fot. ASO / Pauline Ballet

Po kilku odjazdach Magnus Cort Nielsen w końcu zdołał odnieść swoje pierwsze zwycięstwo w tegorocznej edycji.

Cztery podjazdy, w tym ostatni, finałowy do Megeve, liczący sobie blisko 20 kilometrów – to wszystko mieli dziś do przejechania kolarze, którzy po dniu przerwy wracali do rywalizacji w Wielkiej Pętli.

W Megeve czeka nas rozgrzewka, dopiero potem przyjdzie czas na dwa dni prawdy i tak naprawdę to one pokażą nam, kto jest najmocniejszy – mówił jednak podczas poniedziałkowej konferencji prasowej lider wyścigu Tadej Pogačar. Pierwsze trzy górki nie były bowiem na tyle trudne, by podmęczyć kolarzy, natomiast ostatnia nie była wystarczająco stroma, by zapowiadać duże różnice między faworytami.

 

To oznaczało, że swoją szansę mogą w końcu dostać uciekinierzy – do tej pory niespecjalnie rozpieszczani przez peleton. Szansę postanowiło chwycić aż 25 kolarzy, których pełne zestawienie przedstawiało się w taki sposób:

obr. Pro Cycling Stats

Bettiol omija demonstrantów

Wyglądało na to, że Magnus Cort Nielsen w końcu wypoczął po intensywnych pięciu pierwszych dniach rywalizacji, Quinn Simmons zamierza w końcu porządnie zabrać się za to, co w poprzednich wyścigach wychodziło mu najlepiej, a więc zbieranie punktów do klasyfikacji górskiej, a Simon Clarke spróbuje znów powalczyć o etapowe zwycięstwo. Generalnie w grupce nie brakowało mocnych nazwisk. Oprócz wymienionych wyżej, warto wspomnieć o takich jak Mads Pedersen, Christophe Laporte, Matteo Jorgenson, Filippo Ganna czy król ucieczek – Lennard Kämna. Skład ucieczki, choć bardzo mocny, również mówił dużo o profilu etapu. Wymienieni kolarze, choć bardzo mocni, to jednak większość z nich trudno nazwać pełnokrwistymi góralami.

Początkowo ich przewaga utrzymywała się na stałym, dość bezpiecznym poziomie, ale około 70. kilometra przed metą zaczęła błyskawicznie rosnąć i na 30 km później przebiła granicę 7 minut. Niedługo później na czele etapu znalazł się Alberto Bettiol. Atak mógł nieco zmęczyć Włocha. Jeśli faktycznie tak było, to szybko dostał okazję, by nieco wypocząć, a to dzięki (a raczej przez)… demonstrantów.

Ci spowodowali, że etap został zatrzymany. Wznowiono go dopiero po kilkunastu minutach, z zachowaniem różnic. Zdarzenie nie zaburzyło zbytnio współpracy ucieczki – jej przewaga wciąż rosła w bardzo szybkim tempie, natomiast prowadzący Bettiol utrzymywał swoją przewagę jeszcze przez wiele kilometrów.

Wirtualny lider

Nie tylko udało mu się dojechać do podnóża Megeve – samotnie przejechał dużą część podjazdu. Pomagał mu w tym fakt, że współpraca w grupce goniącej przestała się układać – kolejni kolarze próbowali z niej przeskakiwać. W końcu jednak Włoch został doścignięty przez siedmioosobową grupkę, w której co ciekawe brakowało Kämny, mającego szansę na zdobycie żółtej koszulki. Niemiec szybko jednak, wraz z czwórką innych uciekinierów dołączył do czołówki.

Niestety dla niego, współpraca w nowopowstałej czołówce wcale nie zaczęła się poprawiać – współuciekinierzy patrzyli na Niemca, licząc, że ten będzie nadawał tempo. Ten z kolei nieszczególnie się do tego kwapił. Ba! Wyglądał nawet jakby nie miał na to siły. Próbę wykorzystania tego próbował Luis Leon Sanchez, który mocno zaatakował, a potem utrzymywał swoją przewagę. Nawet pomimo tego, że kolarz BORA-hansgrohe w końcu wyszedł na czoło i zaczął, choć niezbyt efektywnie, nadawać tempo.

Solowy atak Hiszpana potrwał aż do górskiej premii usytuowanej na 2 kilometry przed metą, ale krótko po niej został doścignięty przez dwójkę Jorgenson-Schultz, która zaatakowała na bardziej stromym fragmencie podjazdu. Kilkaset metrów przed metą dojechał do nich jeszcze Van Baarle, który od razu zaatakował. Ten ruch nie dał mu jednak zwycięstwa – pozostali szybko doskoczyli mu do koła.

Zaczęło się czarowanie, które zakończyło się tym, że w ostatniej chwili pozostali uciekinierzy do nich dołączyli i o zwycięstwie zadecydował grupowy finisz pod górę. Na nim zdecydowanie najmocniejsi okazali się Cort i Schultz, którzy zyskali nad resztą kilka sekund. Minimalnie wcześniej kreskę przekroczył ten pierwszy. W ten sposób Duńczyk do kilku ciekawostkowych osiągnięć z tegorocznego wyścigu dołączył kolejne – zdecydowanie najcenniejsze. Zwycięstwo.

Cenny łup przepadł natomiast Kämnie, który do mety przyjechał ponad 20 sekund za Duńczykiem. Gdy kilka minut później peleton zbliżał się do mety, Niemiec w napięciu oczekiwał na to, jak duża okaże się strata Słoweńca. Okazało się, że niewystarczająco duża. Zabrakło 11 sekund.

Results powered by FirstCycling.com

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments