fot. Strade Bianche

Tadej Pogačar po raz kolejny zachwycił kolarski świat, zwyciężając w Strade Bianche po 50-kilometrowym ataku. Słoweniec odjechał od rywali na Monte Sante Marie i utrzymał prowadzenie aż do mety.

Tegoroczna edycja Strade Bianche nie była tak dobrze obsadzona, jak poprzednie. Na starcie zabrakło wielu gwiazd, w tym Mathieu van der Poela, Wouta van Aerta, Toma Pidcocka, Romana Bardet czy Michała Kwiatkowskiego, toteż wydawało się, że walka o zwycięstwo rozegra się między byłym triumfatorem wyścigu po białych szosach – Julianem Alaphilippe’em (Quick-Step Alpha Vinyl) i Tadejem Pogačarem (UAE Team Emirates).

Plany obydwu zawodnikom chwilowo pokrzyżowała groźna kraksa, do której doszło na 100 kilometrów do mety. Tadej Pogačar i Julian Alaphilippe zaliczyli upadek – Słoweniec dość szybko był w stanie wrócić do peletonu, jednak aktualnemu mistrzowi świata zajęło to kilkadziesiąt kilometrów. Gdy zawodnicy przejechali 2/3 dystansu, na czele grupy mogliśmy ujrzeć zarówno Pogačara, jak i Alaphilippe’a, jednak niedługo później dowiedzieliśmy się, kto rzeczywiście jest w stanie powalczyć dziś o wygraną.

– Zdecydowałem się na przyspieszenie na Monte Santa Maria, nikt nie był w stanie ze mną odjechać i byłem sam. Musiałem dać z siebie wszystko

– mówił Tadej Pogačar po zakończeniu rywalizacji.

To „wszystko” zdecydowanie wystarczyło – mała przewaga z czasem zaczęła wzrastać, aż wyniosła ponad 60 sekund. Mimo prób pogoni ze strony takich kolarzy, jak Carlos Rodriguez (INEOS Grenadiers), a później Kasper Asgreen (Quick-Step Alpha Vinyl) i Alejandro Valverde (Movistar Team) – Słoweniec spokojnie dowiózł wypracowaną przewagę do mety na Piazza del Campo. Sam jednak dodawał, że w jego głowie spokojnie wcale nie było.

– To niesamowite zwycięstwo, zaatakowałem wcześnie i do ostatnich pięciu kilometrów nie wiedziałem, że mi się uda. Nawet na ostatniej wspinaczce cały czas oglądałem się do tyłu, czy kogoś przypadkiem tam nie ma, więc jestem bardzo szczęśliwy, że dałem radę. To był bardzo nerwowe minuty – miałem coraz mniej energii w końcówce, ale zdołałem przetrwać

– powiedział Słoweniec.

Dla Tadeja Pogačara było to czwarte zwycięstwo w tym sezonie, ale pierwsze po solowej akcji. Przed nim żaden z kolarzy nie wygrał Strade Bianche w takim stylu. Niesamowity wyczyn Słoweniec podsumował w swoim stylu: „ktoś musi być kiedyś tym pierwszym, prawda?”. Trudno się z nim nie zgodzić.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments