fot. Vuelta a Burgos

Dzisiaj, tj. w czwartek 11 lutego zaprezentowano trasę 76. edycji Vuelta a España. Oto nasza analiza trasy “na gorąco”, czyli zaledwie kilka godzin po tym, jak ujrzała światło dzienne. 

Hasłem przewodnim, jakie przyświeca 76. edycji Wyścigu dookoła Hiszpanii jest “Vuelta katedr”. Wszystko dlatego, że Gran Salida nastąpi z katedry św. Marii w Burgos, która świętuje w tym roku osiemsetlecie istnienia, zaś Gran Final zaplanowano w Santiago de Compostela, gdzie znajduje się katedra św. Jakuba Apostoła, w której znajduje się grób tegoż. Oba etapy będą jazdą indywidualną na czas, a kolarze pokonają w sumie 42 kilometry samotnej walki z czasem. Dużo i niedużo. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednak niepodważalnym faktem jest to, że do czasówki o dłuższym dystansie na ostatnim etapie, Vuelta wraca po kilkudziesięciu latach przerwy. Ostatni raz na taki wariant zdecydowano się w 2014 roku, kiedy wygrał Alberto Contador, ale dystans wynosił jedynie dziewięć kilometrów.

Jednak w wyścigu, który potrwa od 14 sierpnia do 5 września znalazło się więcej nowości i niespodzianek. Przede wszystkim uwagę jak zawsze przykuwają etapy z metą na podjeździe. W sumie będzie takich dziewięć, a wśród nich także takie, które zadebiutują we Vuelcie jak Picón Blanco, Villuercas czy Garmoniteiro. Nie zabraknie także historycznej dla Vuelty i szczęśliwej dla Polaków Covadongi oraz eksplozywnej ścianki Valdepeñas de Jaén. Jest to zatem mariaż, który z jednej strony pcha wyścig do przodu, a z drugiej pozwala zachować tradycję. Hiszpański dziennikarz Juan Gutiérrez proponuje, by obok hasła “Vuelta dwóch katedr” dodać jeszcze jedno: “La Vuelta de los Descubrimientos”, czyli w wolnym tłumaczeniu “Vuelta nowych odkryć”.

W tegorocznej Vuelcie będzie także więcej etapów dla sprinterów niż w ubiegłych latach. Ostatnie edycje hiszpańskiego wielkiego touru uchodziły wręcz za nieprzyjazne szybkim kolarzom, bo nawet jeśli już znalazły się płaskie etapy, to i tak nie opłacało się dla dwóch czy trzech okazji cierpieć na katorżniczych górskich etapach z nieregularnymi podjazdami i nachyleniem nierzadko sięgającym dwudziestu procent. Poza góralami, specjalistami od jazdy na czas oraz sprinterami, coś dla siebie znajdą także “klasykowcy”. Etap do El Barraco być może bardziej przypomina górski, ale już ten do Cordoby czy Mos powinien sprzyjać puncheurom czy – jak mówią Hiszpanie – los corredores de todo tipo del terreno, czyli kolarzom dobrze radzącym sobie w każdym terenie.

Spoglądając na mapę Hiszpanii, na którą nałożono linie pokazujące, w jakie regiony kraju zawita wyścig, od razu rzuca się w oczy, że tym razem nie będzie ani Pirenejów, ani Kraju Basków. W zamian jednak będzie często omijana Estremadura. Wszędzie być się nie da nigdy, a trzeba przyznać, że tegoroczna trasa w największym stopniu oddaje znaczenie nazwy Wyścig dookoła Hiszpanii. Reszta leży w rękach kolarzy, bo koniec końców, to kolarze robią wyścig, a nie trasa.