Fot. Astana

Vincenzo Nibali, który po pięciu latach wrócił do drużyny Astana, rozmawiał z mediami na konferencji prasowej on-line prosto z miejscowości Altea w Hiszpanii, gdzie podopieczni Alexandra Vinokurova przebywają na zgrupowaniu. Sycylijczyk snuł ostrożne plany na przyszły sezon oraz przyznał, że kolarzem, który obecnie robi na nim największe wrażenie jest Tadej Pogačar.

Zaraz po oficjalnej prezentacji drużyna Astana-Qazaqstan udała się do Hiszpanii na pierwsze zgrupowanie przed nowym sezonem. Jak zwykle jest to spotkanie poświęcone integracji zawodników, zapoznaniu się ze sprzętem oraz położeniu fundamentów pod formę na przyszły sezon.

– Zgrupowanie przebiega dobrze. Od wczoraj zaczęliśmy pracować z nowym sprzętem i dzień po dniu zyskujemy coraz więcej kilometrów w nogach. Pozostaniemy tutaj do 20 grudnia, a następnie w styczniu będziemy kontynuować przygotowania do rozpoczęcia sezonu 2022

– mówił Vincenzo Nibali podczas konferencji, w której uczestniczyliśmy.

„Rekin z Messyny” wraca do drużyny Astana po pięciu latach. W barwach tego zespołu ścigał się od 2013 do 2016 roku. W tym czasie wygrał dwie edycje Giro d’Italia oraz Tour de France. Zapytaliśmy go więc, czy widzi jakieś różnice pomiędzy obecną a tamtą Astaną oraz jak czuje się w nowym, ale po części również starym otoczeniu.

– Rzeczywiście obecny zespół Astana różni się od tego, do którego przyszedłem po raz pierwszy. Dla mnie jest to zupełnie nowa przygoda. Jest jeszcze jeden aspekt: teraz jestem już jednym z najbardziej doświadczonych kolarzy w zespole i spoczywa na mnie odpowiedzialność dawania przykładu i dzielenia się doświadczeniem z młodszymi kolarzami. Wielu zawodników pyta mnie o zdanie albo upewnia się, czy robi coś dobrze. Spotkałem tutaj także osoby, z którymi nigdy wcześniej nie współpracowałem w jednym zespole – na przykład Bruno Cenghialtę [dyrektor sportowy w drużynie Astana – przyp. M.W.], którego bardzo lubię

– odpowiedział portalowi Naszosie.pl Nibali.

Vincenzo Nibali podczas konferencji prasowej on-line

Astana potwierdziła ostatnio swoich liderów na wielkie toury w sezonie 2022. Na Giro d’Italia wybiera się Miguel Angel Lopez, Alexey Lutsenko na Tour de France, natomiast na Vueltę David de la Cruz. Plany Nibaliego dotyczące trzytygodniowych wyścigów nie zostały jeszcze ujawnione. Tym razem Włoch podchodzi ostrożnie do ustalania konkretnych celów i budowania wokół nich sezonu.

– Właściwie to, że mój program startów nie został jeszcze sfinalizowany oznacza tyle, że nie chcę przeżywać tego sezonu mając na swoich barkach odpowiedzialność za jakiś jeden start. Oczywiście mam swoje cele i wyścigi, w których chciałbym odgrywać główne role. Poziom rywalizacji wzrósł w ostatnich latach niesamowicie, ale to nie jest tak, że brakuje mi determinacji. Wciąż dużo trenuję i chcę rozpocząć sezon we właściwej formie, a potem budować szczyt na klasyki lub na jakiś wielki tour

– wyjaśniał Nibali.

Jedyną datą, jaka padła w środę jest 2 lutego przyszłego roku, kiedy to wystartuje Wyścig dookoła Walencji, w którym Vincenzo Nibali zainauguruje kampanię 2022. Włoch wskazywał również na to, że wraz z drużyną będzie musiał przemyśleć, w jaki sposób poukładać starty w klasykach, ponieważ trudno będzie pogodzić chociażby Paryż-Roubaix z Liège-Bastogne-Liège.

– Nie zdecydowaliśmy jeszcze ostatecznie. Chciałbym na przykład wystartować w Tour of Flanders, ale rozmawialiśmy także o Paryż-Roubaix, jednak to nic pewnego. Jest bardziej prawdopodobne, że będę przygotowywał się do Liège. Mamy szkic, ale w tym momencie nie chcę mówić, że w tym wyścigu wystartuję, a w innym nie.

Przyszłoroczna edycja Giro d’Italia odwiedzi Sycylię, co z pewnością jest czynnikiem zachęcającym Vincenzo Nibaliego do pojawienia się w swoim domowym wielkim tourze. W ostatnich dwóch sezonach nie wiodło mu się w Corsa Rosa najlepiej. W 2020 roku był siódmy, zmagając się z trudnościami ze znalezieniem formy po lockdownie, a w tym roku w odpowiednich przygotowaniach do wyścigu przeszkodziła mu kraksa na treningu, podczas której złamał nadgarstek. Zresztą pobyt w Trek-Segafredo w ogóle nie był dla niego zbyt udany. Wszystkie swoje największe sukcesy odniósł w barwach Astany i Bahrain-Victorious.

Ktoś z włoskich dziennikarzy przytoczył słowa Giuseppe Martinelliego, który na łamach „La Gazzetty” kreślił porównania pomiędzy powrotem do Astany Nibaliego a drugim transferem Zlatana Ibrahimovica do piłkarskiego klubu AC Milan. „Ibra” pomógł tej drużynie wrócić na szczyt tabeli włoskiej Serie A. Nibali uśmiechnął się i odpowiedział następująco:

– Myślę, że wciąż mam potencjał, aby ścigać się na wysokim poziomie i zdobywać dobre wyniki dla zespołu. Myślę jednak, że doświadczenie, które ja mogę wnieść do drużyny w połączeniu z młodością i talentem może naprawdę dobrze działać. Managment na czele z Giuseppe Martinellim zdaje sobie z tego sprawę i zamierza zrobić z tego użytek. Z drugiej strony to nie jest tak, że ja będę tylko mentorem – czasami sam będę chciał zaatakować.

Na nieco bardziej konkretne pytanie dotyczące tego, czy jest jeszcze w stanie walczyć o zwycięstwo w wielkim tourze, odpowiedział dużo bardziej zachowawczo.

– Prawda jest taka, że ostatnie dwa sezony nie były dla mnie zbyt dobre, więc trudno jest mi w tej chwili powiedzieć, czy jestem jeszcze w stanie powalczyć o zwycięstwo w wielkim tourze. Zwłaszcza o tej porze roku. Poza tym są teraz tacy zawodnicy, jak np. [Tadej] Pogačar, z którymi bardzo trudno jest rywalizować. Bardzo. Żeby wygrać wyścig trzytygodniowy trzeba przystąpić do niego w bardzo dobrej formie, mieć świeżość w nogach, a także uniknąć pecha. Wiele rzeczy musi się złożyć na takie zwycięstwo. W tym momencie jest to trudne pytanie, ale zobaczymy

– zakończył 37-letni Vincenzo Nibali.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments