Indywidualną jazdą na czas po ulicach Paryża Michał Kwiatkowski rozpoczął swoje czwarte igrzyska olimpijskie. Po zakończeniu rywalizacji w trzeciej „10” przyznał, że pojechał „na maksa, ale z dużą rezerwą w zakrętach”. Po bezpiecznym ukończeniu pierwszej konkurencji szosowej, Polak szykuje się do wyścigu ze startu wspólnego.
Pierwsze komplety olimpijskich medali na szosie trafiły do swoich nowych właścicieli. Podczas gdy najlepsi specjaliści w indywidualnej jeździe na czas walczyli o najwyższe lokaty, wielu zawodników starało się bezpiecznie przejechać wczorajszy wyścig. Zmagania mocno utrudnił deszcz, a o tym, że jest ślisko i niebezpiecznie, kolarze przekonali się spoglądając jednym okiem na wyścig kobiet, które rywalizowały na tej samej trasie.
Jedynym reprezentantem Polski na starcie był Michał Kwiatkowski, który w ostatecznym rozrachunku zajął 23. miejsce. Po swoim występie przyznał, że pogoda sama w sobie nie sprawiała mu większych problemów. − Nie jest tak, jak w Galicji w lutym − mówił „Kwiato”.
− Jednak (pojechałem) na maksa, ale z dużą rezerwą w zakrętach, bo gdybym wylądował na barierce, to każdy by pomyślał „co on robi”. Nie ryzykowałem, a widziałem, że wiele zawodniczek leżało. Miałem bardzo dużo swoich notatek z trasy, ale wszystkie notatki z rekonesansu wideo po suchej trasie zdecydowanie się różniły. Tak samo jak pacing plan, który był bardziej wyrównany. Tutaj przez puszczanie w zakrętach było bardzo dużo zmian rytmów i powrót do wyścigowej prędkości był bardzo trudny
− relacjonował Michał Kwiatkowski, który do zwycięskiego Remco Evenepoela stracił nieco ponad 2,5 minuty.
− Miałem wiele do stracenia, ale u mnie gra nie toczyła się o największą stawkę, czego nie mogą powiedzieć moi koledzy z drużyny, Filippo Ganna czy Magnus Sheffield i faworyci, którzy są w stanie sięgnąć po medal. Oni mają dużo więcej stresu i boję się, że wielu kolarzy może dziś popełniać błędy na tej trasie, bo jest naprawdę trudna technicznie
− jak na ironię, chwilę po tym, gdy Polak wypowiedział powyższe słowa, obok grupki polskich dziennikarzy i naszego reprezentanta przeszedł wywołany Magnus Sheffield − poobijany i zakrwawiony po upadku.
Ze względu na bliską odległość miejsca zamieszkania Michała Kwiatkowskiego do Paryża, stara się on jak najmniej czasu spędzać w sercu imprezy, gdzie ciężej jest zawodnikom trenować. Do stolicy Francji Polak przyleciał w czwartek, ledwie dwa dni przed czasówką. Teraz ponownie wraca do domu, a następnie ponownie wskoczy do samolotu i przyleci do Paryża.
− Tu mamy utrudnione warunki jeśli chodzi o trenowanie. Przed czasówką trenowałem w Wersalu, gdzie można to zrobić, natomiast to nie jest najprostsze. Lepiej wsiąść w samolot, wrócić na Lazurowe Wybrzeże. Wrócę do normalnego reżimu i tak samo wrócę tu, żeby być gotowym na sobotę. O tyle te Igrzyska są dziwne, że ścigamy się u siebie, jakbym jechał na jakiś klasyk do Belgii czy do Francji. Nie jest to egzotyczny wypad i może jest to nawet łatwiejsze do pogodzenia niż w przypadku klasyków
− zakończył Michał Kwiatkowski.
Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk



![Tour de Pologne 2026: Faworyci zapowiadają ciekawą walkę na królewskim etapie [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/08/Michal-Kwiatkowski-218x150.jpeg)





Niby Michała rozumiem, ale naprawdę ciężko mi zaakceptować te słowa. Jak jeździsz dla brytoli to się wystarczająco oszczędzasz, ale jak jedziesz w biało czerwonym kombinezonie to jedziesz na maksa od początku do końca. Może i było bezpieczne i bez większego ryzyka ale taki wynik powinien u Michała budzić wstyd a nie obojętność!
Czy gdyby był w II a nie III dziesiątce byłby mniejszy wstyd?
Na pudło w czasówce i tak nie miał szans, ale już ze startu wspólnego może powalczyć. I może w bezpieczniejszych warunkach.