fot. BORA-hansgrohe

Wczorajszy etap padł łupem Patricka Konrada z ekipy BORA-hansgrohe. Austriak po długiej, samotnej szarży dojechał do mety przed pozostałymi uciekinierami.

Patrick Konrad był jednym z kilkunastu kolarzy, którym udało się wczoraj oderwać od peletonu. Początkowo Austriak jechał w dużej grupie pościgowej, z której, na około 70 kilometrów do mety, przeskoczył do czołówki. Razem z nim jechali Fabien Doubey (Team TotalEnergies), Jan Bakelants (Intermarche-Wanty-Gobert Materiaux) i Christopher Juul-Jensen (Team BikeExchange), który po chwili odpadł od pozostałych zawodników.

Na niespełna 35 kilometrów do mety Patrick Konrad był jedynym kolarzem jadącym na czele wyścigu. Mistrzowi Austrii udało się utrzymać około minutową przewagę nad resztą harcowników, dzięki czemu sięgnął po swoje pierwsze międzynarodowe, zawodowe zwycięstwo.

– Nie wiem, co powiedzieć. Nie mogę znaleźć słów, które opisałyby to uczucie. Nie tylko jest to moje pierwsze worldtourowe zwycięstwo – w Tour de France, największym wyścigu na świecie. To zwycięstwo dedykuję mojej rodzinie, przyjaciołom, wszystkim, którzy we mnie wierzyli i oczywiście mojej drużynie, BORA-hansgrohe. Oni zawsze we mnie wierzyli, zawsze powtarzali mi, że mam talent i muszę o niego walczyć. Ten triumf przyszedł we właściwym momencie – jestem bardzo dumny, że wygrałem etap Touru w koszulce mistrza Austrii

– mówił Patrick Konrad cytowany przez biuro prasowe BORA-hansgrohe.

Austriak w tegorocznej edycji Tour de France jeździł bardzo aktywnie – dwukrotnie meldował się w czołowej dziesiątce etapu po ucieczce. Tym razem zmienił taktykę, co poskutkowało zwycięstwem.

– Trzy razy byłem w ucieczce, ale zawsze czekałem na końcówkę. To nie była najlepsza decyzja. Widzieliśmy, że gdy Mohoric wygrywał etap, odjechał bardzo wcześnie, gdy Mollema wygrywał, było tak samo. Powiedziałem sobie, że jeśli znajdę się w takiej sytuacji, to zrobię tak samo. Spróbowałem i bardzo się cieszę, że się udało i miałem nogi, by dojechać do mety. Gdy przekroczyłem ostatni kilometr, myślałem, że znów będzie bolało, ale w końcu miałem czas na świętowanie. Uwierzyłem w to dopiero na ostatnich 500 metrach, kiedy minęli mnie dyrektorzy sportowy. Jestem bardzo szczęśliwy i myślę, że mogę cieszyć się tą chwilą

– dodał.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments