fot. HRE Mazowsze Serce Polski

Złoty medal mistrzostw Polski, których gospodarzem jest Nowy Dwór Mazowiecki musiał smakować szczególnie dla kolarza, który ma to miasto w nazwie swojego klubu. To drugi krążek dla HRE Mazowsze Serce Polski, a pierwszy tak istotny na szosie dla Marka Kapeli.

W jednych konkurencjach w czwartek oglądaliśmy małe sensacje, w innych wszystko poszło po myśli faworytów. Takowym z pewnością był 18-letni Marek Kapela, który dowiódł swego i do domu wrócił ze złotym medalem Mistrzostw Polski zawieszonym na szyi.

Jak podchodziłeś do tego startu?

Założenie było takie, by pojechać na medal, patrząc na wyniki z Pucharów Polski było to ciężkie, ale osiągalne i życie pokazało, że poszło jeszcze lepiej. Pojechałem na zloty medal, bardzo się z tego cieszę, włożyliśmy w to ogrom pracy, przygotowań, które skupione były właśnie na czasówce. Dużo jeździłem na rowerze czasowym, sprawdzałem trasę, poprawiałem pozycję.

To brzmi jak ogromny proces, jaki musiałeś poczynić przed startem tego wyścigu. Czy to kwestia tego jak pracujecie jako zespół nad takimi aspektami?

Tak, można tak powiedzieć. Tak się złożyło, że skupiliśmy się z chłopakami z orlika na jeździe na czas, jesteśmy w tym samym klubie, cieszymy się z osiąganych przez nas sukcesów.

Przejdźmy zatem do niedzieli. Nie obawiasz się nieco tego, że wystartujesz jako „jednoosobowa drużyna” przeciwko liczniej zorganizowanym rywalom?

Nie jest łatwo jeździć samemu przeciwko drużynom, które mają więcej zawodników, ale patrząc na poprzednie lata jest to wykonalne osiągnąć dobry wynik nawet jadąc przeciwko drużynie 6-osobowej.

Spójrzmy zatem szerzej na ten sezon. Jak oceniasz swój poziom na tle rywali z zagranicy?

Myślę, że jesteśmy wszyscy na podobnym poziomie w tej czołówce pod względem fizycznym, natomiast często te wyścigi rozgrywa głowa i dobra taktyka.

Za tobą bardzo dobry sezon, udane stary za granicą. Myślisz o tym gdzie będziesz jeździł za rok?

Raczej liczę na wyjechanie za granicę, będziemy się o to starać i jest na to szansa. Wszystkie nasze starty w tym roku pokazują, że jako reprezentacja juniorów nie odstajemy od czołówki europejskiej, jesteśmy w stanie z nimi walczyć i wystarczy dobre zgranie drużyny, dobra taktyka – mamy nowego trenera Jacka Morajkę i dobrze nam się z nim pracuje, my jako chłopacy między sobą również się dobrze czujemy.

Tworzycie pewien kolektyw, teoretycznie macie własne interesy, więc czy zawsze potraficie znaleźć wspólny język?

Skład się trochę zmienia, ale nie jest tak, że jest z wyścigu na wyścig kompletnie inny. Trzon tej grupy jest stały i przez to dobrze się czujemy na tych wyścigach. Wiemy co kto jest w stanie osiągnąć, jak sobie pomóc.

Skoro już jesteśmy przy tematach kadrowych to wróćmy do Trofeo Saarland – na pierwszym etapie wznieśliście ręce w geście zwycięstwa rundę za wcześnie. Co tam się stało?

W roadbooku co innego było na wykresie trasy, co innego w tabeli i wreszcie jeszcze co innego na profilu i w gpxie podanym przez organizatora. Większość tych danych wskazywała, że będzie tak jak zafiniszowaliśmy, tylko w tabeli było podane więcej. Na pierwszym etapie nie było tablicy z liczbą okrążeń na mecie, był tylko dzwonek, który usłyszeliśmy jak zafiniszowaliśmy i nie wiedzieliśmy nic. Większość innych drużyn finiszowała razem z nami – Belgowie, Brytyjczycy, ci pierwsi robili nawet pociąg na 5km do „mety”, wycięli się i na końcu został tylko ostatni, a czterech innych zostało za grupą. Belg potem został sam. Tak samo i my pojechaliśmy, a potem już drugi finisz na 100% nie był możliwy. Nie dało się zregenerować na 10km.

Widać, że jako kadra szykujecie się do startów – analizujecie trasy, pracujecie nad taktyką.

Tak, wiedzieliśmy kto kogo rozprowadza, ja tego dnia miałem wyprowadzić Mikołaja Szulika, Dominik Ratajczak też miał finiszować i był na tym okrążeniu szósty, więc mieliśmy pierwsze, drugie i właśnie szóste miejsce teoretycznie. Potem doszły nas krzyki, że jeszcze jedno okrążenie, połowa peletonu nie wiedziała co się dzieje, potem w połowie okrążenia była jeszcze neutralizacja, gdzie nas kompletnie zatrzymali, bo rundę wcześniej była duża kraksa, jeździły karetki, więc 6km przed metą staliśmy na środku drogi i czekaliśmy aż nas puszczą. Na kolejnych etapach już było lepiej, trener Morajko wymógł na organizatorach tablicę okrążeń.

Rozmawiali Jakub Jarosz i Kacper Krawczyk

Zapowiedź całych Mistrzostw Polski 2022
Wszystkie artykuły dotyczące Mistrzostw Polski 2022

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments