Balsamo, Vos
fot. UCI

Marianne Vos musiała mieć déjà vu w Leuven, kiedy na jej szyi umieszczono srebrny medal, a obok niej ktoś zakładał tęczową koszulkę. Jak na kolarkę, który jest praktycznie synonimem zwycięstwa, jej liczba drugich miejsc w mistrzostwach świata jest porażająca – to jej szósty srebrny medal.

Co więcej strój mistrzyni świata zakładany po jej lewej stronie po raz kolejny zastąpiły maglię azzurrę. Po Marcie Bastianelli w 2007 roku, Tatianie Guderzo w 2009 roku i Giorgii Bronzini w 2010 i 2011 roku, Elisa Balsamo sprawiła, że ​​Marianne Vos przegrała złoty medal w walce z Włoszką po raz piąty z tych sześciu przypadków.

Włochy są zawsze oddaną i silną drużyną w mistrzostwach świata, więc wiedziałam, że trzeba się będzie na nie oglądać. Już przed mistrzostwami powtarzałam, że Elisa jest jedną z głównych faworytek wyścigu. Tej wiosny widziałam ją ścigającą się we Fleche Brabançonne i spisała się naprawdę dobrze. We Flandrii zawsze jest dobra. Jest sprinterką, która potrafi przetrwać na trudniejszych trasach

— opowiadała na mecie nieco rozgoryczona Marianne Vos.

Przypomnijmy, że triumfy doświadczonej Holenderki to już dawne czasy. Triumfy odnosiła w Salzburgu w 2006 roku, w Valkenburgu w 2012 i we Florencji w 2013. Teraz Marianne Vos została uznana za wielką faworytkę do czwartego tytułu mistrzyni świata, ale jak widać klątwa srebrnych medali nie przestała jej prześladować.

Oczywiście, muszę przyznać, na początku byłam bardzo rozczarowana. Jeśli jesteś tak blisko złota, to oczywiście chciałbym je zdobyć. Teraz uśmiech powrócił. Elisa spisała się świetnie. Kiedy rozpoczęła sprint, nie mogłam osiągnąć prędkości i naprawdę czułam, że będzie bardzo ciężko. Wtedy srebro było wszystkim, co mogłam zrobić. Jestem również zadowolona z formy, w jakiej jestem i ze srebrnego medalu, który zdołałam wywalczyć

— już z nieco większym uśmiechem dodawała Holenderka.

Marianne Vos zajmowała pozycję gdzieś w głębi grupy przez większą część wyścigu, gdy jej koleżanki z reprezentacji na zmianę atakowały. Nic się nie udawało i stało się jasne, że jej karta rzeczywiście zostanie zagrana w sprincie z grupy, co zresztą najprawdopodobniej uznały za dobrą opcję Holenderki już zbliżając się do ostatniego okrążenia w Leuven.

W zespole wszystkie chciałyśmy mieć ciężki wyścig i tworzyłyśmy na początku różne akcje. Jako że to nie wyszło postawiłyśmy na ataki w finale, aby wszyscy się zmęczyli, a ja, abym był jak najświeższa na dojeździe do mety. To poszło dobrze. Tak naprawdę nigdy nie przestawałyśmy kontrolować rywalizacji. Elisa była po prostu szybsza na linii

— zarysowywała przebieg taktyczny wyścigu Vos.

Po raz kolejny na mecie pojawiły się znaki zapytania w stosunku do Holenderek jako kolektywu, ponieważ to Włoszki przejęły kontrolę na ostatnim kilometrze i podzieliły peleton, gdy Balsamo otrzymała idealne rozprowadzenie. Vos doskoczyła co prawda na koło Balsamo, ale Ellen van Dijk przyznała, że ​​​​zespół popełnił błąd w prowadzeniu.

Nie przegrałam wyścigu na rozprowadzaniu. Przegrałam, gdy nie mogłam pokonać Elisy Balsamo na linii. Nigdy nie wiadomo co można było zrobić lepiej. Z całą energią, która przechodzi przez wyścig, nigdy nie wiadomo, gdzie mogłeś zaoszczędzić więcej. Być może powinnam inaczej wychodzić Włoszce z koła

— opowiadała o ostatnich metrach Holenderka.

Na koniec pojawiły się też wątki tego, że karierę zakończyła dzisiaj Anna van der Breggen. Marianne Vos powiedziała o niej dość ciekawie brzmiące słowa.

Jest wspaniałą mistrzynią, ale także wielką osobą. Dziwnie jest o niej mówić niczym w retrospekcji, ale zawsze była bardzo skupiona, a także wyluzowana, a to dobra równowaga. Musiała być taka, jaka jest i nigdy tak naprawdę nie zachowywała się jak królowa kolarstwa. Anna zawsze była Anną i pozostanie Anną. Mieliśmy wspaniałego mistrza i wspaniały wzór do naśladowania w kolarstwie

— zakończyła Marianne Vos.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments