fot. Team Jumbo-Visma

Wout van Aert (Team Jumbo-Visma) zwyciężył na jedenastym etapie Tour de France z Sorgues do Malaucene. Po drodze kolarze dwukrotnie wspinali się pod Mont Ventoux.

Wout van Aert od początku tegorocznego Tour de France szuka zwycięstwa etapowego. Najpierw skupiał się na czasówce, a później próbował swoich sił w ucieczce i na finiszach. Wczorajszy etap ukończył na drugiej pozycji, przegrywając jedynie z Markiem Cavendishem. Dziś mistrz Belgii zdecydował się na walkę o zwycięstwo z odjazdu.

Kolarz Team Jumbo-Visma przez długi czas utrzymywał się w czołowej grupie. Podczas drugiej wspinaczki pod Mont Ventoux zaatakował z niej Kenny Elissonde (Trek-Segafredo). Po chwili Van Aert skontrował i szybko doskoczył do Francuza, którego niedługo później zgubił. Belg samotnie pognał do mety i sięgnął po czwarty etap Tour de France w karierze.

– Brak mi słów. Przed Tour de France nie spodziewałem się, że wygram ten etap, ale wczoraj w to uwierzyłem i poprosiłem drużynę o możliwość zabrania się w ucieczkę. To jedna z najbardziej ikonicznych wspinaczek na świecie. Być może to moje najlepsze zwycięstwo

– mówił wzruszony Wout van Aert.

– Widziałem, że wszyscy bardzo cierpieli, była duża walka o zabranie się w odjazd – szczególnie Alaphilippe stracił dużo energii w pierwszej części wyścigu. Wszystko jest możliwe, jeśli w to wierzysz

– dodał.

Tegoroczna Wielka Pętla nie przebiega po myśli kolarzy Team Jumbo-Visma – holenderska ekipa straciła już trzech zawodników, w tym Primoza Roglica, który celował w zwycięstwo klasyfikacji generalnej. Z tego powodu, a także ze względu na problemy zdrowotne Wouta van Aerta przed Tour de France, dzisiejszy triumf znaczył dla niego bardzo dużo, co było widać w powyścigowym wywiadzie.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments