Turyn / pixabay

W sobotę 105. edycja Giro d’Italia odwiedzi kolejne z wielkich miast, którymi usiana jest trasa wyścigu, a przy okazji z nawiązką odpłaci za emocje brutalnie wydarte z trasy wiosennego Mediolan-Turyn. Podczas gdy podjazdy pod Supergę i Colle della Maddalena najprawdopodobniej wyłonią najsprytniejszego z harcowników, mogą również zrujnować marzenia tych liderów, których myśli przedwcześnie odpłyną w kierunku przełęczy Doliny Aosty.

Czy jest coś lepszego niż gargantuiczne górskie etapy wielkich tourów? Tak, odcinki bezpośrednio je poprzedzające lub rozgrywane tuż po nich, które w ostatnich latach niejednokrotnie pozwalały wykorzystać nieco łatwiejszą trasę i taktyczny impas do wzniecenia pożaru w głównej grupie. Nie oznacza to oczywiście, że tak musi stać się również na 14. etapie tegorocznego Giro d’Italia, ale na papierze łączy on najlepsze elementy jesiennej wersji klasyku Mediolan-Turyn z nowoczesnymi trendami w kreśleniu tras wielkich tourów: bardzo krótki dystans, rundy i metę zlokalizowaną po technicznym zjeździe.

Wspomniany wyścig jednodniowy potrafi mieć dwa skrajnie różne oblicza, z których żadne nie czyni go szczególnie klasycznym. Wystarczy wspomnieć, że w przeszłości wygrywali go zarówno Alberto Contador, jak i Mark Cavendish – czyli zawodnicy niezaprzeczalnie znakomici, ale w tej konkretnej specjalności mało kompetentni. Gdyby jednak zapytać o pierwsze skojarzenie z Milano-Torino, większość sympatyków kolarstwa szosowego bez wahania wskaże stromy, a jednocześnie odsłaniający jedną z piękniejszych panoram miasta podjazd pod Supergę.

Zabrakło go w tegorocznej, dedykowanej sprinterom edycji włoskiego klasyku, ale Giro d’Italia odpłaca się za to z nawiązką, zmuszając jego uczestników do podwójnej randki z tym wzniesieniem na trasie 14. etapu. Co potencjalnie może uczynić widowisko jeszcze bardziej ekscytującym, to fakt, że Superga (pokonywana, co trzeba zaznaczyć, od innej strony) bynajmniej nie jest ani jedyną, ani największą atrakcją tego odcinka. Na dwukrotnie pokonywanej, 36-kilometrowej rundzie to Colle della Maddalena (3,5 km, śr. 8.1%, max. 20%) jest podjazdem trudniejszym, a ponad 3000 metrów przewyższenia upakowane na skromnym dystansie 147 kilometrów wskazuje, że rywalizujących kolarzy czeka jazda bez trzymanki i przestojów pozwalających zaczerpnąć tchu.

Zwracam też uwagę na wieńczący sobotni odcinek techniczny zjazd, ponieważ to on z dużym prawdopodobieństwem okaże się decydujący dla losów nadchodzącej rywalizacji.

Oto, co na temat 14. etapu 105. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 14, 21 maja: Santena > Turyn (147 km)

Alpejskie szczyty pozostaną jedynie odległym tłem sportowych wydarzeń również w sobotę, kiedy rozegrany zostanie bardzo dynamiczny i klasyczny zarazem etap w średnich górach. Najkrótszy odcinek 105. edycji Giro rozpocznie się w stanowiącej dalekie przedmieścia Turynu Santenie, jednak sercem akcji będzie dwukrotnie pokonywana, 36-kilometrowa runda, na której RCS z nawiązką odda to, co zabrał w Milano-Torino: podjazdy pod Supergę (5,0 km, śr. 8.6%, max. 14%) i Colle della Maddalena (3,5 km, śr. 8.1%, max. 20%). Wraz z dystansem 147 kilometrów i przewyższeniem liczącym 3167 metrów, tworzy to obraz jednego z najbardziej pasjonujących etapów pierwszego wielkiego touru sezonu. To dzień, w którym liderzy na klasyfikację generalną będą musieli odnaleźć w sobie szczyptę przebiegłości i szaleństwa, charakteryzujące najlepszych specjalistów od wyścigów jednodniowych.

Pogoda

Sobota w Turynie zapowiada się jako jeden z dotąd najgorętszych dni 105. edycji Giro d’Italia, a temperatura po południu sięgnie blisko 30 stopni Celsjusza. Biorąc pod uwagę intensywność czekającego kolarzy wysiłku i miejski charakter pokonywanej rundy, jest to zła wiadomość dla zawodników, którzy źle znoszą upały.

Faworyci

Rozgrywająca się na pierwszym planie rywalizacja pretendentów do tytułu na trasie sobotniego etapu byłaby spełnieniem marzeń. Chłodny realizm każe jednak uznać taki scenariusz za mało prawdopodobny, ponieważ w najlepszym interesie liderów będzie zachowanie sił (własnych i pomocników) na niedzielne wyzwania w Dolinie Aosty. Postawienie wszystkiego na jedną kartę na tak nieprzewidywalnym, trudnym do kontrolowania odcinku wymagałoby też odwagi, o którą aktualnie nie podejrzewam najsilniejszych ekip 105. edycji Giro d’Italia.

Zostaje więc wyłoniona na przestrzeni dwóch tygodni elita harcowników i spadkowicze z klasyfikacji generalnej, spośród których na najbardziej prawdopodobnych zwycięzców etapu z metą w Turynie wyglądają Simon Yates (BikeExchange-Jayco), Giulio Ciccone (Trek-Segafredo), Mauro Schmid (Quick-Step Alpha Vinyl), Lennard Kämna (Bora-hansgrohe), Lorenzo Rota (Intermarche-Wanty-Gobert), Koen Bouwman (Jumbo-Visma), Bauke Mollema (Trek-Segafredo), Hugh Carthy (EF Education-Easy Post), Santiago Buitrago (Bahrain Victorious), Lorenzo Fortunato (EOLO-Kometa), Tobias Foss (Jumbo-Visma) i Davide Formolo (UAE Team Emirates).

Jeśli w grupie liderów mimo wszystko dojdzie do poważniejszych akcji, głównymi beneficjentami powinni okazać się Richard Carapaz (INEOS Grenadiers), Alejandro Valverde (Movistar) i Joao Almeida (UAE Team Emirates).

 

Giro d’Italia 2021: zapowiedź całego wyścigu

Giro d’Italia 2022: oficjalna lista startowa

Giro d’Italia 2022: plan transmisji telewizyjnych

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments