Kolarstwo szosowe po tygodniu przerwy znów znajdzie się w centrum zainteresowania osób śledzących igrzyska olimpijskie w Paryżu. Z widowiskową, naszpikowaną podjazdami trasą zmierzy się niewielki peleton, co będzie pewnego rodzaju odskocznią od schematycznych wyścigów pełnymi, 7- lub 8-osobowymi składami. Zawodników będzie mało, poszczególne ekipy niewielkie, ale emocje i stawka − najwyższe. Gra będzie toczyła się o olimpijskie złoto i sportową nieśmiertelność!
Wszystkie igrzyska olimpijskie są wyjątkowe, ale przy okazji tych w Paryżu należy zwrócić również uwagę na scenerię, w jakiej rozgrywane są rozmaite dyscypliny. Organizatorzy zadbali o to, by kolarze i kolarki nie poczuli się gorzej, wytyczając malowniczą trasę, zwieńczoną trudną, ale piękną dla kibica rundą ze wzgórzem Montmartre. Więcej o wyścigu pod tym kątem można przeczytać −> tutaj. Najwyższa pora, by skupić się na faworytach, a tych będzie wielu.
Każda impreza mistrzowska w kolarstwie jest specyficzna. Zawodnicy przystępują do nich na różnych warunkach. W przypadku krajowych czempionatów nierzadko mamy do czynienia z osamotnionymi gwiazdami stawiającymi czoła licznym zespołom kontynentalnym. Liczebność reprezentacji narodowych w mistrzostwach świata czy Europy jest nieco bardziej wyrównana, jednak różnica dwóch czy trzech zawodników, w połączeniu z brakiem łączności radiowej, specyfiką i prestiżem wyścigu sprawia, że są to imprezy wyjątkowe.
Jeszcze inaczej będzie w przypadku igrzysk olimpijskich w Paryżu. Takiego wyścigu jeszcze nie było i wcale nie chodzi o to, że jest rozgrywany raz na cztery lata (teraz akurat raz na trzy). Francuskie igrzyska są pierwszymi, w których liczba startujących kobiet i mężczyzn jest równa, co dotyczy także szosy i kolarskiego peletonu.
Znajdzie się w nim 90 osób, co jest liczbą śmiesznie małą w porównaniu do tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Stawia to również pewne ograniczenia pod kątem liczebności drużyn − maksymalnie w wyścigu wystartuje 4 zawodników z tego samego kraju. Taka liczba nie pozwoli na kontrolowanie zmagań, co będzie prowokowało ataki. Kilkudziesięciu kolarzy będzie walczyło o to, by znaleźć się w kluczowej akcji, a losy jej powodzenia będą uzależnione od układu zawodników, którzy się w nią zabrali.
W przypadku obecności kilku reprezentantów największych nacji, może okazać się, że tego rodzaju odjazd − nawet z popularnymi drugimi nożami − okaże się zwycięski. Należy więc zwracać uwagę na faworytów, największe nazwiska, ale także ich kolegów z drużyny, których również nie można skreślać. Tym bardziej, że wielu z nich również jest kolarzami wybitnymi.
− Wyścig może być trochę nietypowy, bo 90 kolarzy na starcie jest ewenementem na skalę światową. Przeważnie na dużych wyścigach ta liczba zawodników wynosi 160-170. Już pod tym względem będzie trochę inaczej. Do tego kilkudziesięciu zawodników, którzy na co dzień nie mają styczności z europejskim kolarstwem na światowym poziomie. Wyścig na pewno będzie otwarty, mogą być jakieś niespodzianki. Umiejętności taktyczne zawodnika mogą decydować, trochę też szczęście. Wszystkie te czynniki mogą się złożyć na to, że zawodnik pojedzie dobry wyścig. To będzie trochę inne ściganie, niż to, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, ale przez to będzie ciekawie
− mówił Tomasz Brożyna, selekcjoner reprezentacji Polski.
Zawodników mających szansę na wygraną można by wymieniać naprawdę długo, bowiem w kilkudziesięciu przypadkach da się wyobrazić scenariusz, w którym dany kolarz może sięgnąć po zwycięstwo bądź przynajmniej zdobyć medal. Są jednak nazwiska, których nie można ominąć, a na ich czele stoi Remco Evenepoel, który jedno złoto w Paryżu już zdobył.
Zmotywowany Belg jest w stanie poradzić sobie na pagórkowatej trasie, jednak z pewnością będzie zawodnikiem, którego cała reszta stawki nie będzie chciała spuścić z oka. Swoją szansę mogą tu zwietrzyć brązowy medalista czasówki Wout van Aert, imponujący formą pod koniec Tour de France Jasper Stuyven czy wszechstronny Tiesj Benoot. Każdy z nich dobrze wie, że jutro może zostać mistrzem olimpijskim.
Z taką samą myślą na starcie pod Wieżą Eiffla stanie Mathieu van der Poel, który − choć w Tour de France nie błyszczał − także jest jednym z głównych faworytów. Dla „Latającego Holendra” taka trasa to marzenie, a wspinając się pod wzgórze Montmartre będzie mógł przypomnieć sobie swoje dni chwały w Ronde van Vlaanderen, gdzie na brukowanych wspinaczkach odjeżdżał rywalom. W odwodzie Holender ma Dylana van Baarle, także znakomitego klasykowca, oraz Daana Hoole. Pomimo że to Oranje mają w swoich szeregach najsilniejszego, na papierze, zawodnika na tę trasę, nie będą oni odpowiedzialni za kontrolę sytuacji. Zwyczajnie zabraknie im do tego ludzi.
To, w jaki sposób będzie przebiegał wyścig, zależy między innymi od jazdy Evenepoela i Van der Poela, ale również innych wielkich reprezentacji. Włosi, Francuzi, Brytyjczycy i Duńczycy − oni też mogą tu rozdawać karty. Zdecydowana większość kibiców zgromadzonych przy trasie wyścigu będzie liczyła na triumf Francuza. Julian Alaphilippe, Christophe Laporte, Valentin Madouas i Kevin Vauquelin − to drużyna ze sporym potencjałem. Znakiem zapytania jest dyspozycja wracającego po chorobie Madsa Pedersena, jednak − będąc w optymalnej formie − powinien liczyć się tu w walce o wygraną. Tom Pidcock czy Alberto Bettiol to również zawodnicy, których zwycięstwo raczej nikogo by nie zdziwiło.
Nie bez szans są również osamotnieni zawodnicy, jak Toms Skujins (Łotwa) czy Biniam Girmay (Erytrea), a także Marc Hirschi (Szwajcaria), Alex Aranburu (Hiszpania), Matteo Jorgenson (USA), Jhonatan Narvaez (Ekwador), Matej Mohorič (Słowenia), Michael Matthews (Australia), Ben Healy (Irlandia) czy mocni Nowozelandczycy − Laurence Pithie i Corbin Strong. Spoglądając na listę startową można zauważyć, że bez większych kontrowersji dałoby się umieścić w tym gronie jeszcze przynajmniej kilkunastu zawodników.
O to właśnie chodzi w tym wyścigu − będzie niezwykle nieprzewidywalny! Ciężko wywróżyć, jaki scenariusz napisze jutrzejsza rywalizacja, ale jako Polacy będziemy liczyć na jak najlepszy dla naszego jedynego reprezentanta, Stanisława Aniołkowskiego. Analizując trasę, Polakowi, którego domeną jest sprint, ale potrafi poradzić sobie z trudnościami, powinien odpowiadać stosunkowo spokojny wyścig. W takim przypadku mógłby czekać na finisz z okrojonej grupy, jednak biorąc pod uwagę specyfikę 90-osobowej rywalizacji można raczej spodziewać się ataków na każdym podjeździe. Oznacza to, że by osiągnąć sukces, należy jechać bardzo czujnie. Miejmy nadzieję, że Stanisław Aniołkowski zabierze się w kluczową akcję! Start już jutro o 11.00!
Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk








głupi wyścig
Czy serwis potepi dzsiejsze zachowanie Eurosport ? W planie dnia były konkretne pozycje Kolarstwo w odpowiednich godzinach .. wielu pasjonatów ustawiło dzisyjszy dzień pod ten wyścig … a tutaj Eursport na wszystkich się wypiął…. Mogli nie pisać programu z transmisją kolarstwa —- i nie byłoby problemu …..