A.S.O. / Tour de France 2022

Jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznej Wielkiej Pętli na okrągło podkreślaliśmy, że trasa wyścigu zawiera bardzo mało kilometrów pokonywanych samotnie przeciwko tykającemu zegarowi, niemal najmniej w historii. Że zadecydują góry. Przez dwa tygodnie rywalizacji nie przybliżyły nas one do ostatecznego werdyktu, dlatego rozgrywana we wtorek jazda indywidualna na czas, dość niespodziewanie, nabrała większego ciężaru gatunkowego.

W ramach 16. etapu 110. edycji Tour de France zawodnicy pokonają tylko 22,4 kilometra, ale aż 636 metrów przewyższenia, na które złożą się dwa dość wymagające podjazdy. Mogło być jednak gorzej zważywszy, że peleton cały czas pozostaje u podnóża masywu Mont Blanc, w okolicach Megeve i Chamonix.

Tuż po wyjeździe ze startowego Passy rozpocznie się wspinaczka na niekategoryzowany Cote de la Cascade de Coeur (1,6 km, śr. 8,0%), który choć jest krótki, w środkowej części kąsa rampami o nachyleniu przekraczającym 11%. Tym, którzy będą chcieli zaryzykować, umożliwia więc urwanie kilku sekund, podobnie jak dość kręty zjazd w kierunku Sallanches.

Odcinek pomiędzy Sallanches a Domancy to jedyne miejsce na trasie tego etapu, które umożliwia złapanie typowego dla jazdy indywidualnej na czas rytmu, ale tuż po nim rozpoczyna się kluczowy podjazd dnia: Cote de Domancy (2,5 km, śr. 9,4%). Podobnie jak pierwsze wzniesienie, to również jest nieregularne, a średnie nachylenie spada poniżej 10% tylko dla pierwszego kilometra (7,5%).

Po osiągnięciu jedynej górskiej premii dnia kolarze wjadą na główną drogę na Combloux, która łagodniej wspina się w kierunku mety przez kolejne 3,5 kilometra.

Na trasie etapu umieszczone zostały trzy punkty pomiaru czasu: w Passy Chef-Lieu (7,1 km od startu), Domancy (16,1 km od startu) i na szczycie Cote de Domancy (18,9 km od startu).

Oto, co na temat 16. etapu 110. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 16 (ITT), 18 lipca: Passy > Combloux (22,4 km)

Pod kątem liczby kilometrów pokonywanych przeciwko tykającemu zegarowi, poprzednia edycja Tour de France przypomniała o czasach świetności Big Miga. Aby w przyrodzie pozostała równowaga, tegoroczny wyścig znajduje się w tym aspekcie na drugim końcu skali, choć na nawiązania do innego epizodu z kariery Induraina nie trzeba będzie długo czekać.

Wtorkowa jazda indywidualna na czas to dystans 22,4 kilometra, na którym zawodnicy pokonają 636 metrów przewyższenia, co dobrze oddaje jej górski charakter. W końcówce kolarze podjeżdżać będą do Combloux przez stromy Cote de Domancy (2,5 km, śr. 9,4%), dlatego spodziewać się należy, że najlepsze czasy odnotują czołowe postaci klasyfikacji generalnej.


Pogoda

Słonecznie, do 27 stopni w dolinach. Czołowy wiatr na finałowym podjeździe, którego siła ma wzrosnąć przed startem czołówki klasyfikacji generalnej. Po godz. 16.00 możliwe burze.

Faworyci

Wyrównany pojedynek Tadeja Pogacara z Jonasem Vingegaardem zajmuje od dwóch tygodni pierwszy plan nawet w sytuacjach, kiedy nie powinien. Czy dziś ktokolwiek zdoła włączyć się w tę zaciętą rywalizację?

Po okresie nieco słabszej jazdy Jonasa Vingegaarda (Jumbo-Visma) i zyskiwaniu małych przewag przez Słoweńca, pod koniec poprzedniego tygodnia zobaczyliśmy już obraz, który charakteryzował wiele odcinków ubiegłorocznej Wielkiej Pętli: nie sposób było ich rozdzielić. To w rzeczywistości wskazuje na przewagę Duńczyka, który co do zasady jest mocniejszy w ostatnich dniach rozgrywania wielkiego touru, a jego dyspozycja wydaje się bardziej stabilna.

Tadej Pogacar (UAE Team Emirates) jest w tej układance elementem mniej przewidywalnym, dlatego wiele zależeć będzie dziś od tego, z jaką formą dnia obudzi się waleczny Słoweniec. Gdyby porównywać jego i Vingegaarda w szczytowej formie i odrzucić wszystkie inne czynniki, powiedziałabym, że aktualnie to Duńczyk jest szybszy w jeździe indywidualnej na czas, ale “szarpany” charakter trasy pomiędzy Passy i Combloux na papierze bardziej odpowiada stylowi Pogacara. Ciekawe też, czy wpływ na wynik będzie mieć fakt, że cały okres rekonwalescencji po kraksie w Liege-Bastogne-Liege spędził on na rowerze czasowym.

Kolarzem z czołówki, który powinien być we wtorek najbliżej walczącej o triumf w wyścigu dwójki, jest Carlos Rodriguez (INEOS Grenadiers). Niewiele wiemy jeszcze na temat tego, jak organizm 22-letniego Hiszpana reaguje na wysiłek rozłożony na aż trzy tygodnie czy dni przerwy, ale aktualne prezentuje wyborną on dyspozycję, a do tego świetnie jeździ na czas.

Spośród zawodników walczących o miejsca w najlepszej dziesiątce klasyfikacji generalnej, na dobry wynik stać również Adama Yatesa (UAE Team Emirates), Seppa Kussa (Jumbo-Visma) i Pello Bilbao (Bahrain Victorious). Bardzo w tej dyscyplinie poprawił się także Jai Hindley (Bora-hansgrohe), ale jazda Australijczyka na ostatnich górskich odcinkach nie napawała optymizmem.

Jokerem, jak niemal na każdej trasie, jest Wout van Aert (Jumbo-Visma), jednak strome podjazdy mogą uniemożliwić mu walkę o coś więcej niż najlepsza trójka etapu.

Mattias Skjelmose (Lidl-Trek) ma konieczną wszechstronność i wielki potencjał, ale sugerował duńskim mediom, że może dziś odpuścić, koncentrując się na walce o koszulkę w czerwone grochy u boku Giulio Ciccone.

Inni kandydaci do zajęcia wysokich miejsc w dzisiejszej jeździe indywidualnej na czas: Mikkel Bjerg (UAE Team Emirates), Nelson Oliveira, Matteo Jorgenson (Movistar), Michał Kwiatkowski, Thomas Pidcock, Jonathan Castroviejo (INEOS Grenadiers), Wilco Kelderman (Jumbo-Visma), Remi Cavagna (Soudal-Quick Step), Stefan Kueng (Groupama-FDJ), Fred Wright, Wout Poels (Bahrain Victorious).

 

Wszystko o Tour de France 2023:
Poprzedni artykułAin Bugey Valromey Tour 2023: Andrew August pokazuje moc
Następny artykułTour de France 2023: Jumbo-Visma pozywa widza, który spowodował kraksę
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Michał
Michał

Wout jest niesamowity – bije się na kresce ze sprinterami po czym na podjazdach narzuca takie tempo, że mało kto potrafi się utrzymać. Jak jeszcze przyjedzie w czubie jazdy na czas to będzie szok.

Michael ???
Michael ???

Nie będzie szoku bo to normalne a w niedzielę pokazał jaki jest ,,dobry,, w górach przegrywając o 2 minuty z woutem poelsem.

Marcin
Marcin

A jednak. Wout van Aert najlepszy wśród „normalnych kolarzy” jak sam stwierdził 🙂