fot. Androni Giocattoli - Sidermec

Gianni Savio, dyrektor ekipy Androni Giocattoli – Sidermec, nie jest zadowolony z faktu, że jego ekipa nie otrzymała zaproszenia na Giro d’Italia, podczas gdy takowe dostała drużyna Vini Zabu Pro Cycling Team. W wywiadzie oasport.it Włoch tłumaczy, że jego ekipa jest sportowo lepsza, a dodatkowo zwraca uwagę na fakt, że to właśnie Vini Zabu w ubiegłym roku zaliczyło wpadkę dopingową podczas włoskiego Wielkiego Touru.

Wczoraj rozdano dzikie karty na Giro d’Italia. Otrzymały je trzy włoskie ekipy – Bardiani-CSF-Faizane, EOLO-Kometa oraz Vini Zabu Pro Cycling Team. Zaskoczeniem jest brak zaproszenia dla francuskiego zespołu Team Arkea Samsic, który miał nadzieję na występ w tegorocznej edycji Giro d’Italia. Smakiem musi się też obejść Gianni Savio, dyrektor Androni Giocattoli – Sidermec, którego ekipa po raz pierwszy od 2017 roku nie dostała dzikiej karty na La Corsa Rosa.

– To sportowa hańba. Powód, dla którego tak to określam, dotyczy obiektywnie ważnych liczb. W ciągu ostatnich czterech lat byliśmy najlepszą włoską drużyną zawodową w rankingu UCI i to samo tyczy się Pucharu Włoch, w którym zajęliśmy drugie miejsce – za worldtourowym UAE-Team Emirates. Co więcej, w zeszłym roku zdobyliśmy w Giro nagrody z Simonem Pellaud (wygrana w klasyfikacji lotnych premii) i Mattią Baisem (wygrana w klasyfikacji ucieczek). Dodajmy jeszcze, że dwa lata temu wygraliśmy etap z Fausto Masnadą i że mamy prawdziwy projekt. W ciągu ostatnich lat wprowadziliśmy do World Touru Masnadę, Davide Balleriniego, Mattię Cattaneo, Andreę Vendrame, Ivana Sosę i niejakiego Egana Bernala. Wielu mówi o projektach, ale my podajemy konkretne dane

– mówił Savio dla oasport.it.

Największy problem Savio ma z ekipą Vini Zabu Pro Cycling Team. Jak mówi, włoska drużyna straciła dobrych zawodników, a dodatkowo nie jest projektem, który wychowuje i wprowadza do najwyższej dywizji młodych zawodników. Dodaje też, że gdyby dzikie karty otrzymały Team Arkea Samsic, Bardiani-CSF-Faizane i EOLO-Kometa, nie byłoby to dla niego dziwne. Team Arkea Samsic jest sportowo lepszą drużyną, Bardiani-CSF-Faizane ma dłuższą historię od Androni Giocattoli – Sidermec, natomiast EOLO-Kometa jest partnerem firmy RCS – organizatora Giro d’Italia.

Zaproszenie, zamiast francuskiej Arkei, otrzymała jednak drużyna Vini Zabu Pro Cycling Team, której zawodnik – Matteo Spreafico – zaliczył podczas ubiegłorocznej edycji włoskiego wyścigu wpadkę dopingową. Savio twierdzi, że jest to hipokryzja i dodaje, że „ten system nie bierze pod uwagę sportowych aspektów, a także etycznych i moralnych wartości”.

– Nie wiem, jakie były powody tej decyzji. Pewne jest to, że powinniśmy opierać się na kryteriach sportowych. Nie jesteśmy w firmie handlowej albo finansowej. Zajmujemy się sportem. Właściwym określenie to: hańba sportowa

– mówi.

– Ekipa Vini Zabu straciła swoich najlepszych zawodników, zawsze była od nas gorsza zarówno w rankingu światowym UCI, jak i w Pucharze Włoch, nie wypuściła (do World Touru) żadnego młodego zawodnika. Coś tu jest nie tak…

– dodaje.

Na razie Savio nie wie, jak wyglądać będzie przyszłość drużyny. To, że ekipa nie wystartuje w Giro d’Italia, nie oznacza jednak, że otrzyma z tego powodu mniej pieniędzy od sponsorów. Savio zaznaczył, że zgodzili się oni wspierać ekipę nawet gdy ta nie wystąpi w La Corsa Rosa.

– Nie mówię, że zrezygnuję z kolarstwa, ale nie mówię też, że w nim zostanę. W swoim DNA mam zapisaną waleczność, ale nie będę Don Kichotem, który walczy z wiatrakami. Jeśli ten system opiera się na haniebnych decyzjach, nie wiem, czy nadal będę zainteresowany pozostaniem w nim. To coś złego. Uważam się za jednego z ostatnich romantyków, niestety „bóg pieniądza” pochłonął prawie wszystko

– zakończył.