A.S.O. / Pauline Ballet

Najczęściej pokonywany podjazd w całej historii wyścigu i taki, który na jego trasie pojawia się niezwykle rzadko, emocje wywołując przy tym ponad stan. W ramach ostatniego aktu górskich zmagań 108. edycji Tour de France kolarze pokonają w czwartek Tourmalet i Luz Ardiden, a my przekonamy się, czy młody lider wyścigu również ma w sobie coś z aktora.

18. etap tegorocznej Wielkiej Pętli nie kryje w sobie żadnych tajemnic, na dzielącym słynne Pau i Luz Ardiden dystansie zaledwie 129,7 kilometra zmuszając peleton do pokonania 3555 metrów przewyższenia i czterech górskich premii – po dwóch z każdego krańca spektrum.

O ile jednak w kontekście klasyfikacji generalnej imprezy liczyć się będą wyłącznie Tourmalet i Luz Ardiden, ze względu na lotną premię w Pouzac (62. kilometr) otwierające dzisiejszy odcinek 65 kilometrów będzie mieć ogromne znaczenie w kontekście cały czas trwającej walki o zielony trykot. Wczoraj ekipa Deceuninck-Quick Step raczej groźbą niż prośbą uniemożliwiła uformowanie się dużego odjazdu dnia, ale dziś z wielu względów będzie to znacznie trudniejsze, a drużyny BikeExchange i Bahrain-Victorious z pewnością zrobią wszystko, by odizolować Marka Cavendisha.

Bezpośrednio po tych wydarzeniach rozpocznie się wspinaczka na Col du Tourmalet (17,1 km, śr. 7,3%), który zadebiutował na trasie Wielkiej Pętli w 1910 roku i od tego czasu uczestnicy imprezy pokonywali go aż 85 razy, choć finisz etapu rozgrywany był tam dotąd tylko trzykrotnie. Bledszej z wymienionych statystyk jedna z największych ikon Tour de France również dzisiaj nie poprawi, ale z pewnością realnie wpłynie na losy czwartkowego odcinka, przede wszystkim za sprawą swojej długości i nachylenia, które rośnie w drugiej części podjazdu.

Rolę ostatniego znaczącego podjazdu tegorocznej edycji Tour de France pełnić będzie Luz Ardiden (13,3 km, śr. 7,4%), czyli “hiszpańska góra”, która zyskała ten przydomek za sprawą zwycięstw Samuela Sáncheza, Roberto Laiseki, Miguela Induraina, Laudelino Cubino i Pedro Delgado. Żadne z nich nie zapisało się jednak w pamięci równie żywo, jak upadek i triumfalny powrót na szczyt (zarówno dosłownie, jak i w przenośni) tego-którego-nazwiska-nie-można-wymieniać.

Do stacji narciarskiej prowadzi aż 30 serpentyn, ale jak na pirenejskie standardy jest to relatywnie regularne wzniesienie, z najtrudniejszymi fragmentami przypadającymi na środkową sekcję. Czy również podczas swojej zaledwie dziewiątej wizyty na trasach Touru przyniesie szczęście kolarzowi z iberyjskiego kręgu?

Oto, co na temat 18. etapu 108. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 18, 15 lipca: Pau > Luz Ardiden (129,7 km)

Kolejny bardzo wymagający etap. Kolarze będą musieli zmierzyć się z Col du Tourmalet (17,1 km; 7,3%) i Luz Ardiden (13,3 km; 7,4%). Górale mający kilkuminutową stratę do lidera w przypadku bardzo dobrego samopoczucia mogą pokusić się tu nawet o atak na Col du Tourmalet. Jeśli tak się nie stanie, losy etapu, a może nawet wyścigu, rozstrzygną się na Luz Ardiden.

Pogoda

Nie powinno dziś padać, choć poprzednie dni udowodniły, że prognozy pogody niewiele w Pirenejach znaczą. Temperatura będzie raczej wiosenna, czyli do 20 stopni Celsjusza.

Faworyci

Krótki odcinek, wysokie tempo, niewielka przewaga ucieczki, a z tyłu walka o dotarcie na metę w limicie czasu. Etapy, jak ten czwartkowy, kojarzą się z głównie takim scenariuszem, ale ze względu na zainteresowanie konkretnych ekip walką o zieloną koszulkę z jednej strony, z drugiej zaś tytuł najlepszego górala wyścigu, istnieją dziś pewne szanse na powodzenie odjazdu.

W nim zaś obok Wouta Poelsa (Bahrain-Victorious), Nairo Quintany (Arkea Samsic) i Michaela Woodsa (Israel Start-Up Nation) możemy dziś zobaczyć Alejandro Valverde (Movistar), Pello Bilbao, Dylana Teunsa (Bahrain-Victorious), Davida Gaudu (Groupama-FDJ), Bauke Mollemę (Trek-Segafredo), Mattię Cattaneo (Deceuninck-Quick Step) czy Iona Izagirre (Astana-Premier Tech).

Ciągle, bardzo prawdopodobna wydaje się kolejna rozgrywka pomiędzy liderami ekip, a na podstawie wczorajszego pojedynku wiemy, że powinna się ona sprowadzić do rywalizacji o etapowe zwycięstwo Tadeja Pogacara (UAE-Team Emirates), Jonasa Vingegaarda (Jumbo-Visma) i Richarda Carapaza (INEOS Grenadiers). 

Lider wyścigu ma już swoje wymarzone zwycięstwo w żółtym trykocie, dlatego dziś może pozwolić sobie na bycie nieco mniej aktywnym obserwatorem wydarzeń, jedynie odpowiadającym na ruchy rywali. Trudno sobie też wyobrazić, aby drugi dzień z rzędu Słoweniec i Duńczyk z równym zapałem holowali Carapaza, który być może rzeczywiście zasługuje na Oscara w kategorii najlepszy aktor, ale jak dotąd tylko drugoplanowy.

Atakować więc będzie musiał Ekwadorczyk, bo jego przewagi nad Rigoberto Uranem (EF Education-Nippo) w kontekście etapu jazdy indywidualnej na czas ciągle nie można nazwać bezpieczną, a to siłą rzeczy kolejny raz uruchomi lawinę zdarzeń. Za Carapazem będzie musiał pojechać Vingegaard, a odpuszczenie tej dwójki ostatecznie nie leży w charakterze Pogacara, choć tym razem to on będzie miał pełne prawo korzystać z siły pociągowej kompanów niedoli. Brzmi jak kolejne etapowe zwycięstwo na konto wyluzowanego 22-latka.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Maciej
Maciej

To będzie wspaniały dzień