fot. ASO / Pauline Ballet

Niestety wszystko wskazuje na to, że pandemia nie odpuści kolarstwu. Oznacza to, że sezon 2021 może być kolejnym z tych smutnych i nie chodzi tu tylko o sportową rywalizację.

To, co obecnie najbardziej uderza w zwykłego kibica, to brak gonitw, które już w styczniu potrafiły obudzić z zimowego snu. O australijskich problemach wiedziano już dawno, więc można było przygotować organizm na jedną przespaną noc więcej, ze względu na brak konieczności budzenia się na walkę na Willunga Hill. Do samego końca jednak liczyliśmy na pokaz umiejętności zawodników z czołówki startujących w Vuelta a San Juan. Niestety, nie doczekaliśmy się.

Dziś już wiemy, że wiele wyścigów otwierających sezon (i z reguły bardzo emocjonujących) zostało przeniesionych. Tym samym już teraz musimy mieć świadomość, że najbliższy sezon daleki będzie od normalnych. W końcu co to za początek rywalizacji w Europie bez Mallorca Challenge czy Volta ao Algarve?

Czy przeniesionych wyścigów będzie więcej? Na ten moment trudno odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, lecz jest prawie pewne, że tak. Tym samym jakiekolwiek branie pod uwagę wstępnie ustalonego kalendarza jest całkowicie bez sensu.

W całym zamieszaniu jest jednak jeden pozytyw. Największe imprezy powinny odbyć się bez problemów. No właśnie, powinny.

Wszyscy doskonale wiemy, co dzieje się obecnie w Europie. Mimo pozornego spadku zachorowań, kolejne kraje przedłużają lockdowny, a niektóre z nich jeszcze dodatkowo zaostrzają środki. Dużym problemem dla kolarskiego świata może być m.in. planowane (według nieoficjalnych informacji) całkowite zamknięcie lotnisk w Niemczech, gdzie wiele ekip po prostu przesiada się do właściwych samolotów. Co więcej, coraz głośniej mówi się o nowych szczepach wirusa, które spędzają naukowcom sen z powiek.

Nie bez znaczenia jest także tempo szczepień na całym kontynencie. W tej kwestii nie ma co owijać w bawełnę – do końca 2021 roku nie uda się zaszczepić większości mieszkańców każdego z kraju. Mówi się, że odporność stadna pojawi się przy około 70% zaszczepionego społeczeństwa, a do tego jeszcze bardzo daleka droga.

Oznacza to więc, że nie tylko logistycznie sezon będzie niezwykle trudny. Co najmniej równie ważny jest fakt, że wciąż przy trasach nie powinniśmy widzieć tłumów kibiców. To z kolei już w zeszłym roku bardzo mocno odcisnęło się na odbiorze poszczególnych wyścigów.

O ile na samym początku nie było to wielkim problemem, o tyle podczas hiszpańskiej Vuelty całkowite wyłączenie fanów sprawiło, że wyścig był znacznie trudniejszy do przetrawienia. Mimo ciekawej rywalizacji na szosie, sama impreza była niezwykle smutna. To też bardzo mocno wpływało na immersję, która była, przynajmniej w naszym przypadku, zdecydowanie niższa.

Jeśli więc sytuacja się nie zmieni, możemy być pewni, że każdy kolejny duży wyścig nie będzie rozgrywany z ludźmi, którzy tworzą jego klimat. Będzie sucho. Będzie smutno.

Miejmy nadzieję, że świat wyprowadzi nas z błędu.