fot. Groupama – FDJ

Thibaut Pinot wykorzystując mityczną sportową złość, zostawił dziś za swoimi plecami nie tylko Davida de la Cruza, ale też nieprzyjemne wspomnienia z końcówki wczorajszego etapu. Francuz podniósł się po bolesnej porażce i triumfował na finałowym odcinku Tour of the Alps – na tę chwilę czekał prawie 3 lata.

W lipcu 2019 roku jeden z najlepszych francuskich kolarzy – Thibaut Pinot – odniósł zwycięstwo na etapie Tour de France. Kolarz Groupama – FDJ liczył się w walce o zwycięstwo w Wielkiej Pętli, lecz z powodu kontuzji musiał wycofać się z wyścigu. Dwa kolejne sezony były dla niego niekończącym się pasmem problemów zdrowotnych, co miało też swoje odbicie w wynikach, notowanych przez Francuza. Te, choć momentami były solidne, nie nawiązywały do rezultatów sprzed kilku lat, kiedy to Pinot regularnie walczył o wygrane.

Wczoraj mógł wrócić na zwycięską ścieżkę – był najsilniejszym z uciekinierów i zmierzał po wygraną na czwartym odcinku Tour of the Alps, kończącym się w Kals am Großglockner. Wszystko by się udało, gdyby nie atak Miguela Angela Lopeza na ostatnich kilometrach wspinaczki – Kolumbijczyk ostatecznie przeciął linię mety kilka sekund przed Thibaut Pinot.

Na mecie Francuz nie krył rozgoryczenia.

– Wczoraj byłem oczywiście bardzo rozczarowany, szukałem tego zwycięstwa tak długo i byłem tak blisko. Przez chwilę nawet myślałem, że już nigdy nie uda mi się sięgnąć po wygraną. Zajęcie drugiego miejsca pokazało mi jednak, że wciąż jestem w stanie zwyciężać, więc dzisiaj, gdy zobaczyłem te trudne warunki, powiedziałem: „zabieram się w odjazd najwcześniej, jak to tylko możliwe, i staram się wygrać etap – wiem, że jestem w stanie to zrobić”

– mówił na konferencji prasowej po etapie Thibaut Pinot.

Lekcja, jaką niewątpliwie była wczorajsza porażka, była dla Francuza bardzo cenna – dziś dał z siebie, by udowodnić, głównie sobie, że wciąż potrafi wygrywać. Rzeczywiście znalazł się on w dużej ucieczce dnia, z której odjechał wraz z Davidem de la Cruzem. Przez moment był nawet blisko objęcia wirtualnego prowadzenia w klasyfikacji generalnej wyścigu, jednak nie zwracał na to uwagi – liczyło się tylko zwycięstwo.

– W ogóle nie myślałem o klasyfikacji generalnej, wiedziałem, że będę walczył o etap, dlatego odjechałem tak wcześnie z Davidem de la Cruzem. Nie zwracałem uwagi na przewagę na peletonem, bo wiedziałem, że w dalszej części etapu zmaleje – chodziło tylko o to, by utrzymać się przed kolejną grupką

– relacjonował Pinot.

Francuzowi zależało też na zgubieniu swojego rywala, choć przed ostatnią wspinaczką to on dwukrotnie tracił z nim kontakt – najpierw z powodu gorszych umiejętności zjazdowych, później ze względu na problemy z rowerem. Za każdym razem wracał do swojego towarzysza odjazdu – gdy znaleźli się na piekielnie stromej ścianie w Stronach, narzucił bardzo wysokie tempo – po kilku minutach Hiszpan pękł i na czele wyścigu jechał już samotny Pinot. Dwójka zjechała się jednak na płaskim fragmencie, co zapowiadało walkę na finałowej ściance. Tam zdecydowanie lepszy był Thibaut Pinot, który – ku radości większości kolarskich fanów – odniósł tak długo wyczekiwany triumf.

– De la Cruz jest dobrym góralem i wiem, że, podobnie jak ja, daje z siebie wszystko i niczego się nie boi. Nie jest też dobrym zjazdowcem, więc w naszym interesie było pozbycie się innych, lepiej zjeżdżających zawodników. Jest silnym kolarzem, mocnym w takim terenie, więc jestem szczęśliwy, że byłem w stanie go pokonać

– mówił Francuz.

– To niezwykle ważne zwycięstwo, nigdy nie zapomnę tego dnia, ponieważ tak długo na to pracowałem. Tour of the Alps to mój ulubiony wyścig, za mną bardzo trudny czas, ta wygrana jest wynagrodzeniem za moją pracę – to był szalony dzień!

– dodał.

Zwycięstwo Thibaut Pinot jest szczególne nie tylko ze względu na okoliczności, wczorajszą porażkę i problemy zdrowotne, ale też na wyścig – jak sam mówi, Tour of the Alps to jego ulubiona impreza, z którą wiąże bardzo dobre wspomnienia. W 2018 roku triumfował tu w klasyfikacji generalnej.

– To niesamowity wyścig z górskimi etapami, więc pasuje mojej charakterystyce. Oprócz tego towarzyszą mu piękne krajobrazy, trasy i finisze są świetne, kocham atmosferę, nie ma wielu transferów między etapami – z tego powodu jest to świetny wyścig przed Giro d’Italia. Nie zmieniłbym w nim niczego.

Pytany o to, czy wróci w Alpy w przyszłym roku – Pinot odpowiedział bez wahania – Przyjadę wygrać ten wyścig, Giro d’Italia też – odgraża się Francuz – bo, zgodnie z jego mottem, wytatuowanym na przedramieniu – „solo la vittoria è bella”, tylko zwycięstwo jest piękne.

Z Tour of the Alps Kacper Krawczyk i Oskar Sasak

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments