fot. Kacper Krawczyk / Naszosie.pl

W natłoku olimpijskich wrażeń łatwo się pogubić, ale ceremonię otwarcia na Sekwanie i w okolicach Placu Trocadero ciężko było przegapić. Ze względu na okoliczności nie śledziłem jej jednak na żywo, a w Domu Polskim, co z perspektywy czasu okazało się dobrym wyborem. 

Flagi powiewające przy budynku ambasady Hiszpanii przy Rue Grueze nie pamiętają takiego spokoju. Na kilka godzin do ceremonii otwarcia okolice Placu Trocadero, w tym wspomniana, urokliwa uliczka, były całkowicie zamknięte, niczym cisza przed burzą zwiastując nadchodzące widowisko. Grupki kibiców czekające na wejście w pobliże planowego miejsca rozgrywania ceremonii zgromadziły się w wielu paryskich lokalizacjach, w tym Placa de Mexico, gdzie cierpliwie czekały na zakończenie kontroli saperskiej w centrum Paryża.

Po kilkudziesięciu minutach służby zaczęły przepuszczać fanów, mniej lub bardziej szczegółowo weryfikując ich tożsamość oraz zawartość plecaków i toreb. Mnie, chociaż na trybuny nie wszedłem, gdyż liczba miejsc dla dziennikarzy była mocno ograniczona, sprawdzano dwukrotnie. Raz wystarczyło pokazać dowód osobisty i otworzyć plecak, a za drugim razem grupka zdezorientowanych policjantów zwyczajnie machnęła ręką i wpuściła mnie bliżej Trocadero, zaraz po tym, jak ja machnąłem im przed oczami akredytacją.

Nie był to jednak ostatni etap weryfikacji − osoby mające miejsce na trybunach musiały przejść kolejną kontrolę, podobnej do tej na lotnisku. Dla przykładu, jest to pikuś w porównaniu do zabezpieczenia Dom Polskiego, gdzie ochrona bardzo dokładnie sprawdza wszystkich gości, włącznie z wnoszoną przez nich elektroniką. Zajmuje to trochę czasu, ale bezpieczeństwa nigdy za wiele. 

Dom Polski, czy jak kto woli Maison Polonaise, pojawia się w tej historii nieprzypadkowo, bowiem to tam spędziłem ceremonię otwarcia. Jakkolwiek śledzenie widowiska nad Sekwaną na żywo wydawało się kuszącą opcją, tak 7 godzin stania w deszczu podziałało na moją wyobraźnię i wydaje się, że podobnie było z częścią kibiców, mających ochotę oglądać ceremonię na żywo. 

Po zamienieniu kilku słów z francuskimi fanami, opuściłem chaos panujący w centrum i udałem się do Domu Polskiego, gdzie przygotowano świetne warunki do śledzenia ceremonii. Zgodnie z przewidywaniami, było to wydarzenie spektakularne. Wiele można mówić na temat różnego rodzaju występów − po wczorajszej ceremonii zapewne każdy wyrobił sobie zdanie na jej temat, a mi nie zależy na tym, by jakoś na nie wpływać.

Trzeba jednak przyznać, że Francuzi zachwycili rozmachem i zaprezentowaniem swojego kraju i stolicy w taki sposób, jak sami ją widzą. Ceremonia dotknęła historii, kultury i architektury Paryża, który został przedstawiony jako miasto miłości i światła. Na długo zapamiętamy występy artystów i artystek, a w szczególności Celine Dion, która w monumentalnym stylu wykonała Hymne à l’Amour Edith Piaf stojąc na Wieży Eiffla.

Biorąc jednak pod uwagę, jak rozciągnięta w czasie i przestrzeni była ceremonia otwarcia, wydaje się, że organizatorzy Igrzysk Olimpijskich potraktowali ją głównie jako produkt eksportowy. Wydarzenie najlepiej oglądało się bowiem w telewizji, co zdecydowanie różni się w przypadku tradycyjnej, stadionowej ceremonii. Lekki zawód potwierdzali zarówno niektórzy dziennikarze, jak i kibice wracający metrem do swoich domów, ale za to na łamach L’Equipe ukazały się komentarze, jakoby była to jedna z najlepszych ceremonii w historii.

Na myśl nasuwa mi się tu porównanie do wyścigów kolarskich. Atmosfera w sercu akcji, na kultowych przełęczach jest niezapomniana i z pewnością warto to przeżyć, ale jednak kolarstwo najlepiej ogląda się w telewizji. To tam można zobaczyć wszystkie smaczki, a obecność kamer i materiały mające na celu urozmaicenie widowiska − tak samo było z ceremonią otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.

Mimo różnych opinii, możemy się zgodzić, że mamy za sobą wielki spektakl, celebrację francuskiej kultury. Paryżanie są z nią bardzo mocno związani, co dobitnie pokazał mi uroczy obrazek na stacji metra Saint-Michel Notre-Dame. Czekający na zbliżający się pociąg mężczyzna, przemoknięty do suchej nitki, nie zważając na klejące się od wody kartki pogrążony był w lekturze Balzaca.

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułAgnieszka Skalniak-Sójka przed Igrzyskami Olimpijskimi: „To nagroda za lata ciężkiej pracy”
Następny artykułPrincess Anna Vasa Tour 2024: Lieke Nooijen wygrywa i zostaje liderką, Katarzyna Wilkos 2.
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Yuro
Yuro

Marginalny wyścig dla 40 kolarzy, Bez sensu