Na pożegnanie tematu 81. edycji Vuelta a España warto jeszcze przyjrzeć się w inny niż klasyczny sposób temu co wydarzyło się na hiszpańskich szosach. Zapraszam zatem na przegląd występu każdej z 23 drużyn uczestniczącej w ostatnim spośród tegorocznych wielkich tourów.
Od dłuższego czasu w portalu Naszosie.pl staramy się możliwie szeroko i wielowątkowo omawiać najważniejsze wyścigi świata, a jedną z cieplej przyjętych form podsumowywania wielkich tourów od lat była analiza występu poszczególnych drużyn. Pora zatem kolejny raz ekipa po ekipie przeanalizować dla kogo 81. edycja Vuelta a España była udana, a dla kogo wręcz przeciwnie. Co ważne występy te oceniane są w odniesieniu do potencjału danej grupy i wysłanego przez nią składu – inaczej przecież patrzy się na Burgos Burpellet BH czy Team Picnic PostNL, a zupełnie inaczej na np. UAE Team Emirates – XRG.
Nim jeszcze przejdziemy do omówienia każdej drużyny warto krótko spojrzeć statystycznie na to co za nami podczas 81. edycji Vuelta a España. Po wygraną etapową sięgnęli przedstawiciele 10 z 23 ekip, a najczęściej, bo aż 7-krotnie powody do świętowania mieli kolarze Team Visma | Lease a Bike. Warto też zauważyć, że w czołowej „9” klasyfikacji generalnej każdy z kolarzy reprezentował inny zespół – dopiero 9. i 10. miejsce przypadało tej samej drużynie, co w ostatnich latach nie zdarzało się za często.
Występ powyżej oczekiwań:
- Movistar Team – Movistar Team wygrał klasyfikację generalną wielkiego touru. Proszę nie regulować odbiorników, Movistar Team naprawdę wygrał klasyfikację generalną wielkiego touru. Enric Mas wygrał Vuelta a España. Powtarzam. Enric Mas wygrał Vuelta a España. Ja wiem, ktoś coś zaraz napisze o okolicznościach, że gdyby Tadej Pogačar dojechał do mety, to skończyło by się inaczej, ale cholibka – oceniajmy to, co faktycznie się stało. Hiszpański zespół potrafił wykorzystać nadarzającą się okazję, tj. jej lider był naprawdę świetnie dysponowany, a jego pomocnicy wykonali wystarczającą pracę, by ten nie musiał się przesadnie często angażować do osobistej pracy. Zespół, który rok temu dość długo musiał drżeć o swoją worldtourową przyszłość, a który dość regularnie powraca w dyskusjach o problemach ze znalezieniem sponsorów, przełamuje trwającą od 2022 roku dominację UAE Team Emirates-XRG i Team Visma | Lease a Bike w wielkich tourach. To wielka chwila dla tej formacji – być może nie w skali całej jej historii, ale miejsca, w którym ta jest obecnie w światowej stawce.
- Team Visma | Lease a Bike – 7 wygranych etapów, triumf w zestawieniu punktowym, tytuł najaktywniejszego i wreszcie 5. miejsce w klasyfikacji generalnej wywalczone przez kolarza, który miał już w nogach Giro d’Italia i Tour de France, a który przypuścił szarżę na kształt tej Simona Yatesa z zeszłorocznego La Corsa Rosa. Matthew Brennan, Wout van Aert, Sepp Kuss i spółka pojechali genialny wyścig i naprawdę czapki z głów przez każdym z nich za uczynienie 81. edycji Vuelta a España możliwie emocjonującą.
- Uno-X Mobility – kocham waleczność kolarzy z norweskiego zespołu, a umiejscowienie w odjeździe praktycznie wszystkich swoich kolarzy podczas 20. etapu było kwintesencją tej postawy. Uno-X Mobility regularnie ubarwia wyścigi, jeździ tak, jak kibice kochają, a 2 zwycięstwa na odcinkach były całkowicie zasłużoną nagrodą za taki styl jazdy. Odcinki te zgarniali Andreas Leknessund i Tobias Halland Johannessen, aczkolwiek na pochwałę zasługują praktycznie wszyscy, w tym przede wszystkim Magnus Cort, który 2-krotnie był blisko uszczknięcia czegoś dla siebie w sprinterskich bataliach.
- Bahrain – Victorious – wygrany etap, triumf w klasyfikacji górskiej, 7. lokata w generalce i walka do samego końca o biały trykot za zestawienie młodzieżowe – jak na przedwyścigowe oczekiwania trzeba przyznać, że kolarze Bahrain – Victorious pojechali absolutnie świetny wyścig. Jakob Omrzel udowodnił swój wielki talent, Santiago Buitrago pojechał niezwykle równe i solidne 3 tygodnie, Pau Miquel potrafił postraszyć bardziej renomowanych rywali na trudniejszych finiszach, a nieco anonimowy Pello Bilbao pożegnał się z hiszpańską publicznością 6. miejscem w Grenadzie, co mogło być na swój sposób piękne zważywszy na fakt, że doświadczony Bask kończy karierę. Nie powiem, że była to idealna Vuelta a España dla bliskowschodniego zespołu, ale było dobrze, bardzo dobrze!
- Tudor Pro Cycling Team – szwajcarska formacja w 2. dywizji znajduje się obecnie już chyba tylko z licencyjnego punktu widzenia, bo jakościowo w pełni zasługuje na awans do UCI World Touru. Z Vuelta a España kolarze Tudor Pro Cycling Team wracają z dwoma wygranymi etapami – najpierw Marco Brenner był najlepszy na Sierra de la Pandera, a następnie Stefan Küng nie miał sobie równych podczas czasówki. Świetny występ tej ekipy.
- Groupama – FDJ United – francuska grupa jest obecnie zagrożona spadkiem z UCI World Touru, a jej pierwszy garnitur zbiera punkty UCI na innych wyścigach. W obliczu tego nie spodziewałem się po jej występie w 81. Vuelta a España czegokolwiek, a był to z perspektywy czasu spory błąd. Etap wygrany przez Bastiena Tronchona był jedną z największych niespodzianek tegorocznej La Vuelty, do tego Clément Berthet kończy zmagania na 8. miejscu w klasyfikacji generalnej, a Guillaume Martin plasuje się na 11. pozycji. Naprawdę świetny wyścig dla francuskiej grupy, po której ciężko było spodziewać się tak pozytywnego występu.
- Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team – waleczność? 10/10. Eddie Dunbar wygrywa etap, a Marcel Camprubí, Xabier Mikel Azparren, Thomas Gloag, Milan Vader czy Walter Calzoni byli bardzo widoczni. Wiem, że ocenianie szwajcarskiej formacji przez pryzmat obecności w 2. dywizji może być nieco mylące, gdy ta może korzystać z obligatoryjnej dzikiej karty na największe wyścigi, ale to nadal występ, który był naprawdę imponujący jak na obecną pozycję w światowym peletonie tej drużyny.
- Cofidis – gdy po sezonie 2025 francuska grupa spadała z UCI World Touru, nie zostawiałem na niej suchej nitki. Ba, wróżyłem, że to może być dopiero początek jej dalszego regresu, tymczasem ten rok udowadnia, że się nieco myliłem. Z 81. edycji Vuelta a España zespół ten wraca z wygranym etapem przez Bryana Coquarda, co dla formacji jadącej z dziką kartą zawsze jest ważnym osiągnięciem. Francuz był zresztą także dwukrotnie drugi, więc jego postawa w pełni rozlicza występ tej formacji.
- XDS Astana Team – jeśli jakiś kolarz zasługuje na miano objawienia tegorocznej La Vuelty, to bez wątpienia jest nim Alessandro Romele. Włoski sprinter był dotychczas znany głównie tym, którzy śledzą naprawdę wszystkie wyścigi, tymczasem teraz przebił się do masowej świadomości. Do wygrania etapu to nie wystarczyło, ale 23-latek i tak zasługuje na słowa uznania. XDS Astana Team kończy zmagania z 14 lokatami w czołowej „10” poszczególnych odcinków, a także z 9. i 10. pozycją w klasyfikacji generalnej, które przypadły odpowiednio Cristiánowi Rodríguezowi i Haroldowi Tejadzie.
- Decathlon CMA CGM Team – w tegorocznej edycji Vuelta a España sporo jest zespołów, których ocenianie budzi we mnie wewnętrzne dylematy. Z jednej bowiem strony przed wyścigiem wróżyłem, że francuska grupa ma w swoim składzie naturalnego kandydata do 2. miejsca w klasyfikacji generalnej, a zatem brak zwycięstwa pod nieobecność Tadeja Pogačara może być pewną porażką. Do tego dochodzi brak wygranej etapowej, co dla wielu oznacza, że ocena powinna być sporo niższa. Mogę się z tym zgodzić, z drugiej jednak postawa francuskiego zespołu na trasie naprawdę mi imponowała. Felix Gall kończy zmagania na podium, a wspierający go Gregor Mühlberger, Matthew Riccitello, Léo Bisiaux czy Callum Scotson pokazali, że Decathlon CMA CGM Team jest gotowy na skuteczne przejmowanie inicjatywy w największych wyścigach świata. Tym razem nie udało się tego wykończyć w idealny sposób, ale ogólne wrażenie dla mnie pozostało przez francuski zespół pozostawione jak najbardziej pozytywne.
- Soudal Quick-Step – przyjechali z nieprzesadnie wybitnym składem, a kończą w naprawdę wielkim stylu za sprawą wygranej etapowej Mikela Landy. Kolarstwo to bowiem czasem nie tylko suche wyniki, ale i emocje, a tu belgijska formacja jechała tak, jak mało która. W 1. części wyścigu szalał Ethan Hayter, który postanowił powalczyć o trykot lidera oraz dzierżył zieloną koszulkę, później do głosu doszli inni uciekinierzy. Mnie to usatysfakcjonowało, a wręcz przekroczyło oczekiwania, aczkolwiek zrozumiem inne opinie.
- Alpecin – Premier Tech – na zakończenie ekipa, z której oceną miałem ogromny problem. Z jednej strony mamy bowiem zaledwie 4 lokaty w czołowej „10” etapów, w dodatku osiągnięte przez tylko jednego kolarza, z drugiej jednak tym zawodnikiem był Ramses Debruyne, którego walka na trasie mogła absolutnie urzekać. Belgijska formacja z zespołu, który potrafi czasem całkowicie zniknąć i przejeżdżać kolejne dni anonimowo, stał się jednym z momentami bardziej widocznych. Na minus oczywiście zapisuje się postawa Kadena Grovesa i zasadniczo całego sprinterskiego pociągu, ale czy przy tegorocznych perypetiach Australijczyka można było spodziewać się czegokolwiek innego?
Występ zgodny z oczekiwaniami:
- EF Education – EasyPost – mieli być aktywni? Byli. Zakończyli bez wygranego etapu i z Richardem Carapazem tuż za podium klasyfikacji generalnej? Cóż, niestety tak. Amerykańska ekipa pojechała ten wyścig zupełnie tak, jak można było się spodziewać, a tym razem niestety nie przyniosło to żadnej wielkiej niespodzianki.
- Red Bull – BORA – hansgrohe – końcowy wynik? Bardzo dobry, bo Primož Roglič na 2. miejscu musiał cieszyć włodarzy niemieckiej formacji. Ba, kolarze z tego zespołu aż 18-krotnie plasowali się w czołowej „10” etapów, w tym 6-krotnie czynili to na podium. Czemu zatem końcowa ocena jest z mojej strony taka, a nie inna? Cóż, po 1. zabrakło jakiejkolwiek wygranej, po 2. zaś o ile zwycięzców się nie sądzi, o tyle już 2. formację można skrytykować za jej styl jazdy, a właściwie jego brak. Absolutna pasywność była momentami aż irytująca, więc miałbym wyrzuty sumienia plasując tej zespół wyżej w hierarchii tego przegladu.
- Equipo Kern Pharma – nad hiszpańską grupą wisi widmo upadku i jej kolarze wyraźnie pokazali, że nie chcą przejść obok tego obojętnie. 81. edycja Vuelta a España była okazją do pokazania się i zawodnicy w zielonych koszulkach spróbowali z niej skorzystać, czego efektem było 5 lokat w czołowej „6” etapów. Była spodziewana aktywność, na więcej niestety nie starczyło możliwości.
- Netcompany INEOS – długo wahałem się nad oceną dla brytyjskiej grupy. Ta zabrała bowiem na hiszpańską trzytygodniówkę naprawdę solidny skład, ale ponownie ten jechał w stylu, który trudno było pokochać. Wygrane etapowe? Brak, choć Joshua Tarling podczas czasówki był blisko, a Axel Laurance próbował na finiszach. Końcową notę ratuje zatem nieco Oscar Onley, który kończy z białą koszulką – choć trzeba przyznać, że po 4. lokacie w zeszłorocznym Tour de France, 6. miejsce w Vuelta a España może być dla Brytyjczyka pewnym rozczarowaniem.
- Lotto Intermarché – belgijski zespół postawił w hiszpańskiej trzytygodniówce na młodych zawodników i była to z pewnością dla nich cenna lekcja. Jarno Widar z początku był bardzo waleczny, by jednak z czasem spłynąć w dół klasyfikacji generalnej. Steffen De Schuyteneer długo nie potrafił się włączyć do walki na finiszach, ale wówczas nieźle zastępował go Vito Braet. Ciężko było spodziewać się wybitnych wyników, toteż belgijska formacja kończy w podsumowaniu tu, gdzie kończy.
- Burgos Burpellet BH – uczestnicy 81. edycji Vuelta a España. Jak nie było komu uciekać, to meldowali się na czele. Jak przychodziło do walki, znikali i zostawiali pole lepszym – wystarczy powiedzieć, że po raz 1. w czołowej „10” etapu kolarz z hiszpańskiego Pro Teamu pojawił się dopiero na odcinku nr 16. Można też odnotować 14. miejsce w klasyfikacji generalnej w wykonaniu Mario Aparicio.
Występ poniżej oczekiwań:
- UAE Team Emirates – XRG – trudno ocenia się zespoły, które w kraksie tracą swojego lidera, a do jej momentu Tadej Pogačar jechał przecież naprawdę świetny dla siebie wyścig. Koniec końców jednak Słoweńca brakuje w tabeli wyników, a jego koledzy nijak nie potrafili zastąpić mistrza świata. Po wycofaniu się swojej gwiazdy reszta zawodników UAE Team Emirates – XRG wywalczyła tylko jedną lokatę w najlepszej „5” etapu, w dodatku mowa tu o jeździe indywidualnej na czas. Ramię w ramię zespół ten przepadł, co jednak jest nieco rozczarowujące gdy przypomnimy sobie, że mówimy o numerze 1 światowego rankingu.
- Team Picnic PostNL – po holenderskim zespole nie oczekuje już niczego i to chyba nadal aż nadto. To jedna z dwóch formacji w stawce, która zaledwie raz pojawiła się w czołowej „10” etapu – podczas odcinka nr 19 na 8. miejscu metę przeciął Chris Hamilton. Do końca zmagań dotrwało tu zresztą tylko 3 kolarzy. Jeśli to tak ma dalej wyglądać, to chyba nie ma sensu by włodarze tej drużyny opłacali licencję UCI World Tour.
- NSN Cycling Team – plusy? W tym roku nikt nie protestował przeciwko ich udziałowi w hiszpańskim wyścigu. Minusy? Oh, tu znajdziemy zdecydowanie więcej. Co prawda Hugo Hofstetter finiszował wielokrotnie w 2. połowie czołowej „10”, a Alexey Lutsenko próbował uciekać, ale ogólnie był to dość bezbarwny występ dla tej formacji, po której jednak można było oczekiwać więcej niż po np. hiszpańskich Pro Teamach.
- Team Jayco AlUla – o ile przy Burgos Burpellet BH mogłem napisać, że byli to po prostu uczestnicy 81. edycji Vuelta a España i nie było to żadną ujmą dla dysponującego stosunkowo niewielkim budżetem hiszpańskiego zespołu, o tyle jednak po UCI World Teamach oczekuje się nieco więcej. Australijska formacja tymczasem funduje nam 1 (!!!) etap ukończony w czołowej „10”. Wiem, skład nie był wybitny na papierze, ale to nadal nieco żenujący końcowy bilans, nieprawdaż?
- Lidl – Trek – nie mam pojęcia co się wydarzyło w niemieckim zespole. Na La Vueltę przywieźli oni bowiem skrajnie przemęczonego Mattiasa Skjelmose, który nie był w stanie przetrwać trudów całej trzytygodniówki i pod jej koniec walczył bardziej o przetrwanie niż dobry wynik, przez co wypadł z czołowej „10” klasyfikacji generalnej. Do tego w składzie znalazł się także Mads Pedersen, który również nie był w optymalnej dyspozycji, a którego dość szybko zabrakło w stawce hiszpańskiej trzytygodniówki. Wracający do ścigania Thibau Nys co prawda z czasem się rozkręcił, ale również ciężko powiedzieć, by był w optymalnej formie. Ogólnie można było odnieść wrażenie, że Lidl-Trek zrobił z 81. Vuelta a España kolonię karną dla swoich kolarzy, a ci naprawdę zawiedli jak na występ zespołu, który aspiruje do ścisłej światowej czołówki.









