fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Śmierć Ryszarda Szurkowskiego zasmuciła całą kolarską Polskę. W rozmowie z nami polskiego kolarza wszechczasów wspomina Czesław Lang – jego kolega z peletonu, a dziś organizator Tour de Pologne.

Gdy Ryszard Szurkowski wygrywał Wyścig Pokoju, ja ścigałem się dopiero od dwóch lat, więc był on dla mnie wielkim idolem, podobnie zresztą jak dla moich kolegów. Jazda jego czy Szozdy niesamowicie rozbudzała naszą wyobraźnię – wszyscy chcieliśmy być tacy jak oni. Niestety nie mogłem oglądać go na żywo, ponieważ mieszkałem w małej miejscowości na Kaszubach i nie miałem zbyt dużych możliwości jeśli chodzi o podróżowanie, jednak oczywiście śledziłem jego występy w Wyścigu Pokoju za pośrednictwem telewizji i radia, a emocje, które dzięki niemu mogłem przeżywać były naprawdę fantastyczne.

Dlatego gdy później spotkałem się z nim jako kolarz było to dla mnie bardzo duże przeżycie. Prawdopodobnie pierwszy raz widzieliśmy się podczas posezonowego zgrupowania w Krynicy. Ja byłem wtedy w reprezentacji torowej, on w szosowej i w listopadzie obie kadry spotykały się tam, by się zregenerować i zintegrować. Tak się zaczęło, a później wielokrotnie spotykaliśmy się podczas zawodów. Pamiętam mistrzostwa Polski, gdy ja wygrywałem, czy Kryterium MON, gdzie triumfował on. Walczyliśmy ze sobą, ale czasem też łączyliśmy siły i wspólnie walczyliśmy o jak najlepszy wynik dla Polski.

Gdy Ryszard zakładał Exbud, pytał mnie, jak funkcjonuje zawodowy peleton i jak pozyskiwać sponsorów, pomagałem mu też wtedy, gdy był trenerem kadry. Generalnie bardzo często się ze sobą kontaktowaliśmy i wspieraliśmy się w różnych sytuacjach. Bardzo cieszyłem się, gdy zgodził się zostać ambasadorem Tour de Pologne.

Informacja o jego wypadku w 2018 roku była dla nas wszystkich dużym szokiem. Wspieraliśmy go finansowo, bo wiedzieliśmy, że rehabilitacja wiąże się z różnymi kosztami. Nawet teraz mam przed swoimi oczami jego obraz, który wylicytowałem na którejś z aukcji. Przy tym wszystkim Ryszard bardzo mi imponował. Widziałem, że ciągle walczy, że się nie poddaje. Mówił, że kiedyś jeszcze razem pojedziemy na rower, że będziemy się ścigać. Pokazywał wielką siłę charakteru i naprawdę wierzyłem w to, że uda mu się wrócić do pełnej sprawności. Niestety nie zdążył – zmogła go inna choroba.

Teraz jest trochę zbyt wcześnie, by powiedzieć, jak go upamiętnimy – najpierw trzeba porozmawiać z jego żoną, z jego rodziną – ale wiem, że na pewno zrobimy coś, by pamięć o Ryszardzie Szurkowskim pozostała żywa.