Trasa płaska jak piadina, budzące oczywiste skojarzenia Bolonia i sponsor tytularny środowego odcinka w postaci króla wszystkich serów: parmezanu. 11. etap 105. edycji Giro d’Italia zapowiadał się na niespieszną podróż wzdłuż antycznej Via Aemilia, okraszoną głównie odniesieniami o charakterze kulinarnym i historycznym, jednak niespodziewany pierwiastek chaosu zasiać może silny wiatr znad Adriatyku.

Tegoroczna edycja włoskiego wielkiego touru wgryza się w Nizinę Padańską od południa, przemieszczając się wzdłuż tej samej drogi, która niegdyś umożliwiła włączenie tej rozległej i żyznej krainy do Republiki Rzymskiej. Chociaż uczestnicy wyścigu ani na moment nie stracą z oczu obłych szczytów niższych partii Apeninów, na dystansie 203 kilometrów pokonają jedynie 369 metrów przewyższenia, przejeżdżając przy tym przez liczne miasta, które rozwinęły się wraz ze wzrostem popularności tamtejszego szlaku handlowego: Forli, Faenzę, Imolę, Bolonię i finałowe Reggio Emilia.

Ze względu na długość trasy i ukształtowanie terenu, środowy odcinek tegorocznego Giro d’Italia klasyfikowany był jako jeden z niewielu jednoznacznie dedykowanych sprinterom. Sporo namieszać może jednak wiatr, który zgodnie z wieczornymi prognozami pogody ma dość silnie dmuchać znad Morza Adriatyckiego, swoim kierunkiem sprzyjając formowaniu rantów.

Oto, co na temat 11. etapu 105. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 11, 18 maja: Santarcangelo di Romagna > Reggio Emilia (203 km)

Podróż na północ “włoskiego buta” nigdy nie omija rozległej Niziny Padańskiej, która na wielu płaszczyznach jest źródłem zamożności północnej części Italii, a patrząc przez pryzmat samego kolarstwa, królestwem sprinterów. Kierunek i miasta startowe bywają różne, natomiast charakter i przebieg trasy niemal takie same, ponieważ organizatorzy Giro d’Italia w ostatnich latach z upodobaniem wysyłają uczestników wyścigu na antyczną Via Aemilia, od której nazwę wziął cały region.

W ubiegłym roku podobny etap prowadził z Modeny do niewielkiego adriatyckiego kurortu Cattolica, tym razem peleton pojedzie w drugą stronę, pomiędzy Santarcangelo di Romagna i Reggio Emilia pokonując 203 kilometry i 369 metrów przewyższenia. Klasyczny sprinterski finisz poprzedzi niewiele przeszkód, ale liczyć można na mnóstwo kulinarnych odniesień i anegdot z czasów świetności Imperium Rzymskiego.

Pogoda

Jeśli dotąd wszystko zapowiadało senną przeprawę szlakiem Via Eamilia, przyprawianą głównie kulinarnymi i historycznymi odniesieniami, to uwaga: prognozy dla Emilii-Romanii na środę przewidują wiatr znad Morza Adriatyckiego o prędkości 24-27 km/h. Z perspektywy konsekwentnie przemieszczającego się na północny zachód peletonu oznacza to tylno-boczny wiatr na odcinku pomiędzy Santarcangelo di Romagna a Bolonią oraz boczny w końcówce. Czyli taki w sam raz, żeby przynajmniej spróbować porwać główną grupę. Największą atrakcją w środowym menu miały być piadina, tagliatelle al ragu i parmezan, ale okazuje się, że może być znacznie weselej.

Faworyci

Zakładając, że sprinterskim ekipom uda się doprowadzić do finiszu z dużej grupy, stawiać trzeba na zawodnika, który w 105. edycji Giro d’Italia dotąd jako jedyny wygrał więcej niż jeden odcinek: Arnaud Demare (Groupama-FDJ). Rozprowadzający 30-letniego Francuza pociąg nie doznał jeszcze żadnego uszczerbku, a on sam dysponuje w tej chwili przyspieszeniem i pewnością siebie, które przypominają najlepsze lata jego zawodowej kariery. Rzadko też popełnia w końcówkach błędy taktyczne, które notorycznie zdarzają się ostatnimi czasy Fernando Gavirii i Calebowi Ewanowi.

Zgodnie z ustaloną podczas pierwszego tygodnia rozgrywania włoskiego wielkiego touru hierarchią, innymi poważnymi pretendentami do odniesienia etapowego triumfu są Mark Cavendish (Quick-Step Alpha Vinyl), Caleb Ewan (Lotto Soudal) i Fernando Gaviria (UAE Team Emirates). Ten ostatni wygrywał już w Reggio Emilia w 2017 roku.

Jeśli natomiast dostatecznie mocno powieje, stawiać warto na drużyny, które mają doświadczenie w rozgrywaniu wyścigów w tego typu warunkach: Quick-Step Alpha Vinyl, Alpecin-Fenix, Intermarche-Wanty-Gobert i Jumbo Vismę. Za czarne konie tego typu scenariusza uchodzić zaś mogą Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix), Pascal Eenkhoorn (Jumbo-Visma), Vincenzo Albanese (EOLO-Kometa), Phil Bauhaus (Bahrain Victorious), Edward Theuns (Trek-Segafredo) i Biniam Girmay* (Intermarche-Wanty-Gobert).

*ze względu na odniesioną podczas wtorkowej dekoracji kontuzję, decyzja o dalszym udziale Girmaya w Giro d’Italia zostanie podjęta przez drużynę Intermarche-Wanty-Gobert w środę rano.

 

Giro d’Italia 2021: zapowiedź całego wyścigu

Giro d’Italia 2022: oficjalna lista startowa

Giro d’Italia 2022: plan transmisji telewizyjnych

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Domel
Domel

Sam tytuł artykułu już z daleka do nas krzyczy słowami – Górska zapowiada! Słuchajcie parobasy!
Skończyłem wczoraj książkę o Giro napisaną przez O’Brien i czasem miałem wrażenie, że chyba uczyłaś go troszkę pisać. I całkiem nieźle mu to wyszło, ale za bardzo był romantyczny, a za mało śmieszny, jak ty śmieszku. Następnym razem strzel go po głowie, albo najlepiej sama napisz książkę (o czym marzę po nocach).
Zapowiedź etapu jak zawsze mniam.
Twój wierny fan od kilku lat