fot. Tour of the Alps

Z roku na rok afrykańskie kolarstwo robi coraz większy postęp – zawodnicy z tego kontynentu coraz częściej są widoczni w czołówkach prestiżowych wyścigów. Mowa nie tylko o kolarzach z RPA – kraju, który przecież jeszcze w ubiegłym roku szczycił się ekipą z licencją najwyższej dywizji – ale i z innych państw, w tym Erytrei.

Kolarze z tego niewielkiego państwa, położonego nad Morzem Czerwonym, w ostatnich kilkunastu miesiącach radzą sobie naprawdę bardzo dobrze. Nie chodzi tylko o będącego na ustach całego kolarskiego świata Biniama Girmaya – zwycięzcę wyścigu Gandawa-Wevelgem i srebrnego medalistę mistrzostw świata orlików w Leuven – ale i innych zawodników. Amanuel Ghebreigzabhier solidnie prezentuje się w górzystym terenie, notując miejsca w czołówkach takich wyścigów, jak Tour de la Provence czy Tour des Alpes Maritimes et du Var. Są też młodzi, utalentowani kolarze, jak Henok Mulubrhan, mistrz Afryki w wyścigu ze startu wspólnego, czy Natnael Tesfatsion, od roku ścigający się w Drone Hopper – Androni Giocattoli.

Kontrakt w zespole Gianniego Savio Erytrejczyk zawdzięcza głównie bardzo dobrym wynikom w afrykańskich „etapówkach”: Tour du Rwanda i Le Tropicale Amissa Bongo, w których zajął odpowiednio pierwsze i drugie miejsce. Nie można zapomnieć też o wygranej na zneutralizowanym etapie Tour Bitwa Warszawska 1920, poprowadzonym po ulicach Serocka. W tym roku powtórzył sukces sprzed dwóch lat, sięgając po triumf w Wyścigu Dookoła Rwandy.

Tesfatsion, podobnie jak inni wymienieni Erytrejczycy, zaprzecza poglądowi, jakoby kolarze z Afryki byli w stanie odnosić dobre wyniki tylko na swojej ziemi. Po zwycięstwie w Rwandzie pojechał do Włoch – tam z aktywnej strony pokazał się w Tirreno-Adriatico, a także zajmował wysokie pozycje w Settimana Internazionale Coppi e Bartali – zarówno na etapach, jak i w klasyfikacji generalnej – a także w GP Industria.

Po kilkutygodniowej przerwie, Erytrejczyk wrócił do ścigania i stanął na starcie Tour of the Alps. Już pierwszego dnia alpejskiej potyczki zaprezentował swoje umiejętności, kończąc odcinek na szóstej pozycji i obejmując prowadzenie w klasyfikacji młodzieżowej. Dzień później, po wymagającym etapie z Primiero/San Martino di Castrozza do Lany, stracił je na rzecz Santiago Buitrago – Erytrejczyk wypadł z walki o „generalkę”, ale wciąż ma szanse na etapowe skalpy.

– Jestem już trochę zmęczony, ale myślę, że stać mnie na dobry występ. Etapy w Tour of the Alps, kończące się sprintem z grupy, pasują mi i mogę powalczyć na nich o wysokie lokaty

– mówił nam przed startem dzisiejszego etapu Natnael Tesfatsion.

Jak powiedział – tak zrobił. Kilka godzin po naszej rozmowie jechał na czele wyścigu, walcząc o zwycięstwo na trzecim odcinku. Erytrejczyk znalazł się w mocnej ucieczce i po ostatniej wymagającej wspinaczce – pod Passo Furcia – był jednym z harcowników, którzy ostali się przed peletonem. W niezwykle agresywnej końcówce musiał jednak uznać wyższość Lennarda Kämny, Andreya Amadora i Jonathana Lastry, plasując się na czwartej pozycji.

Występy Natnaela Tesfatsiona pokazują, że każdy kolejny start przybliża go do sięgnięcia po pierwsze zawodowe zwycięstwo na Starym Kontynencie. Być może uda mu się odnieść je na którymś z etapów Giro d’Italia – na obecną chwilę oficjalny skład ekipy Drone Hopper – Androni Giocattoli na La Corsa Rosa nie jest znany, ale bardzo prawdopodobne, że znajdzie się w nim miejsce dla utalentowanego Erytrejczyka. Wraz z Biniamem Girmayem, który jest awizowany do startu we włoskim Wielkim Tourze, mogą pokusić się o wiele świetnych wyników, powiększając dotychczasowy dorobek erytrejskich kolarzy i potwierdzając słowa, wypowiedziane przez Natnaela Tesfatsiona przez dzisiejszym etapem Tour of the Alps: 2022 jest rokiem Erytrei!

Z Tour of the Alps Kacper Krawczyk i Oskar Sasak

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments