fot. Sprint Cycling Agency / CERATIZIT-WNT Pro Cycling

Z deszczem podczas olimpijskiej jazdy na czas musiał zmierzyć się dziś każdy. Na domiar złego, Marta Lach zanotowała defekt, a jej radio przestało działać na samym początku czasówki. Polka ukończyła swój pierwszy wyścig w Igrzyskach Olimpijskich na 18. pozycji.

Indywidualna jazda na czas kobiet zainaugurowała kolarską rywalizację na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Malownicze okolice Pałacu Inwalidów, Sekwany i rozpościerającego się nad nią Mostu Aleksandra III ugościły start i metę czasówek. Do rywalizacji przystąpiły dwie Polki − Marta Lach oraz Agnieszka Skalniak-Sójka. Obie kolarki musiały opuścić wczorajszą ceremonię otwarcia, by dobrze przygotować się do dzisiejszych zmagań.

Agnieszka Skalniak-Sójka uplasowała się w nich na 12. pozycji, a Marta Lach zakończyła rywalizację na 18. miejscu. Druga z Polek również nie obyła się jednak bez niezależnych od niej problemów.

− Gdyby nie moja przygoda z przebitym kołem, to na pewno byłoby lepiej, bo straciłam na tym sporo czasu, myślę, że około 20-30 sekund. Wyprzedziłam Czeszkę, która jechała przede mną, miałam nad nią sporą przewagę, ale to było na zakrętach − trener nie mógł do mnie szybko podjechać, musiał poczekać, ja już z ręką w górze. Trochę to wszystko trwało, po prostu pech. Na piątym czy szóstym kilometrze przestało mi działać radio, więc musiałam być trochę więcej czasu skoncentrowana i patrzeć na drogę. Praktycznie nic nie było widać, bo szybka była zaparowana i musiałam ją wyrzucić. Było kilka takich rzeczy, ta czasówka była inna niż zawsze, ale dla każdego była trudniejsza

− tłumaczyła po zakończeniu rywalizacji.

Istotą trudności czasówki był również fakt, że trasa wyścigu była zamknięta dla samochodów i otwarta dla zawodników wyłącznie w czwartek, gdy w Paryżu ciężko było znaleźć zacienione miejsce. Kolarki i kolarze mieli zatem problemy w zakrętach, w których trzeba było bardzo uważać.

− Trzeba było wchodzić w nie zdecydowanie bardziej zachowawczo niż na rekonesansie, bo wtedy było sucho, świeciło słońce i fajnie się w nich jechało, więc w niektórych trzeba było zwolnić, bo było ryzyko kraksy

− tłumaczyła Marta Lach.

− Miałam przeanalizowaną całą trasę, ale też ciężko jest to dostosować do prędkości, więc raczej instynktownie podejmowałam decyzje i czułam, czy to koło zaczyna odjeżdżać i lepiej złapać za boki, czy po prostu można wejść w ten zakręt tak, jak sobie zaplanowałam wcześniej

− dodała.

Teraz Marta Lach skupia się na wyścigu ze startu wspólnego, który odbędzie się na pagórkowatej, niespełna 160-kilometrowej trasie zakończonej w okolicach Placu Trocadero. Skład reprezentacji Polski uzupełnią Agnieszka Skalniak-Sójka i Katarzyna Niewiadoma.

− Myślę, że będzie to wyścig bardzo dynamiczny, ale ostatecznie na pewno wygra najmocniejsza dziewczyna. Albo dojedzie mniejsza grupka, albo komuś uda się odskoczyć i dojechać na solo. Na pewno objedziemy trasę wyścigu ze startu wspólnego, troszkę zintegrujemy się, bo Kasia dojedzie do nas. Będziemy mieli trochę czasu, żeby przedyskutować taktykę i w niedzielę wyścig

− zakończyła Marta Lach.

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułParyż 2024: Agnieszka Skalniak-Sójka 12. po kraksie. „Dałam z siebie wszystko”
Następny artykułDookoła Mazowsza 2024: Alan Banaszek z etapem, Bartłomiej Proć wygrywa generalkę
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze