fot. Mario Stiehl / HRE Mazowsze Serce Polski

Podczas Tour de Hongrie udało nam się porozmawiać z Mihkelem Räimem, który na początku 2021 roku dołączył do ekipy HRE Mazowsze Serce Polski. Estończyk opowiedział nam, jak czuje się w zespole, o swoich dotychczasowych startach, a także o planach na kolejne tygodnie.

Jakie są Twoje wrażenia po pierwszych miesiącach w HRE Mazowsze Serce Polski?

Myślę, że jest to drużyna z dużym potencjałem na przyszłość. Czuję się tu dobrze, traktują mnie tu jak Polaka, co jest dobrym znakiem. Oni wierzą we mnie, ja wierzę w nich, więc myślę, że jest to dobra współpraca.

Ciężko jest być jedynym obcokrajowcem w ekipie?

Na początku trochę się bałem, bo nie wiedziałem, jaki jest poziom angielskiego w drużynie, ale teraz wiem, że nie ma się o co martwić. Jeśli rozmawiają ze mną, mówią po angielsku, a także tłumaczą mi ważne rzeczy. Używając logicznego myślenia mogę też wiele rzeczy zrozumieć, więc nie jest to dla mnie problem, lubię wyzwania.

Czujesz, że drużynie czegoś brakuje?

Oczywiście, że czegoś brakuje, ale jest to spowodowane budżetem, więc jest to normalne w przypadku kontynentalej ekipy. Wiem, że kierownictwo i obsługa robią dla kolarzy wszystko, co mogą z tym budżetem. Nawet w WorldTourze, gdzie budżety są większe, nie ma drużyny idealnej. My pracujemy nad tym, by zyskać nowych sponsorów, by stać się większą ekipą. Czuję, że obsługa bardzo dobrze wykonuje swoją pracę.

Czujesz różnicę, że jeździsz w wyścigach jako kolarz kontynentalnej, a nie worldtourowej drużyny?

Kolarze z większych ekip mnie tu znają, ale wciąż w przypadku walki o pozycje nie jesteśmy tak szanowani, jak inne drużyny. Czułem to też na początku Cycling Academy w Izraelu. Najpierw byliśmy drużyną kontynentalną, później prokontynentalną i worldtourową – zyskanie szacunku większych ekip nie było proste. Musimy być lepsi, osiągać dobre wyniki i dzięki temu będziemy szanowani.

Wiesz, jak zyskać szacunek większych ekip?

Nie da się tego zrobić w jeden dzień, potrzeba czasu. W mojej wcześniejszej drużynie zajęło to w zasadzie cztery lata. Jeśli jesteś ekipą kontynentalną na papierze, ciężko jest cokolwiek zrobić. Jeśli jesteś w procontinental, drużyny zaczynają bardziej na Ciebie patrzeć i jeśli masz w zespole znanych kolarzy, to w grę wchodzą różne połączenia i znajdujesz dobrą drogę do zyskania szacunku. To długi proces, musisz być dobry, mieć wyniki, ale też być normalnym człowiekiem i nie robić żadnych niebezpiecznych rzeczy.

Czyli w peletonie chodzi tylko o licencję, czy to, że Ty i Paweł Bernas jeździliście w WorldTourze coś zmienia?

Jeśli spojrzy się na niektórych neo-pro w peletonie Tour de Hongrie, oni nie mają pojęcia o tym, że jeździliśmy w WorldTourze. Uważają, że jeżdżą tam teraz i są królami, więc jest to ciężka kwestia. Jeśli o mnie chodzi, jak byłem w WorldTourze, zawsze respektowałem mniejsze ekipy. Starałem się zrozumieć, że walczą o ucieczkę, by zyskać czas telewizyjny, choć czasem nie było to korzystne dla mojej ekipy. Głównie chodzi o licencję – jeśli jesteś w WorldTourze, jesteś jednym z najlepszych. Z prokontynentalnymi i kontynentalnymi ekipami tak nie jest – na papierze wygląda to inaczej i ciężko to zmienić.

Jest trochę łatwiej, niż wtedy, kiedy jeździłem w kontynentalnej ekipie z Izraela, bo była to bardzo młoda ekipa. W naszym zespole jeździ teraz wielu doświadczonych zawodników, więc pod tym względem jest odrobinę prościej.

Twoje doświadczenie z WorldTouru pomaga Ci odnaleźć się na finiszach, nawet gdy ścigasz się z szybszymi zawodnikami?

Gdy staję na starcie, prawie nigdy nie jestem najszybszym kolarzem w peletonie, jeśli chodzi o czysty sprint. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie, a gdy spojrzy się w statystyki, to co roku coś wygrywam, więc znaczy to, że jakoś udaje mi się zwyciężać. Nie do końca wiem, jak to się dzieje, bo nie sądzę, że jestem najszybszy, ale może mam taki talent.

Preferujesz trudniejsze wyścigi.

Ale nie za bardzo. Wolę klasyczne wyścigi, gdzie nie ma dużych podjazdów, ale jest ich wiele i się powtarzają. Kolarze z tyłu odpadają od peletonu, to typy wyścigów, które lubię. Taki wyścig, jak Tour de Hongrie, gdzie przez cały dzień na sprint, mniej mi odpowiada.

Mimo tego na trzecim etapie poszło Ci bardzo dobrze, byłeś piąty.

Potencjalnie mogłem być trzeci. Pierwsza dwójka (Teunissen i Bauhaus) mieli przewagę, ale jeśli chodzi o trzeciego kolarza (Freda Wrighta), jestem pewny, że nie jestem od niego wolniejszy. Pozwolili mu w końcówce odjechać, na 300 metrów do mety zostałem trochę zablokowany. Miałem dużą prędkość, ale na sekundę musiałem przyhamować. To dla nas jak małe zwycięstwo, jeśli popatrzy się, z jakimi ekipami rywalizujemy. Podium byłoby oczywiście lepsze, ale musimy być realistami. Drużyna wykonała naprawdę świetną pracę, w szczególności Adrian Kurek, który w Eurosporcie pokazał się światu i zasługuje na wielkie podziękowania.

A jak ocenisz swoje wcześniejsze starty?

Jestem usatysfakcjonowany swoimi wynikami. Mogłem pojechać lepiej w Turcji, ale nie miałem najprostszej zimy pod kątem treningów. Nie mogłem znaleźć drużyny, nie byłem pewny, czy będę kontynuował ściganie. Oczywiście gdybym miał dobry grudzień i styczeń, byłbym w o wiele lepszej formie na początku sezonu, ale myślę, że jeśli jestem w stanie finiszować w czołowej dziesiątce takich sprintów, jak te na Węgrzech, to nie jest tak źle. Oczywiście mogę być lepszy i na pewno nie jestem teraz w bardzo dobrej dyspozycji, powiedziałbym, że średniej. Wciąż mam czas i chciałbym zrobić szczyt formy na lato, na mistrzostwa Estonii.

Celujesz w koszulkę mistrza Estonii?

Koszulka mistrza kraju to jeden z celów. Mamy bardzo wiele wyścigów, nie mogę wybrać tylko jednego, gdzie chcę być w dobrej formie, ale na pewno chcę być mocny na mistrzostwa kraju. Naprawdę w tym roku chcę tej koszulki.

Wspomniałeś o wielu wyścigach, które Was czekają. Co sądzisz o kalendarzu drużyny?

Jak na kontynentalną ekipę, jest szalony. Kiedy pierwszy raz rozmawiałem z Dariuszem Banaszkiem, wysłał mi listę wyścigów i nie za bardzo w to wierzyłem. Jest wiele kontynentalnych ekip, które mówią, że mają wielkie plany, ale gdy przychodzi co do czego, zaczynają odwoływać starty. Tu, w Mazowszu, rezygnujemy ze startów w niektórych mniejszych wyścigach, ponieważ jedziemy te większe. Jeśli popatrzy się na kalendarz na przykład Bardiani, jest całkiem podobny, więc myślę, że nie można tu na nic narzekać. Jestem tym pozytywnie zaskoczony i jest to dla mnie bardzo dobre, bo mogę połączyć mniejsze wyścigi z większymi.

Podczas Tour de Hongrie z Mihkelem Räimem rozmawiał Kacper Krawczyk

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments