fot. La Vuelta / Cxcling Creative Agency

Oto zakończył się ostatni z wielkich tourów w sezonie 2026. 81. edycja Vuelta a España była wyścigiem zupełnie innym niż Giro d’Italia czy Tour de France – choć początkowo i ona miała murowanego faworyta, to jedna kraksa przewróciła wszystko do góry nogami. Życiowy sukces na mecie odniósł naprawdę świetnie dysponowany Enric Mas, aczkolwiek do domu z uśmiechem na twarzy wrócą też m.in. kolarze Team Visma | Lease a Bike. Pora na podsumowanie hiszpańskiej trzytygodniówki.

81. edycja Vuelta a España przeszła do historii. Po nieco ponad 3 tygodniach ścigania na szosach Hiszpanii, Andory, Francji i Monako, poznaliśmy końcowego zwycięzcę, a także triumfatorów klasyfikacji pobocznych. Po wygrane etapowe sięgało 13 różnych kolarzy reprezentujących barwy 10 spośród 23 drużyn uczestniczących w hiszpańskiej trzytygodniówce, a rekordzistą pod tym względem był Matthew Brennan, który zgarnął aż 5 triumfów na odcinkach. Pora zatem na podsumowanie 81. edycji Vuelta a España, ale nim to dokładniej zrobimy, warto wyliczyć kto wygrał poszczególne zestawienia w ramach ostatniego z tegorocznych wielkich tourów:

  • klasyfikacja generalna: Enric Mas (Movistar Team)
  • kl. punktowa: Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike)
  • kl. górska: Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious)
  • kl. młodzieżowa: Oscar Onley (Netcompany INEOS)
  • kl. drużynowa: Decathlon CMA CGM Team
  • Nagroda najaktywniejszego: Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike)
Spełniony sen

Podsumowanie warto rozpocząć od tego kolarza, który wygrał, a jest nim Enric Mas. Kolarz Movistar Team kolejny raz udowodnił, że gdy przychodzi Vuelta a España, to niezależnie od tego jak wyglądały poprzednie miesiące w jego wykonaniu, forma Hiszpana nagle osiąga najlepszy możliwy poziom, a ten staje się niezwykle groźny. Dotychczas 3-krotnie wystarczało to do zajmowania 2. miejsca w klasyfikacji generalnej i w pewnym momencie zanosiło się na to, że i tym razem takim wynikiem może się to skończyć, ale po kraksie Tadeja Pogačara, 31-latek nie tylko przejął czerwoną koszulkę, ale i dowiózł ją na swoich barkach aż do samej mety wyścigu. Jeśli ktoś całokształtem swojej kariery zasłużył na taki sukces, to Enric Mas bez wątpienia był jednym z takich kolarzy.

Warto przy tym wszystkim pamiętać jednak, że nawet wycofanie się Słoweńca nie oznaczało, że Hiszpan otrzymał cokolwiek za darmo. W gronie jego rywali cały czas pozostali m.in. Primož Roglič, Felix Gall, Oscar Onley czy Richard Carapaz, a każdy z nich poczuł krew i próbował na różne sposoby podgryzać lidera Movistar Team. Ten jednak potrafił odpowiedzieć w najlepszy możliwy sposób – najpierw wygrywając na Alto de Aitana, a następnie odjeżdżając swoim konkurentom na Calar Alto oraz Sierra de la Pandera. Z czasem poziom emocji związanych z osobą zwycięzcy zaczął nieco opadać, a gdy Enric Mas pojechał czasówkę życia w ramach 18. etapu, jasnym stało się, że to on wyjdzie na koniec wyścigu na najwyższy stopień podium. To była zasłużona wygrana.

Bez wielkiego lidera, ale z niesamowitą skutecznością

Team Visma | Lease a Bike na Vuelta a España przyjechała bez wyraźnego lidera na klasyfikację generalną, ale absolutnie nie oznaczało to, że holenderska ekipa planowała odegrać drugoplanową rolę. W jej składzie znaleźli się bowiem wszechstronny Wout van Aert, debiutujący w wielkim tourze, ale niezwykle szybki Matthew Brennan oraz niezwykle przydatny w rozprowadzaniu Christophe Laporte. Od początku mówiono, że ci kolarze będą mieli poszukać wygranych etapowych, ale efekty tych poszukiwań były wprost wyborne. Pierwszy z wymienionych wraca do domu z 2 triumfami na odcinkach, a także koszulką za klasyfikację punktową oraz tytułem najaktywniejszego, drugi zaś zwyciężał aż 5-krotnie, co czyni go najskuteczniejszym debiutantem od dekad. Belg i Brytyjczyk absolutnie zdominowali finisze i pojechali wyścig w stylu, na jaki rywale nieczęsto mieli odpowiedź.

Wróć, czy ja na początku napisałem, że Team Visma | Lease a Bike nie miała lidera na klasyfikację generalną? Cóż, mogło się tak wydawać, bo jednak młody Jørgen Nordhagen dopiero debiutował w wielkim tourze, a Sepp Kuss miał już w nogach Giro d’Italia i Tour de France, które kończył na 13. pozycjach. Jak się jednak okazuje Amerykanin jest ulepiony z innej gliny niż jakikolwiek inny kolarz na tym świecie, a przejeżdżanie trzytygodniówek zamiast go wykańczać, to pozwala mu budować formę. W 2023 roku ten niespodziewanie wygrał Vuelta a España, a tym razem potrafił zająć w niej fantastyczne 5. miejsce, choć przed ostatnim górskim etapem nie plasował się nawet w czołowej „10”. Team Visma | Lease a Bike bowiem niezwykle mocna była nie tylko na stosunkowo płaskich odcinkach, ale i w trudniejszym terenie potrafiła robić rzeczy naprawdę wielkie. To był niewątpliwie najmocniejszy zespół hiszpańskiej trzytygodniówki.

Faworyt na asfalcie

Przed startem tegorocznej edycji Vuelta a España pisano, że Tadej Pogačar nie ma z kim jej przegrać. Cóż, zwykłem dopisywać przy tego typu dywagacjach małą gwiazdkę pt. o ile nie przydarzy się kraksa, choroba bądź inne zdarzenie losowe. Choć czasem może się wydawać to nudne, to warto pamiętać, że kolarstwo jest niestety nieco loteryjnym sportem, a kolarz UAE Team Emirates-XRG przekonał się o tym w najgorszy możliwy sposób. Upadek na teoretycznie prostym, przelotowym etapie wyeliminował mistrza świata nie tylko z walki o 1. w karierze triumf w Vuelta a España i dopełnienie wielkotourowej trylogii, ale i zakończył mu sezon – tym samym Słoweniec nie obroni tęczowej koszulki, nie powalczy przed własną publicznością podczas Mistrzostw Europy ani nie będzie 6. raz z rzędu najlepszy w Il Lombardii. Cóż, upadek króla kolarstwa okazał się być niezwykle bolesny w skutkach, ale jednocześnie sprawia, że możemy być pewni, iż jeszcze kiedyś Tadej Pogačar powróci na start hiszpańskiej trzytygodniówki.

Regularny przez cały wyścig

Pochwaleni zostali już zdobywcy koszulek za klasyfikacje generalną oraz punktową, pora zatem na zdobywcę trykotu najlepszego górala. Został nim Santiago Buitrago, przy którego osobie chciałbym napisać jedno słowo, a brzmi ono „nareszcie”. O potencjale Kolumbijczyka mówiło się od lat, ten potrafił wygrywać górskie etapy Giro d’Italia w latach 2022-23, a także aż 5-krotnie plasował się na miejscach 10-15 w klasyfikacji generalnej wielkich tourów. Właśnie, 10-15, a nie wyżej, bo choć zawodnik Bahrain-Victorious jest solidnym góralem, to zawsze brakowało u niego pewnego błysku. Czy zostanie najlepszym góralem Vuelta a España 2026 coś w tym temacie zmienia? I tak, i nie. Z jednej strony nareszcie zobaczyliśmy solidność i regularność na przestrzeni pełnych 3 tygodni, która faktycznie dawała Kolumbijczykowi prawo do codziennego wychodzenia na podium, z drugiej jest to jednak pewna nagroda pocieszenia, o którą walka nie była przesadnie zacięta, a w której niezwykle groźny dla Santiago Buitrago potrafił być cięższy od niego o niemal 20 kilogramów Wout van Aert. Zwycięzców się jednak podobno nie sądzi, więc gratulacje dla kolarza Bahrain-Victorious za pierwsze takie osiągnięcie w karierze, jakim jest koszulka najlepszego górala wielkiego touru.

Bez dawnego błysku, ale cały czas w formie

Start stojący pod znakiem zapytania z powodu wypadku, ogólna forma będąca daleką od optymalnej – Primož Roglič przyjeżdżał na Vuelta a España 2026 jako jedna wielka niewiadoma, a mimo to zdołał wycisnąć z hiszpańskiej trzytygodniówki naprawdę wiele i stanął na 2. stopniu podium w końcowym rozrachunku. Czy był to wynik osiągnięty efektowną jazdą? Zdecydowanie nie – otrzymaliśmy najbardziej pasywną wersję Słoweńca, którą pamiętać możemy chociażby z wygranego przez niego Giro d’Italia, ale trzeba mimo wszystko oddać, że niemal 37-letni zawodnik cały czas potrafił być konkurencyjny w walce z młodszymi, teoretycznie faworyzowanymi rywalami. Dla doświadczonego kolarza było to pożegnanie z barwami Red Bull – BORA – hansgrohe i trzeba przyznać, że Primož Roglič odchodzi z tarczą, a nie na tarczy.

Kontrola bez bezpośredniego przełożenia na końcowy wynik

Gdybym miał wskazać najlepszy zespół 81. edycji Vuelta a España pod kątem walki w klasyfikacji generalnej, to bez wątpienia byłby to Decathlon CMA CGM Team. Nawet nie chodzi tu o to, że francuska formacja wygrała z wielką przewagą zestawienie drużynowe, ale po prostu jej jazda niewątpliwie zawierała pewną koncepcję, potrafiła być bardzo efektowna, choć koniec końców nie okazała się być aż tak efektywna, jak zapewne marzono. Gregor Mühlberger, Matthew Riccitello, Léo Bisiaux czy Callum Scotson niejednokrotnie wykonywali naprawdę tytaniczną pracę na czele peletonu i nie chodzi tu wyłącznie o moment wyścigu, gdy pojawiła się perspektywa końcowego zwycięstwa po wycofaniu się Tadeja Pogačara. Decathlon CMA CGM Team wspierał bowiem Felixa Galla praktycznie od samego początku zmagań i wyraźnie chciał rozgrywać wyścig na swoich warunkach, nawet gdy ich liderowi nieco brakowało pod nogą. Austriak finalnie kończy na 3. miejscu, co może powodować pewien niedosyt – to była dotychczas jego najlepsza szansa na wygranie wielkiego touru w karierze. Z drugiej jednak strony taka postawa całej francuskiej grupy była jasnym sygnałem, że tą stać na przejmowanie inicjatywy, co w przyszłości może być kluczem do sukcesów dla np. Paula Seixasa. Tu nie zagrało to idealnie, ale warto oddać szacunek dla pomocników Felixa Galla – oni zrobili naprawdę kawał dobrej roboty.

Druga dywizja?

Granica pomiędzy UCI World Tourem a czołówką jego zaplecza już dawno się zatarła, a 3 najlepsze zespoły z 2. dywizji, które mogą korzystać obecnie z obligatoryjnej dzikiej karty na wszystkie największe wyścigi, są de facto na poziomie nie gorszym niż przynajmniej połowa światowej elity. Kolejny dowód na to zobaczyliśmy podczas 81. edycji Vuelta a España, kiedy to aż 4 z 20 etapów wygrywali kolarze właśnie z 2. dywizji. Po odcinku zgarnęli Bryan Coquard (Cofidis), Marco Brenner i Stefan Küng (Tudor Pro Cycling Team) oraz Eddie Dunbar (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), co niewątpliwie musiało ucieszyć włodarzy każdej z tych ekip. Takie uprzywilejowanie najlepszych UCI Pro Teamów ma jednak także drugą stronę medalu…

Pożegnanie w wielkim stylu

Obecnie mamy sytuację, w której w największych wyścigach świata oglądamy regularnie nie 18, a 21 najlepszych ekip, a przepaść pomiędzy nimi a resztą świata stale rośnie. Część spośród formacji została nawet przepisowo odcięta od możliwości występu w wielkich tourach, albowiem by mieć prawo do ubiegania się o dziką kartę, trzeba poprzedni sezon zakończyć w najlepszej „30” rankingu. Czemu o tym piszę w podsumowaniu 81. edycji Vuelta a España? Otóż wygląda bowiem na to, że przechodzący do Euskaltel – Euskadi Mikel Landa pożegnał się tym samym ze swoją domową trzytygodniówką, a uczynił to w najlepszym możliwym stylu. 36-letni Bask wygrał 20. etap, co było dla niego powrotem na najwyższy stopień etapowego podium w tym wyścigu po 11-letniej przerwie. Aż żal, że za rok sympatyczny weteran szos najprawdopodobniej nie będzie miał okazji do cieszenia nas swoją jazdą.

Tegoroczna Vuelta a España była też ostatnią bądź niemal ostatnią okazją do zobaczenia kilku innych kolarzy, którzy kończą kariery. 6. miejscem podczas finału w Grenadzie z kibicami pożegnał się Pello Bilbao, ze łzami fanów kolarstwa pozdrawiał Steven Kruijswijk, a i swój ostatni wielki tour przejechali bądź próbowali przejechać David de la Cruz, Jesús Herrada oraz Alexey Lutsenko. Czasy się zmieniają, ale można podziękować każdemu z nich za bogate kariery i generowanie emocji przez ostatnie niemal 2 dekady.

Czy będzie powtórka?

81. edycja Vuelta a España była bez wątpienia wyścigiem na swój sposób wyjątkowy – wyglądała momentami jak żywcem wyjęta sprzed co najmniej dekady, ze wszystkimi zaletami i wadami imprez sprzed ery Tadeja Pogačara. Niestety twarde liczby wielu różnych portali pokazały jasno, że choć w komentarzach ludzie narzekają na dominację Słoweńca czy też np. Jonasa Vingegaarda, to jednak gdy tylko go zabrakło, oglądalność hiszpańskiej trzytygodniówki poleciała na łeb, na szyję. Organizatorzy wielkich tourów dostali zatem jasny sygnał – trzeba robić wszystko, by największe gwiazdy zaglądały na ich wyścig i tworzyć trasy, które ich do tego zachęcą. Dużo bardziej otwarte kolarstwo niekoniecznie się obroniło marketingowo, choć tegoroczna Vuelta a España z perspektywy fana tego sportu oglądającego od deski do deski setki wyścigów rocznie naprawdę mogła się podobać. Chciałbym powtórki prędzej niż później, ale mam pewne wątpliwości czy szybko się doczekamy wyścigu podobnego do tego, który zobaczyliśmy w ostatnich tygodniach.

A jakie są Państwa przemyślenia związane z 81. edycją Vuelta a España? Sekcja komentarzy jak zwykle jest otwarta!


Wszystko o Vuelta a España 2026:
Poprzedni artykułCédrine Kerbaol podpisała kontrakt z Team SD Worx-Protime
Następny artykułMontréal 2026: Mattias Skjelmose nie wystartuje w mistrzostwach świata
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
13 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Grzegorz
Grzegorz

W akapicie o pożegnaniu brakuje nazwiska Mikela Landy

MaciekSatan
MaciekSatan

W akapicie – „Pożegnanie w wielkim stylu” brakuje chyba w zdaniu Mikela Landy..? W kolejnym zdaniu już można się domyślać o kim jest mowa i kto przechodzi do Euskaltel… 😉, ale początkowo się tekst nie klei.
Reszta super👍

MaciekSatan
MaciekSatan

PS-a Red Bull ustrzalilo podia we wszystkich 3 GT trzema różnymi zawodnikami… 🫣

Artur
Artur

Podpisuje się pod podsumowaniem i całością artykułu. Jak zawsze dobra robota. Trudno ogląda się ciekawe (górskie) etapy, kiedy uciekinierzy jadą szybciej od goniących liderów. Finalnie kończy się na harcach w końcówce i można stwierdzić głosem komentatorów E.. „góra urodziła mysz”. Brawo dla Enrica i niech szyuka mocy, aby powtórzyć to w przyszłym roku.

Marcin
Marcin

Ten wyścig to dowód, jak mizernie to wygląda, jak brakuje najlepszych. Od 8 etapu wiało nudą.

Grzesiek
Grzesiek

Pierwszy GT od dawna którego praktycznie nie oglądałem.
I nie chodzi tu o brak Pogacara, prawdę mówiąc nawet nie widziałem tego zdaezenia z upadkiem i komentarzem Eurosport.pl
Jeśli już to migawki z końcówek i szeroko komentowany etap 20 który był nudny. Akurat musiałem popracować z kompem w sobotę.

Nie wiem, ale ten wyścig jest w specyficznym okresie, gdy pojawia się u mnie przesyt transmisji i oczekiwanie na MŚ. Wolę popołudniami pojeździć na rowerze korzystając z ostatnich względnie ciepłych i długich dni.
Do tego południowa Hiszpania jest brzydka, spalona słońcem. Nie moje klimaty.

Fajnie że wygrał Mas. Roglic zrobił to na co było go stać po upadku przed startem. Vuelta kojarzy mi sie z wyscigiem dla harcownikow i pamiętnym rokiem gdzie uciekał i wygrywał Maniek a Poljański był 2.

Haaland
Haaland

„oglądalność hiszpańskiej trzytygodniówki poleciała na łeb, na szyję” – to jest najlepsze podsumowanie tego wyscigu. Nie bylo Tadeja, to mimo ze byla rywalizacja to nie bylo czym sie ekscytowac w walce o generalke. Ucieczki fajne, zrobily robote, Wout kozak. Odnosnie Pogacara, to sam mao sledzilem pozniej ta Vuelte, bo prawda jest taka, ze on sam wygral przez tydzien 3 etapy, a reszta zawodnikow walczaca o generalke wygrala tylko 1 przez 3 tygodnie. Przeciez to sa jakies kpiny. Porownalbym to do mistrzostw swiata i biegu np. na 100m gdzie kontuzjowany faworyt, ktory biega 9.8s nie wystapi, a ludzie maja sie ekscytowac, bo bedzie rywalizacja na mecie i 3 zawodnikow wbiegnie razem na mete z czasem powiedzmy 10.20 sek. Ja tego nie kupuje. Masz jechac na wyscig i dac z siebie wszystko, mozna przegrac, ale nie mozna pokazac braku zaangazowania czy jakiejs glupiej kalkulacji. To co pokazal Roglic ktory wygral chyba 5x trzytygodniowke, pojechal totalnie beznadziejnie. Jedyny Carapaz, zreszta jak zwykle, trzymal poziom. VISMA pokazala o co chodzi, lepiej przyjechac na wyscig i polowac na etapy, niz jechac jak Bora czy Decathlon w walce o generalke, a wygralo rowne 0 etapow. Nie moge zrozumiec takiego przecietniactwa, bo za rok wroci Tadej i tyle bedzie z ich wygrywania i walki o klasyfikacje.

Karol
Karol

@Haaland
Bo liczby czyli podium broni się zapewne bardziej w kwestii wypełnienia założeń i zobowiązań wobec zespołu i sponsorów niż harce niedające podium całego wyścigu

Marcin
Marcin

Do Pana Jakuba. Pytanie pominę milczeniem, tak jak nieustosunkował się Pan do mojego zapytania w kwestii Armstronga w wątku sprzed około miesiąca.

Mikołaj
Mikołaj

Mi tam siadła ta Vuelta ale szczerze myślę że termin przełomu września i sierpnia to serio nie jest jakiś najlepszy moment na taki wyścig. Nic z tym się nie da zrobić nie mam zarzutów do trasy czy wydarzeń było ciekawie . Można zarzucić paru faworytom pasywność ale nie nazwę etapów nudnymi. Ten termin jakiś taki średni po prostu. Nie wiem tak po prostu wrzesień to taki okres dziwny.

Ricky
Ricky

Walka w generalce nie była przesadnie porywająca, ale czy odbiegało to jakkolwiek od dwóch pozostałych wielkich tourów w tym sezonie? Tutaj przynajmniej jeszcze można było mieć nadzieję, że coś się wydarzy – choć finalnie rzeczywiście nie wydarzyło się za wiele. Niemniej oglądało się to w miarę ciekawe, głównie za sprawą ucieczek i kolarzy, z których zwycięstw ciężko się było nie cieszyć. A co do małej liczy komentarzy, to cóż – nawet mnie nie chciało się specjalnie komentować (a jak coś pisałem to już bardziej „z obowiązku”, żeby utrzymać opinię gościa, który „po prostu lubi sobie coś skomentować”), więc nie dziwi mnie, że innym też 😇.

Kamil
Kamil

Dla mnie chyba najciekawsze były różne ataki i ucieczki zawodników walczących o miejsca 5–10. Bo tam to się tasowało, co chwilę (Skjelmose, Berthet, Kuss i inni). W walce o GC po wycofaniu się Pogacara było dosyć nudno. Ot, czasem ktoś nadrobił 15-30 sekund, potem stracił 10. Ale raczej się to zebetonowało. Decathlon próbował wymęczyć innych, ale chyba Gallowi zabrakło sił, żeby to wykończyć i odjechać bardziej. Zabrakło mi jakiś ciekawych taktycznych zagrań, jak choćby to, co Visma zrobiła rok temu na Giro (WVA + Yates). Movistar to najlepiej chyba rozgrywał (zawodnicy do ucieczki, potem pomoc dla Masa).

No i walka o koszulkę górala mocno rozczarowała. Tylko pasji Wouta zawdzięczamy, że działo się tam cokolwiek, bo inaczej to Buitrago mógłby dostać tę koszulkę z automatu po wypadku Pogacara. Nikt inny specjalnie nie sprawiał wrażenia zainteresowania nią…

Dobrze, że były Visma i Uno-X bo te drużyny wprowadzały jakieś życie do tego wyścigu.

Przy okazji – mój sposób na zwiększenie emocji to granie w to Fantasy, które organizatorzy robią na stronce. Bo dochodzi mi wtedy element kibicowania „moim” zawodnikom. Ot, choćby się załapali do odjazdu dnia, ciułali jakieś punkciki na premiach. Polecam. 🙂

PS Kiedy będzie podsumowanie występu drużyn? Bardzo lubię te zestawienia i chętnie porównam refleksje Redakcji ze swoimi.