim życiu na chorobę przewlekłą na 10 lat. Jest to jednak procedura skomplikowana administracyjnie

− dodał.

W procedurę zaangażowane były Międzynarodowa Unia Kolarska, WADA, a także jej narzędzie wykonawcze, czyli ITA − Międzynarodowa Agencja Testowa. Między innymi z tego powodu sytuacja była tak zawiła, a nazwisko Mateusza Rudyka − mimo że uzyskał certyfikat TUE − jeszcze do wtorku widniało na liście tymczasowo zawieszonych kolarzy.

− Po uzyskaniu stosownego certyfikatu, wewnętrzne wnioski zostały przesłane do WADA, WADA przesłała do UCI i trwało to kilka dni. W związku z tym był stres, ale − tak jak napisałem w oficjalnym stanowisku lekarskim − to od początku nie był żaden problem medyczny. Jest to troszeczkę nieuczciwe, że pisze się, że Mateusz ma problem z dopingiem. To zbyt duże uproszczenie. W sporcie wyczynowym na tym poziomie pracujemy na paszportach biologicznych, jest totalna indywidualizacja. Jak można powiedzieć, że człowiek chory na cukrzycę ma problem z dopingiem, bo zażywa insulinę? Zbyt duże uproszczenie jest moim zdaniem niedopuszczalne. Na dzień dzisiejszy Mateuszowi cofnięto zakaz udziału i jutro przylatuje na igrzyska olimpijskie. Trzymamy za niego kciuki i wierzę, że wywalczy dobry wynik

− tłumaczył Robert Pietruszyński.

Jednocześnie lekarz polskiej kadry wskazuje, że choć brak certyfikatu był zaniedbaniem, to brakuje obecnie mechanizmów, które pozwoliłyby na przypomnienie zawodnikowi o upływającym terminie certyfikatu TUE.

– Procedury bardzo ewoluują i lekarz, ani nikt inny, nie ma do nich dostępów. To zawodnik za nie odpowiada. To jest tak, jak człowiek, który ma nieaktualny przegląd samochodowy. Nie ma niestety w tej chwili mechanizmów przypominania (o upływającym terminie certyfikatu), będziemy składali wnioski, żeby dopracować te procedury. Niestety na dziś WADA i inne organizacje mają co prawda swój element edukacyjny, ale nie ma elementu zabezpieczającego zawodnika przed takimi trudnościami proceduralnymi. Jest bardzo rozbudowana administracja, ale nie ma mechanizmu, który pozwoliłby zawodnikowi uniknąć takiego problemu technicznego. TUE retroaktywne jest standardową procedurą i nie wierzę, że zawodnik mógłby być ukarany, ale dziś z powodów administracyjnych wystarczy, że ktoś nie wykona w odpowiednim czasie danej procedury i można w tym momencie człowiekowi zrobić krzywdę. Upraszczając procedurę można powiedzieć, że wina jest po stronie zawodnika i związku sportowego. Cieszmy się, że Mateusz ma przyznany certyfikat na 10 lat

– mówił Robert Pietruszyński.

Biorąc pod uwagę brak ważnego certyfikatu TUE w ostatnim czasie można jednak zadać pytanie, w jaki sposób insulina została wykryta w organizmie Mateusza Rudyka dopiero podczas czerwcowych zawodów, mimo że wcześniej wielokrotnie zajmował miejsca na podium?

– Nie na każdych imprezach badane są wszystkie substancje, stąd nieraz ktoś może zadać sobie pytanie dlaczego tak się stało. Najważniejsze, że nie ma to nic wspólnego z dopingiem. Procedury zostały dopełnione. Ja pracując wiele lat w sporcie wyczynowym, będąc lekarzem grupy zawodowej miałem dostęp do ADAMS-a. W chwili obecnej nikt poza zawodnikiem nie ma do niego dostępu i nie jest to wszystko takie proste, bo nie wszystkie elementy pomocowe działają. Nieraz nie jest też łatwo wypełnić wszystkie rubryki i dokonać zmian. Na szczęście nam się to udało, klasyczną metodą, ponieważ aplikacja ADAMS-a służąca do uzyskiwania certyfikatu TUE po prostu nie działała

– zakończył lekarz polskiej reprezentacji.

Teraz, nie martwiąc się o sprawy proceduralne, Mateusz Rudyk może spokojnie przygotowywać się do swoich startów w sprincie i keirinie, które odbędą się w przyszłym tygodniu.

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk 

Poprzedni artykułSimon Yates pierwszy raz w karierze zmienia barwy klubowe
Następny artykułAccent Cyclone Disc Ultegra Di2 – szosa aero projektowana w Polsce
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcin
Marcin

Wina Stosza….

Bart9
Bart9

Jako diabetyk (cukrzyk) dla mnie ta sytuacja jest kuriozalna… Bez insuliny umiera się w około 6 miesięcy, więc to trochę śmieszne że ktos w ogóle pisze o dopingu. Pan Mateusz to super zawodnik i człowiek, rozmawiałem z nim osobiście. Powodzenia!!