fot. Giro d'Italia

Małe cuda Giro d’Italia nie ominęły wczoraj ekipy Bahrain Victorius, która jeszcze chwilę wcześniej osłabiona i zdemotywowana, na szczycie San Giacomo za sprawą Mateja Mohorica i Gino Madera na powrót stała się zwycięską. Dziś peleton wyruszy dalej na południe, by przemierzyć te części wybrzeża Adriatyku, gdzie mówi się głównie po włosku.

Ponieważ szczęście w pierwszym wielkim tourze sezonu jest dobrem limitowanym, zabrakło go wczoraj dla Alessandro De Marchiego, który zmuszony był oddać swoją wymarzoną różową koszulkę młodemu Attili Valterowi. Już za tydzień Giro d’Italia odwiedzi jego rodzinne Friuli, gdzie ponownie będzie mógł przypomnieć o swojej ponadprzeciętnej waleczności.

Po wspinaczce na San Giacomo, której zwycięzcami byli Gino Mader i Egan Bernal, ale tytułem MVP musieliby się podzielić Matej Mohoric i Filippo Ganna, peleton czeka relatywnie luźna przejażdżka wzdłuż abruzyjskiego wybrzeża Adriatyku, z finiszem już w Molise.

Siódmy etap 104 edycji Giro d’Italia rozegra się na dystansie 181 kilometrów, a przewyższenia tego dnia sięgnie 1675 metrów. Po starcie z małego Notaresco, uczestnicy włoskiego wielkiego touru wjadą na prowadzącą wzdłuż wybrzeża autostradę w Scerne, niespełna 50 kilometrów od doskonale znanego z tras Tirreno-Adriatico San Benedetto del Tronto. Chociaż od tego momentu peleton oddali się od morza tylko na kilka mrugnięć okiem, nie czeka nas przejażdżka po najbardziej znanych kurortach Italii, bo ta część Abruzji i Molise to ciche plaże, na których w sezonie mówi się niemal wyłącznie w lokalnych dialektach. To właśnie te Włochy dla Włochów, o których wcześniej pisałam.

Zaledwie jedna górska premia 4. kategorii w Chieti nie pozostawia też wątpliwości, jaki scenariusz został przez organizatorów wyścigu przewidziany na ten odcinek. Jest nim oczywiście finisz z peletonu w Termoli, gdzie kręte finałowe kilometry kolejny raz zapewnią kolarzom morze niekoniecznie chcianych atrakcji. Trudności zaczynają się mnożyć, a momentami również piętrzyć ok. 3 kilometry od linii mety, gdzie pokonana zostanie zakończona kluczowym w kontekście walki o pozycje zakrętem w prawo ścianka, wiadukt nad torami kolejowymi i kilka mikroskopijnych rond. Ze względu na to spodziewam się, że bardziej doświadczone pociągi, jak chociażby Peter Sagan z Danielem Ossem, będą próbowały przebijać się na czoło stawki możliwie najpóźniej.

Oto, co na temat 7. etapu 104. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 7, 14 maja: Notaresco > Termoli (181 km)

W piątek pozostaniemy w klimatach Tirreno-Adriatico, bo w menu znajdą się pagórki, wiodąca wzdłuż wybrzeża trasa i potencjalnie chaotyczny sprint. W przeddzień tego etapu zapewne warto będzie przeanalizować prognozę pogody, ale jeśli w międzyczasie nie dojdzie do jej radykalnego załamania, większych szaleństw ze strony Adriatyku bym się w połowie maja nie spodziewała. Jeśli więc liczycie tego dnia na kolarskie emocje, lepiej pokładać je w dostatecznie ambitnym składzie ucieczki dnia i/lub zaciętej rywalizacji specjalistów od wyścigów jednodniowych na krętym finiszu w Termoli.

Pogoda

Tym razem sprzyjać będzie uczestnikom wyścigu, co trzeba przyjmować z ulgą, bo w innym razie nadmiar wody byłby podczas dzisiejszego etapu nieznośny. Prognozowane są niewielkie zachmurzenie i temperatury sięgające 20 stopni Celsjusza, a jedynym problemem będzie podduszający peleton czołowy wiatr. Ten sam wiatr jednak doda sprinterom skrzydeł na finiszu.

Faworyci

Sam design wytyczonego na piątek finiszu najbardziej zdaje się odpowiadać Giacomo Nizzolo (Qhubeka ASSOS) i Peterowi Saganowi (Bora-hansgrohe), ale Caleb Ewan(Lotto Soudal) i Tim Merlier (Alpecin-Fenix) najzwyczajniej są od nich w równej walce szybsi. By więc jeden z pierwszych dwóch wymienionych kolarzy mógł zatriumfować, muszą wkraść się zamieszanie i błędy, ale zwycięzca spoza tej czwórki będzie dziś zaskoczeniem.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments