Fot. Szymon Gruchalski

Zawodnicy na każdy dzień dostają rozpisany plan – kiedy śniadanie, o której ruszają na start, odprawa w autobusie, start honorowy i tak dalej. Pozazdrościłam i spisałam nasz plan, dziennikarski. Z czwartego etapu Tour de Pologne.

8.45 Pobudka, śniadanie w hotelu. Za parawanem Bora-hansgrohe, na sali obok Bahrain Victorious, my przy stolikach z innymi dziennikarzami oraz panią Anią z Lang Teamu, która jest od lat odpowiedzialna za zakwaterowanie wyścigu i panią Kasią, która właśnie uczy się od niej tej sztuki.

10.00 Szybkie pakowanie, rzut oka dookoła – udało się, znów nie zostawiliśmy żadnej ładowarki. Ruszamy na wywiad z Tomkiem Marczyńskim – jeszcze przed startem etapu chcemy nagrać z nim zapowiedź Vuelty. Hiszpański wyścig w tym roku zaplanowano na zakładkę z Tour de Pologne, czas porozmawiać o trasie.

11.30 Ruszamy na start.

12.30 Dojeżdżamy do Tarnowa. Dziś autobusy drużyn zaparkowane wyjątkowo blisko linii startu, można się do nich przejść. Przyjrzeliście się kiedyś temu, co jest napisane na teamowych autobusach? Czasem są to napisy i fotografie zupełnie nieoczywiste. Pamiętam jak kilka lat temu pierwszy raz zauważyłam napis „Bicycles Change Lifes” na samochodzie Qhubeki (obecnie Qhubeka Assos) i w ten sposób odkryłam, że jednym ze sponsorów zawodowego kolarstwa jest organizacja non-profit, która dostarcza rowery mieszkańcom RPA i prowadzi wiele programów poprawiających ich życie. Od tej pory uważniej przyglądam się autokarom. Dziś odkryłam, że Trek Segafredo namawia do przyłączenia się do grupy na Zwifcie i wspólnego jeżdżenia, Education First do odkrywania świata, a Lotto Soudal do przezorności – konkretnie do korzystania z kart paliwowych. Był też motywacyjny napis „Band of brothers” (Kompania Braci) Bory-hansgrohe. Dosyć kręcenia się po parkingu, ruszamy.

fot. Tur de Tur
fot. Tur de Tur
fot. Tur de Tur

14.30 Start. Dzisiejszy plan – wjechać za ucieczkę. Czekamy na odpowiednią okazję, ucieczka dość szybko uzyskuje około 4 minutową przewagę i utrzymuje ją przez dłuższy czas. Zatrzymujemy się, żeby na nią poczekać. Właściwie pierwszy raz w tym Tour de Pologne widzę kolarzy na trasie. 4 kolarzy. Konkretnie: 17 WARBASSE, Lawrence (ACT), 77 VALTER, Attila (GFC), 176 THEUNS, Edward (TFS), 205 CANOLA, Marco (GAZ) – tak to wygląda w tekstówce naszosie.pl. „Widzę” – to trochę za dużo powiedziane. Raczej „widuję”- jak droga skręca lub się wznosi. Jesteśmy pewnie na jakimś 7. miejscu za zawodnikami – po sędziach, samochodach teamowych, innych mediach. Jedziemy kolarskim tempem. Niedaleko górska premia, więc na razie spokojnie, a na najbardziej stromym odcinku wręcz wolno – nawet poniżej 20 km/h, za to jak dojadą do szczytu… Nie ma wyjścia trzeba gnać. Wąska, kręta droga, prawie 100 km/h, ale peleton z tyłu nie może nas dogonić. Trzeba być naprawdę dobrym kierowcą, żeby jechać płynnie i bezpiecznie, bo zmiany tempa następują co chwilę. Decydujemy się jechać na metę. Jedyna droga to wyprzedzić ucieczkę i pojechać przed kolarzami. Na szczęście koło nas jest motocykl regulatora – zajmuje się kontrolą ruchu w kolumnie wyścigu. Pomaga nam przejechać przed kolarzy, zatrzymując się wcześniej przy samochodzie sędziowskim i uzyskując jego zgodę na taki manewr. Dziękujemy mu i pędzimy na metę.

 

20.30 Dojeżdżamy do hotelu. Jest nas tu więcej. Organizujemy wieczór w dziennikarskim gronie. Będzie o czym rozmawiać…

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments